Każdy czuje inaczej


Dusza, Felietony DUSZA, Felietony UMYSŁ, Umysł / piątek, Luty 10th, 2017

Od października 2016 roku mieszkam we Włoszech, w Mediolanie. Kiedy pierwszy raz usłyszałam, jak się później okazało, jedno z najbardziej popularnych włoskich słów było to na lekcji języka włoskiego jeszcze przed wyprowadzką. Nauczycielka tłumaczyła mi, że brioche to słodka przekąska w formie rogalika lub bułki, szczególnie popularna na północy Włoch. Jak tylko znalazłam się w Mediolanie pierwsze co rzucało mi się w oczy, to komunikaty: „Caffe + brioche 2 euro!”. Nauczycielka miała racje. Były wszędzie. W pizzeri, na ulicy, w eleganckiej restauracji, w sklepie. Wszyscy je jedzą każdego dnia, o różnych porach, w odmiennych formach.

Kolejny raz usłyszałam o briochu podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Wtedy pierwszy raz mi go zaproponowano – poczułam się przez chwilę jak prawdziwa Włoszka 🙂 W tym konkretnym momencie brioche dał mi poczucie bycia częścią tego miasta, a przecież to tylko rogalik. Mam wrażenie, że dla Włochów to już nie tylko słodka przekąska, ale i styl życia. Nie ma dnia bez briocha. Briocha się nie odmawia:) Wokół tego jest stworzona cała kultura jedzenia i picia kawy.

Dla każdego jednak ta popularna przekąska ma inne znaczenie:

Dla biznesmena brioche to chwila relaksu przed ważnym spotkaniem.
Dla sprzedawczyni to odpoczynek pomiędzy klientami.
Dla sąsiadki to rozmowa z koleżanką w kawiarni.
Dla piekarza to zarobek.
Dla dziecka to przerwa w szkole.
Dla mamy to drugie śniadanie jej córki.

Znana włoska wspólnota o nazwie Saint’Edigo pokazała mi jeszcze jedno, najważniejsze znaczenie. Dwa razy w tygodniu jej członkowie spotykają się, aby wyjść do osób bezdomnych na głównych dworcach w Mediolanie. Wcześniej organizują zbiórki żywności, środków higieny i odzieży, aby następnie zabawić się w Św. Mikołaja, rozdając potrzebującym zebrane dary. Za każdym razem przed wyjściem odbywa się wspólna modlitwa. To ona jednoczy wszystkich uczestników. To ona pomaga ciągle wracać i nie przestawać pomagać. Młodzi i starzy, niscy i wysoscy, kobiety i mężczyźni, bogaci i biedni, każdy inny, a jednak taki sam. Nie trudno zauważyć, że mają podobne uśmiechy, nie wspominając o oczach. Jest w nich „światełko”, które przyciąga wzrok i budzi chęć bycia z nimi. Po modlitwie dzielimy się na grupy i ruszamy.

Jest późny wieczór, więc na dworcu pusto. Ale Ci, do których przyszliśmy są w domu. Czekają. Wiedzą, że przyjdziemy. Nie zdążyliśmy dojść do głównego punktu, a już przy drzwiach zatrzymuje nas dwójka bezdomnych prosząc o kurtkę i skarpetki. Dajemy, to co potrzebują  i zmierzamy do miejsca spotkań z innymi. Ich łóżkiem jest betonowa ławka, znajdująca się pomiędzy torami. Tam śpią, jedzą, rozmawiają, żyją. Oprócz darów potrzebują poświęconego czasu i rozmowy o ich codzienności. Pragną być wysłuchani. Jedzenia im nie brakuje. Szczególnie da się zauważyć ogromną chęć rozmowy i poczucia zainteresowania. Uczestnicy, którzy działają we wspólnocie już dłuższy czas, znają każdego podopiecznego z imienia. To są prawdziwe przyjaźnie, które były budowane stopniowo i powoli. Antonio – jeden z bezdomnych, ubrany tego dnia w kolorowe adidasy, dżinsy i pstrokatą kurtkę jest znany przez wszystkich. Uśmiechnięty, z kapturem na głowie, podając rękę przedstawiał się nowym uczestnikom. Po wręczeniu ubrań i ciepłego posiłku przyszedł czas na deser. Miałam wrażenie, że oni doskonale wiedzą co na nich czeka. Brioche. Ten sam co w każdej włoskiej kawiarni czy restauracji.

Antonio zapytał: „Macie może Brioche?”

Dla nich brioche to zainteresowanie.
To chwila na normalną rozmowę.
To bycie człowiekiem, a nie bezdomnym.
To uśmiech.
To miły wieczór.
To poczucie bycia z innymi.
To odwrócenie się od samotności,

A dla mnie to bycie częścią tego miejsca. To bycie z nimi tam – na dworcu. Od tego momentu, kiedy widzę brioche myślę o Antonio.

Niby rogalik, niby słodka bułeczka, ale dla każdego znaczy co innego, tak jak wiele przedmiotów dnia codziennego. Różnimy się od siebie prawie pod każdym względem, a już na pewno w postrzeganiu sytuacji. Każdy z nas ma inne myśli, spostrzeżenia, rozwiązania. Ile razy nie możemy się dogadać z bliską osobą, bo ona widzi, czuje i odbiera dany moment inaczej niż ja? „Jak możesz tego nie rozumieć?” – mówimy. Uwaga: może nie rozumieć i ma do tego pełne prawo – jest innym człowiekiem, totalnie odrębną jednostką, która inaczej czuje, widzi, myśli. Pozwólmy sobie na odrobinę więcej przestrzeni w swoim indywidualnym postrzeganiu. Pozwólmy na swoją osobistą chwilę z Briochem. I pozwólmy innym na ich indywidualne postrzeganie każdej chwili. Przecież to naturalne 🙂

Twoja M.

PS. Zapraszam Was z całego serca do dzielenia się ze mną swoimi opiniami 🙂 A jeśli sie Wam podoba, zapraszajcie swoich znajomych. Następny felieton za tydzień, ale nie zmarnuj tych 7 dni i postaraj się wdrążyc przesłanie dzisiejszych treści w życie: przeczytaj kilkukrotnie, pomyśl i działaj ! 😉

6 Replies to “Każdy czuje inaczej”

  1. Świetny wpis! Bardzo mnie wzruszył. Zdecydowanie będę wierną czytelniczką. Jako inny człowiek zgadzam się z Tobą w kazdym zdaniu. Pozdrawiam serdecznie 😉

    1. N. dziękuję za komentarz 🙂 Takie słowa są dla mnie bardzo ważne, aby wiedzieć, że to co piszę jest odbierane pozytywnie 😉 miłego dnia

      Twoja M.

  2. Droga M. Bardzo lubię Twoje wpisy. Są delikatne. Nic nie narzucają. Nie pouczają. A jednak chce się do nich wracać. Z reguły czytam jej kilka razy… pierwszy raz szybko, łapczywie … jakbym się bała, że ktoś mi ten tekst zabierze, przerwie czytanie. Drugi raz już spokojnie. Wyłapując to, co starasz się nam przekazać. Często i trzeci a nawet czwarty raz. Wnoszą w moje życie w pośpiechu trochę spokoju i zadumy. Czy wszystko dobrze interpretuję? Na pewno nie! Ale sama powiedziałaś, że każdy jest inny. Każdy ma prawo do swoich przemyśleń 😄Każdy ma też swoje potrzeby. A wszyscy potrzebujemy uwagi innych ludzi. Szkoda, że z każdym dniem, z każdą chwilą mamy coraz mniej czasu dla innych. I dla siebie też. Dlatego cudownie wiedzieć, że są takie osoby jak Ty. Które w tym szalonym pędzie znajdują czas dla wspólnoty. Czas dla innego człowieka. Chciałabym, żeby każdy człowiek znalazł w swoim życiu czas na tego symbolicznego Briocha. Poznać, zrozumieć, nie zrozumieć, zaakceptować mimo różnic. Żebym ja znalazła siłę, chęć, czas… I wierzę, że kiedyś tak będzie… bo to w końcu MY decydujemy…

    1. Droga A. Twój komentarz wywarł na mnie duże wrażenie i na pewno zapamiętam go na długo. Bardzo się cieszę, że ktoś aż tak pozytywnie odbiera moje słowa, ale przede wszystkim coś co kocham robić, czyli pisać. Mam tylko nadzieję, że nigdy Cię nie zawiodę w swoich treściach, a jeśli tak będzie, to od razu daj mi znać 🙂 Życzę Ci miłego dnia,
      Twoja M.

  3. Kochana M.

    Napiszę tylko tyle ; Dziękujmy Bogu za to ,że jesteś z nami na tym świecie i dziękujmy Bogu za odwagę jaką Ci dał abyś dzieliła się tym całym dobrem.. Sam Bóg jednak mnie naprowadził na Twoje felietony ,które za każdym razem były olbrzymim ukojeniem mojego serca ,nadzieją i tak jak już pisałam ogromną inspiracją .Dziękuję Ci ,dziękuję Bogu … Pięknego dnia droga M !

    1. Dziękuje A…. to piękne co piszesz. Jest to ukojeniem dla mojego serca i dodaje mi sił, żeby iść do przodu 🙂 Sama dziękuje Bogu za odwagę i dużo inspiracji… 😊💜 Wszystkiego dobrego dla Ciebie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *