Czym jest Twoje ciało?


Ciało, Felietony CIAŁO, Umysł / niedziela, Lipiec 16th, 2017

Tematem, który na przestrzeni kilku ostatnich lat, dźwięczy w uszach prawie każdego Polaka jest kult ciała. Nie ważne jak zawziętym hejterem jesteś i jak bardzo chciałbyś przed tym uciec, jest to w dzisiejszych czasach raczej niemożliwe. Możesz nie stosować się do polecanych praktyk, możesz unikać siłowni jak ognia, ale haseł reklamowych i zdrowych menu w restauracjach już nie unikniesz. Trend dbania o swoje ciało dotyczy starszych i młodszych, rodziców i ich dzieci, a nawet dziadków. Mam wrażenie, że bycie fit to niekończąca się opowieść, która dopiero teraz na poważnie się zaczyna.

Po tym wstępie może się wydawać, że nie jest jestem zwolennikiem fit podejścia. To was (mam nadzieję pozytywnie) zaskoczę. Mimo młodego wieku, moje ciało dało mi kilka darmowych lekcji jak powinnam je traktować i dlaczego i właśnie nimi chciałabym się z Wami podzielić.

Nie zawsze zdrowo podchodziłam do tematu, a już na pewno nie z szacunkiem do samej siebie.

Moja pokręcona historia

Miałam w swoim życiu okres, w którym bardzo nie lubiłam siebie, a raczej swojego ciała, żeby nie powiedzieć nienawidziłam. Byłam, wbrew pozorom, nieszczęśliwa, z czego również nie zdawałam sobie sprawy. Nie byłam osobą otyłą i nigdy do takich nie należałam, ale to co zaczęło się dziać ze wszystkimi wokół wciągnęło i mnie. Tak bardzo chciałam być fit, tak bardzo pragnęłam dojść do perfekcji swojego ciała, że zaczęłam robić sobie krzywdę.

Siłownia była moim drugim domem. Bywałam tam codziennie, a nawet dwa razy dziennie. Chodziłam tam NIE dlatego, że chciałam, choć wtedy tak mi się wydawało. Ćwiczyłam, bo nie lubiłam siebie i pragnęłam z całych sił wyglądać inaczej. Taka motywacja z góry przekreśla możliwość otrzymania skutecznego i zdrowego rezultatu. Teraz to wiem. O prawidłowym nastawieniu Twojego umysłu będzie poniżej.

Oprócz uzależnienia od siłowni, jako wyznacznika poczucia własnej wartości, pojawiły się problemy z żywieniem. Jadłam stanowczo za mało. Nie będę się chwalić ile i co jadłam, ale powinnam jeść około 200% więcej przy tego rodzaju treningach. Mój organizm nie był w stanie normalnie funkcjonować. Nie dawałam mu nic, co było potrzebne, ale przede wszystkim nie dawałam tak bardzo jemu potrzebnej MIŁOŚCI.

Zaczęło się niewinnie, a zakończyło gwałtownie. Do dziś wiem, że gdyby nie Ten, który nade mną czuwa, moje życie wyglądałoby inaczej. Ten okres trwał około roku. Wpadłam w błędne koło i nie potrafiłam się z niego uwolnić. Trenując coraz więcej, jedząc coraz mniej nie lubiłam siebie coraz bardziej…

Zachęcam do przeczytania Mojego Świadectwa, w którym piszę więcej o mojej historii.

Kochać siebie bardziej

Postanowiłam kochać siebie bardziej i zmienić swoje życie, ale nie wiedziałam jak. On czuwa, więc dał mi paroletnią przerwę od regularnych ćwiczeń i siłowni, dzięki której mogłam nabrać dystansu do samej siebie. O zdrowe podejście do jedzenia cały czas muszę walczyć, ale zapewniam Was, że jem już normalnie 😉

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę dlaczego nigdy w tamtym momencie w życiu nie byłabym z siebie zadowolona. Mogłabym schudnąć i mieć idealną sylwetkę, mogłabym biegać maratony i pokonywać triatlony. Nigdy nie byłabym szczęśliwa, bo nie robiłam tego z miłości do siebie. W trakcie intenysywnych treningów i wyliczonych kalorii kumulowała się we mnie złość, a nie dobro. We mnie i wokół mnie nie było aury, która sprzyjałaby mojemu osobistemu rozwojowi. Wszystko co wtedy robiłam było wykonywane ze strachu, a nie z miłości i ten strach pomnażał kolejny i kolejny. Mogłabym jeść zdrowo, przejść na weganizm, biegać, pocić się, ale to wszystko kryłoby w sobie złą energię, która prędzej, czy później eksplodowałaby, pytanie tylko kiedy i w jaki sposób.

Obecnie powoli i stopniowo zakochuje się (mam nadzieję zdrowo!) w swoim ciele. Granica między pychą, a kochaniem siebie nie należy do najgrubszych, dlatego trzeba bardzo uważać. Pierwszy raz od dłuższego czasu regularnie trenuje. Naprawdę pragnę dbać o swoje ciało, jak o dom dla mojej duszy. Szanuję siebie i swoje zdrowie, dlatego chcę ofiarować sobie wszystko co najlepsze. Oprócz rzeczy przyziemnych, czyli zdrowej żywności (oczywiście nie popadając w paranoje, ponieważ kocham lody:), chcę ofiarować swojemu ciału szacunek i miłość.

Zdrowa motywacja:

Kieruj się troską o swoje zdrowie, a nie o wygląd.

Doszłam do wniosku, że to co wcześniej było dla mnie motywacją teraz jest efektem ubocznym, bo w procesie trenowania i zdrowego odżywiania się chudnięcie jest właśnie takim efektem. Trenuj, dbaj o siebie, daj swojemu organizmowi szklankę wody kiedy mówi Ci, że jesteś spragniony, odłóż kolejny kawałek pizzy i posłuchaj swojego ciała. Ono wie najlepiej, czego potrzebuje i w jakich ilościach. Pozwól kochać siebie bardziej.

Energia jest wszędzie

Wszystko, co robisz i mówisz, myślisz, jesz i pijesz, kryje w sobie energię. Nie jest możliwością, aby we wszechświecie istniało coś pozbawione fal energetycznych. Potocznie mówi się „Jesteś tym co jesz” i nie ma od tego większej prawdy. Każdy posiłek, warzywo, owoc, czekolada, czy napój, ma w sobie i wokół siebie energię, którą Ty osobiście dostarczasz swojemu organizmowi. Od Ciebie zależy co to będzie i w jakiej ilości. Nie możesz obarczyć nikogo poza Tobą tym, co w siebie „wkładasz”. Jeśli regularnie będziesz dostarczał swojemu ciału negatywne wibracje, to ono w końcu same się takie stanie.

Wszystko to może wydawać się szalone i trudne. Jednak mam wrażenie, że gdyby każdy z Was spróbował przez dłuższy okres czasu, tak naprawdę posłuchać swojego ciała, to już nie chciałby wrócić do starych nawyków. Lekkość, uczucie spełnienia i poczucie jedności ze swoim organizmem wygrałoby z poprzednim wcieleniem. Każdemu szczerze polecam dbanie o ciało, które dał nam Bóg. Pamiętaj, ciało to nie tylko zewnętrzna otoczka, to dar istnienia i Twój osobisty magazyn energetyczny…

… czym go podładujesz?

M.


for by Andreas Bitesnich

3 Replies to “Czym jest Twoje ciało?”

  1. M., widzę, że dużo nawiązujesz do energii i wibracji, bardzo lubię Twoje posty, ale niestety ten fakt bardzo mnie niepokoi. Mówię to z własnego doświadczenia. To są slogany, które mają swoje źródła w New Age, któremu Kościół bardzo się sprzeciwia. Zresztą nie bez powodu, jest to po prostu niebezpieczne w to wierzyć, że coś ma jakąś energię i wibracje. Sama kiedyś się za bardzo pochłonęłam tymi hasłami i myślami rodem wziętymi z bliskiego wschodu, i co ? Wylądowałam u Egzorcysty. On mi pomógł, uratował ale od tamtych chwil jestem bardzo uważna na tego typu inspiracje. Piszę, abyś zwróciła na to uwagę i być może więcej poczytała o tym oraz o świadectwach ludzi, którzy mieli styczność z szeroko pojętym „New Age”. Kościół, Bóg , Nasz Jezus, nie mówi o energii i tym podobnych. To wymysł bliskiego wschodu a Katolicy podążający za tym trendem i tym myśleniem często płacą za to wysoką cenę duchową. Proszę, uważaj z tymi powiązaniami. Nie wiem jak mam to wytłumaczyć co chciałabym Ci przekazać. Mam nadzieję, że zrozumiesz o co mi chodzi.

    Całuję ,
    W.

    1. W. Bardzo Ci dziękuje za ten komentarz. Na pewno zagłębię się w ten temat i poczytam świadectwa. Jeśli masz ochotę podzielić się własnym doświadczeniem to chętnie wysłucham. Zachęcam do napisania w wolnym czasie maila na organmyslenia@gmail.com
      Nie chcę zostawiać Boga i Jezusa, a jedynie szerzyć miłość i dobro. Do tego dąże… medytacja chrześcijańska to termin, który mnie zainteresował. Ale podkreślam słowo CHRZEŚCIJAŃSKA 🙂 nic innego mnie nie interesuje.

      Pozdrawiam Cię serdecznie,
      M.

    2. Co za bzdury opowiadasz kobieto jakie zagrozenia duchowe?
      Fakt ze wyladowalas u egzorcysty nie jest niczym dziwnym i zaskakujacym, skoro oddajesz sie blednej wierze to masz to w co wierzysz. W Cytadeli Kościoła Katolickiego 29 lipca 1963 roku Kosciol Katolicki intronizowal Lucyfera, to jest dopiero zagrozenie… ale o tym Ci pewnie ksiadz egzorcysta nie powiedzial 🙂 no cóż najwieksze zlo czai sie tam gdzie bysmy sie go nie spodziewali. Poczytaj sobie o historii swojego kosciola.
      Nie moze byc tak ze mieszacie Jezusa i Boga z instytucją ktora mordowala i uzywala narzedzi tortur. Jedno wyklucza drugie. Jesli szukasz bezpieczenstwa w kosciele i boisz sie jakiegos szatana to znaczy ze masz slaba ufnosc w Bogu.
      Szukajcie a znajdziecie.
      Nie daj sie zatrzymac pomiotowi zła przed szukaniem Prawdy !
      Pozdawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *