5 ETAPÓW POZNANIA WIARY, czyli jak zacząć?


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Czerwiec 4th, 2017

Do stworzenia tego tekstu zainspirowały mnie osoby niewierzące, sceptycznie nastawione do wiary lub po prostu mające z nią pod górkę. To oni nakłonili mnie do pójścia o krok dalej i odwrócenia ról. Tak bardzo chciałabym przekazać im wszystkim: zagubionym, niepewnym i sceptycznym prawdziwe wartości, które rozbudza w nas Bóg, porzucając tym samym wszelkie stereotypy związane z wiarą utarte na przestrzeni lat. Ten przewodnik ma posłużyć nie tylko osobom, które z wiarą mają nie po drodze, ale również tym, którzy chcą wskazać komuś dobry kierunek. A więc, jeśli masz wrażenie, że wiara nie jest dla Ciebie lub Bóg to wymyślona postać, zachęcam Cię do przeczytania tego tekstu. Z drugiej strony, jeżeli bliska Ci osoba chce, ale nie wie jak zrobić pierwszy krok – również i Ciebie zapraszam do czytania.

Przed rozpoczęciem chciałabym zaznaczyć, że wszelkie porady to tylko PORADY, a nie pewniaki, które zagwarantują sukces. Są to wskazówki oparte na moich osobistych doświadczeniach, które być może pomogą i Tobie. Na co, nie ukrywam, bardzo liczę.

ETAP I – Przytłoczenie

Pierwszy krok to ustalenie etapu, na którym jesteś. Jeśli słyszysz o Bogu i tego kompletnie nie czujesz, a wręcz odwrotnie: odczuwasz zakłopotanie, lęk i niechęć – spokojnie, to naturalna reakcja na pierwszym etapie. Przytłacza Cię nazewnictwo w stylu „Największa i Najpiękniejsza Maryja Panna”, „Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa” lub „nowenna pompejańska”, a myśl o pielgrzymce przyprawia Cię o dreszcze – to także naturalna reakcja na tym etapie. Wiele osób właśnie wtedy odpuszcza, bo myśli, że wiara nie jest dla niego. To „ostentacyjne nazewnictwo” plus starsze Panie w Kościele równa się niezły mix. Do tego dochodzą wszędzie propagowane zakazy i nakazy, kilku godzinne msze święte, no i wisienka na torcie – czyli afery medialne związane z Kościołem. To wszystko rzutuje na całkiem uzasadnioną rezygnację. Rezygnujesz, bo widzisz tylko pewien zarys i wielki pozór, a nie prawdę. Co najciekawsze, odpuszczasz z dużą pewnością zbadania tematu na tyle dogłębnie by wiedzieć, że to nie jest dla Ciebie. Z tymże miej świadomość, że tam gdzie patrzysz nie ma Twojego Boga.  Tam gdzie patrzysz zwracając uwagę na wyżej wymienione aspekty tracimy z oczu to co najważniejsze, czyli Tego, który jest najważniejszy – Boga. Tak święcie przekonani, że patrzymy na Boga, nieświadomie rezygnujemy z niego. Mimo wszystko i przeciw wszystkiemu zachęcam Cię do drugiego etapu – Poznawanie.

ETAP II – Poznawanie

Dużo zamieszania jest także wokół średniej wieku osób uczęszczających do Kościoła. Starsze modlące się Panie stanowią przewagę wśród niedzielnej mszy świętej, a więc konsekwentnie od parudziesięciu (paruset?) lat panuje przekonanie, że młodych w kościele jest mało, a treści propagowane przez księży są oderwane od rzeczywistości. Skoro już tak bardzo uczepiliśmy się babci i dziadków teraz odwróćmy głowy w drugą stronę, czyli tam gdzie powinny być skierowane od początku. Spójrzmy na ołtarz, bo to jest odpowiednie miejsce do obserwacji. Nie poważne nazewnictwo, nie osoby przychodzące do Kościoła, nie ksiądz pedofil – tylko ołtarz i treści z niego wygłaszane. Wiem, że niełatwo jest wierzyć, kiedy twój rozum i wszystko wokół podpowiada, że to nierealne i wymyślone. Zapomnij o swoim logicznym myśleniu i daj się ponieść. Skoro już wybrałeś się do Kościoła i siedzisz w ławce to zrób co możesz, aby ta godzina nie była zmarnowana. Przede wszystkim skup się na sobie i swoich myślach, aby nie wędrowały gdzieś daleko, tylko były z Tobą tu i teraz. Myśl o słowach czytanych, a nie o osobie, która je czyta. Myśl o słowach modlitwy, a nie o osobie, która się modli. Myśl o SOBIE, o tym CO i W JAKI SPOSÓB MÓWISZ. Nie wstydź się – zamknij oczy i słuchaj. Mimo, że myśli odpływają gdzieś daleko, staraj się za każdym razem wracać. Warto o to skupienie trochę powalczyć. Dziecko płacze, ksiądz wydaje się jakiś podejrzany, w domu tyle do zrobienia, a co jutro zjeść na obiad, itd. Mimo wszystko zachęcam do wytrwałej walki o skupienie na tym, gdzie jesteś i po co. Lepiej wyjść po godzinie ze świadomością, że miałeś problemy ze skupieniem i mimo starań nie było tak jak sobie wyobrażałeś niż z poczuciem, że właśnie zmarnowałeś czas.  Jeden, drugi, trzeci, dziesiąty raz … warto próbować do skutku.

Odnoszę wrażenie, że ten etap ogranicza się raczej do co niedzielnego chodzenia do Kościoła. Nie staramy się robić nic poza tym. Jesteśmy bardzo ostrożni, aby nic nas nie zaskoczyło i nie przytłoczyło. Nie czytamy treści religijnych, nie słuchamy piosenek w tej tematyce, nie oglądamy filmów i unikamy towarzystwa, które jest zaangażowane w życie Kościoła. Na naszą korzyść jednak wpłynie fakt, jeśli właśnie wtedy, w tym środowisku, poznamy godną zaufania osobę i ona stanie się (czasami całkiem nieświadomie) naszym drogowskazem.

ETAP III – Zagłębienie

Skoro od czasu do czasu chodzimy do Kościółka, słuchamy czytań i wypowiadamy słowa modlitwy, to chcielibyśmy zacząć rozumieć w czym bierzemy udział i co mówimy. Pocieszające jest to, że rzadko kto ma zdolność rozumienia tych treści z łatwością. Większość z nas musi się nieźle nagimnastykować, aby cokolwiek z tego zrozumieć, ale jest to możliwe dla każdego, więc nie poddawaj się. Każdy, nawet Ty, któremu wydaje się to nierealne, może rozumieć Słowo Boże czytane w Kościele. Aby bardziej obrazowo to przedstawić, przenieśmy się na chwilę do szkolnej ławki. Weźmy przykład lekcji matematyki. Z doświadczenia wiemy, że niektórzy mają bardziej ścisłe umysły, a niektórzy mniej. Ci ostatni muszą o wiele więcej czasu poświęcić na rozwiązywanie zadań, aby w końcu zrozumieć ich logikę. Często mimo starań rezultaty nie są adekwatne do wysiłku i zaczynamy być sfrustrowani. Tracimy czas, chodzimy do szkoły, płacimy za korepetycje, ale nadal nasze oceny nie są najlepsze. Dlaczego? Zadajmy sobie jedno podstawowe pytanie: czy jestem naprawdę zaangażowany w zajęcia matematyki? Tak samo jest z pojęciem słów modlitwy i innych treści z Pisma Świętego. Przede wszystkim – systematyczność. To klucz do sukcesu. Nie można rozwiązać jednego zadania na tydzień, zrobić sobie 2 tygodnie przerwy i liczyć na sukces. Nie tędy droga. Skoro już jesteś w Kościółku to zrób wszystko, abyś tam wytrwał jak najdłużej w pełnym zaangażowaniu i chęci poznania. Nie udawania. Nie życia w pozorach. Nie robienia tego dla kogoś, ale robienia DLA SIEBIE lub ewentualnie z miłości do kogoś. Na tym etapie jesteśmy też bardziej otwarci. Dostrzegamy, że wiara to nic złego, nic nam nie grozi i możemy się zaangażować. Lubimy przebywać wśród osób o podobnych poglądach, będących na tym, bądź wyższym etapie poznania. Czujemy się przez nich inspirowani i to oni popychają nas do przodu.

To jest właśnie zagłębianie – inaczej próbowanie. Etap dla wytrwałych, ale pamiętaj, że w temacie Boga każdy może nim być.

ETAP IV – Walka

Zanim będziemy cieszyć się owocami naszej wiary, czeka nas jeszcze jeden bardzo ważny etap. Musimy pokonać przeciwności losu i złośliwości rzeczy martwych. Owe przeszkody są indywidualnie dostosowane do życia danej osoby i jej charakteru. Pojawiają się w takich miejscach i w takich osobach, aby jak najtrudniej można było sobie z tym poradzić. Dotykają takich sfer naszego życia, aby jak najbardziej oddalić postrzeganie Boga jako dobrego Taty. Pojawia się wewnętrzny bunt przeciwko niektórym zasadom związanym z wiarą, a w rezultacie dystans, który blokuje nas do pójścia o krok dalej. Na tym etapie najczęściej atakowana jest sfera seksualności, jako najbardziej wrażliwa sfera naszego życia. Tak piękny aspekt zostaje tutaj użyty jako broń przeciwko Bogu.

Etap „Walka” to prawdziwa walka, którą należy stoczyć z samym sobą. Warto wtedy trzymać się osób, które towarzyszyły Ci w pierwszych trzech etapach, bo one będą Ci siłą w chwilach oddalenia i zwątpienia. Te osoby będą Tobie przypomniały dlaczego tak naprawdę zacząłeś i dlaczego nie warto się poddawać. Każdy prędzej czy później będzie toczył swoją walkę, więc warto się do niej odpowiednio przygotować.

Trzymaj się mocno tego, co wypracowałeś przez 3 etapy i nie puszczaj. Walcz, bo już nie jesteś sam i masz siłę, której wcześniej nie miałeś.

ETAP V – Rozbicie gniazda

Brawo, brawo, brawo! Wytrwaliśmy! Możemy świętować przejście do piątego – ostatniego już – etapu poznania, którego osiągnięcie nie było proste. Ten etap to prawdziwy sukces. Udało się pokonać wszelkie przeciwności, które próbowały nas oddalić od Boga. Poznaliśmy na swojej drodze wiele niesamowitych ludzi, którzy byli dla nas wsparciem, ale przede wszystkim poznaliśmy prawdziwych siebie. Przeprowadziliśmy mnóstwo inspirujących i nieinspirujących rozmów, przeczytaliśmy niezliczoną ilość tekstów i w końcu możemy rozbić nasze gniazdo. To będzie nasza przystań i pole do walki jednocześnie. Musi być stabilna, a więc postawiona na dobrych fundamentach. A takim podstawowym elementem budulcowym, bez którego gniazdo nie przetrwa ani jednej burzy, jest zaufanie. Przebrnęliśmy przez tak wiele, że w końcu możemy powiedzieć, zawierzając Bogu swoje życie słowami:

„Boże, ufam Tobie, prowadź mnie”

Teraz dopiero zaczyna się prawdziwe życie i przygoda nie mająca końca, bo nie ma innego prawdziwego życia, jak tylko to z Bogiem.

 

Właśnie przebrnęliśmy przez 5 etapów poznania wiary w pigułce. W bardzo okrojonej i uniwersalnej wersji przedstawiłam, wynikające  z mojej osobistej obserwacji, etapy dotarcia do Boga i próby otwierania się na wiarę. Tak naprawdę każdy z tych etapów zasługiwałby na indywidualny tekst, ponieważ w każdym z nich jest tak wiele wątków wartych poruszenia, że nie sposób je zmieścić w jednym felietonie. W niedalekiej przyszłości napiszę teksty bardziej szczegółowe o każdym z tych 5 etapów. Czekam na Wasze inspiracje i zachęcam do dzielenia się ze mną swoimi przeżyciami.

 

  1. Przytłoczenie
  2. Poznawanie
  3. Zagłębienie
  4. Walka
  5. Rozbicie gniazda

 

Na którym etapie jesteś?

M.

 

 

7 Replies to “5 ETAPÓW POZNANIA WIARY, czyli jak zacząć?”

  1. Zanim napiszesz o tym, że ktoś ma opory do praktykowania narzuconej wiary, sama musisz być fair i zasięgnąć głębiej czy to w historię tej sekty, czy do samej Biblii. Opory mają katolicy do szukania, a przecież opierać się macie na naukach Jezusa.
    Dlaczego uważasz że ktoś ma mówić jakiś różaniec czy inne modlitwy skoro nauczyciel powiedział jasno jaką modlitwą mają się modlić chrześcijanie.
    Samo Twoje widzenie Boga w tej instytucji jest nie mniej śmieszne, i dowodzi tylko, że zbłądziłaś.
    Jeśli już zaczynasz bronić księdza pedofila to zastanawia mnie co powiesz ofierze tego zwyrodnialca małemu chłopcu czy dziewczynce… masakra. Przytrafiło Ci się pranie mózgu, a nie nawrócenie. I czytając Twoje świadectwo wiary, mogę wywnioskować jedno, Przytrafiła Ci się zmiana poglądów, i charakteru co jest normalne, nie nawrócenie. Nie masz pojęcia o Bogu, a już na pewno nie o tym katolickim. Zerknij do historii a sama przekonasz się jak bardzo oszukancza jest ta sekta.

    Zaprzeczając złu wyrządzamy krzywdę. Zaprzeczając nocy przyciemniamy światło. Przez okres prawie dwóch tysiącleci Kościół terroryzował i gnębił miliony ludzi pragnąc osiągnąć kontrolę nad ich życiem duchowym „Ciemna strona historii chrześcijaństwa” ujawnia szczegóły tragedii, smutku i niesprawiedliwości narzuconej ludzkości przez Kościół.
    Obudź się dziewczyno ze snu bo nie wiem co próbujesz ludziom udowodnić tymi bzdetami.

    1. Zgadzam się z tymi słowami…. do prawdy dochodzi się własną pracą nad sobą, a nie narzuconymi dogmatami kościoła.
      Dlaczego wierzący uważają, ż e jesteśmy zagubieni i potrzebujemy kogoś, kto nas „nawróci”, wybawi świat…. a może to ci wierzący mają w sobie zbyt wiele pychy i tobuą to, aby poczuć suę przez chwilę, tym „lepszym”?!
      Nie ma nic złego w poszukiwaniu prawdy, nawet przez całe życie, bo tylko w ten sposób można poznać samego siebie.
      Ja potrzebowałam kilu lat, aby uwolnić się od religii, co pokazuje, jak silna jest indoktrynacja od najmłodszych lat.
      Prawie wszystkie religie konstruują wierzących w podobny sposób. Jest grzech, który pierwotnie znaczył, chybie nie celu i jest, zbawienie. Religia przenosi odpowiedzialność z teraźniejszości na przyszłość, na zbawienie. Wierzących konstruuje się lękiem, z opowieści o przeszłości i z nadziei,, która jest opowieścią o przyszłości. … a między lękiem i nadzieją, wierzący przechadzają się po takim moście, poczucia wyższości.
      Wiara wyklucza teraźniejszość, a teraźniejszość wiary nie potrzebuje. Wiara zaprasza nas w świat oczekiwań i fantazji na temat przyszłości, opartej na przeszłych. Natomiast prawdziwy akt zmiany, może dokonać się tylko teraz, w teraźniejszości. Żyć poza systemami religijnymi oznacza, przyjęcie własnego świata, własnej drogi, zgody na własną tożsamość taką, jaka ona jest, a nie taka jaką chcieliby człowiekowi wpoić, ludzie z zewnątrz. Religia zakłada człowiekowi filtr percepcyjny, który ogranicza jego wolność, wzbudza poczucie winy i cierpienie .Boga nie ma w jakiejkolwiek wspólnocie kościelnej, w jakimkolwiek systemie religijnym. Bóg jest tylko w moim spotkaniu z człowiekiem, w spotkaniu ze światem. Mój Bóg nie jest osobowy, ani ten z Biblii, mój Bóg się nie złości, nie ma ludzkich cech …Bóg to miłość, wolność i dobro.

      1. Droga Małgosiu i Pan/i powyżej, przede wszystkim bardzo mi przykro, że w tak dużym stopniu się nie zrozumieliśmy. Wasze wypowiedzi dały mi do myślenia pod kątem większej pokory w pisaniu, ale nie tego co sobą reprezentuję i w co wierzę.
        Nigdy nikomu nie chcę nic narzucać, czy nakazywać. Jestem zwolennikiem hasła „NIGDY NIE ZABIERAĆ NICZYJEJ WOLNOŚCI”, z tymże każdy tą wolność interpretuje inaczej. To, co ja piszę, tak jak sami mówicie, jest drogą do poznania mojej indywidualnej prawdy, więc pozwólcie mi jej dochodzić 😉

        Bóg to miłość, wolność i dobro, a więc bądźmy dla siebie miłosierni, wyrozumiali i dobzi.

        Życzę Wam wszystkiego dobrego, m.

    2. Gdzie Piękne Słowo i Dobro, tam syczą … w ogóle mnie to nie dziwi! 🙂 Wręcz o czymś świadczy, także dziękujemy za te słowa, bo tylko przekonują, że Wiara jest słuszną sprawą i niesamowicie ważną. I wisienka na torcie – obiecuję modlitwę w Twojej intencji BezSektyprzezŻycie 🙂 <3 Pokój z Tobą i Chwała Panu! <3

    1. To ja się cieszę, że do mnie zawitałeś 🙂 bardzo mi miło. Ten tekst nie jest oczywiście tekstem uniwersalnym, który pasuje do każdego, czy nawet większości. Ja tak to widziałam nie jednokrotnie i dlatego o tym napisałam 🙂 niech Tobie i innym służy jak najlepiej 🙂 pozdrawiam, m.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *