Jedno ciało, a dwóch ojców 


Dusza, Felietony DUSZA / sobota, Czerwiec 24th, 2017

Ten tekst dedykuję mojemu tacie.

Skoro niedawno pisałam o mamie z okazji jej święta (zapraszam do felietonu pt: „Mama”), to nie mogłabym nie napisać nic z okazji minionego dnia taty. Postanowiłam być konsekwentną w słowach i stworzyć felieton poświęcając uwagę nie mniej ważnej płci męskiej. Z początku miałam podzielić ten tekst na dwie części, w których odpowiednio mówiłabym o moim tacie tu na ziemi i o Tym, który jest zarówno na ziemi, jak i w niebie. Później jednak stwierdziłam, że stworzę coś co przenika się wzajemnie, bez jednoznacznie wyznaczonych granic między jednym, a drugim. Będzie znacznie ciekawiej. Dlaczego? Bo..

…Bóg to mój tata, a mój tata to Bóg.

Spójrzmy na tą kwestię NIEstereotypowo. Mianowicie, zinterpretujmy naszych dwóch ojców, jako jedno. Nie rozdzielajmy ich, a potraktujmy jako spójną jednostkę będącą w stałej kooperacji. Zazwyczaj mówi się: tata tu i tata tam, tata ziemski i ten w niebie. Chciałabym pójść o krok dalej i napisać o nich jak o dwóch duszach w jednym ciele.

Bóg stworzył mojego Tatę (jak i każdego człowieka) z miłości, na swoje podobieństwo. On w dziele stworzenia zostawił cząstkę siebie w każdym z nas, tym samym dając ludziom możliwość obcowania z nim na co dzień. Idąc tym tropem, mogę stwierdzić, że Bóg jest w moim tacie cały czas, co z kolei oznacza, że ich dwójka „tworzy jedno”. Są jakby jedną istotą, przenikającą siebie wzajemnie 24h/dobę. To tak proste, że aż trudne. Rozmawiając z moim tatą to tak, jakbym rozmawiała z Bogiem i odważę się stwierdzić, że działa to (oczywiście nie zawsze) również w drugą stronę. Bo kiedy w trakcie modlitwy rozmawiając z Bogiem o jakiejś konkretnej osobie, np. moim tacie, proszę Go o łaski dla niego, czuję jakby więź między mną, a nim (osobą, za którą się modlę) nabierała innych kolorów. TO JEST COŚ NIESAMOWITEGO! Tworzy się pośredni dialog i powstaje silniejsza więź między dwoma duszami, które nie zawsze muszą mieć ze sobą bezpośredni czy fizyczny kontakt. Jakie to ludzkie i bardzo złudne myślenie, że tylko faktyczne spotkanie i rozmowa może naprawić konkretną relację. Uwaga, nie może. Modlitwa pełni rolę niewidzialnego katalizatora pomiędzy tymi osobami. Bardzo często (zawsze?) zdarza się również, że kilka fizycznych spotkań w cztery oczy, będzie miało o wiele mniejsze znaczenie, niż jedna modlitwa za tego człowieka, w tym wypadku tatę.

Trudno to opisać słowami, ale z własnego doświadczenia wiem, że to działa. Jeśli zatem bardzo chcesz zbliżyć się do swojego taty lub jakiejkolwiek innej osoby, a jednocześnie uważasz, że jest to niemożliwe, zacznij się o niego szczerze modlić, a zapewniam, że będzie się działo 😉

Podsumowując, Bóg JEST jednocześnie MOIM TATĄ i JEST W MOIM tacie. Jaki mamy komfort wiedząc, wierząc i trwając w tej świadomości, że On jest w moim tacie. Takie podejście pozwala rozwiązać wiele konfliktów i spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Pozwala na zbudowanie lepszych i prawdziwych relacji. Pozwala żyć lepiej i godniej.

Tata jest wszędzie.

Często się słyszy, że Bóg jest w drugim człowieku. Że tak jak szanujesz ludzi wokół Ciebie, to tak jakbyś szanował samego Boga. Generalne postrzeganie Boga, jako istoty, która jest w każdym człowieku, nie zaskakuje, ale Bóg, który jest wszystkim i wszystko przenika, trochę bardziej.

Kiedy ostatnio znajdowałam się z grupą znajomych na szczycie pewnej góry, leżeliśmy na kocach i rozmawialiśmy o Bogu, wierze, Jezusie. Każdy miał prawo głosu, wszystko odbywało się w pełnej wolności. Podziwiając widoki i słuchając inspirujących mnie rozmów, nagle w mojej głowie pojawiła się nieodparta myśl: Jezus tu jest, więc nie ma o co się bać. Słyszeliście? NIE MA O CO SIĘ BAĆ 🙂 Czułam jak przenika wszystko wokół, jakby był tam z nami, siedział i słuchał. Wtedy w bardzo szczególny dla mnie sposób, coś zrozumiałam. On nie jest tylko w drugim człowieku, On nie jest tylko we mnie, On jest wszędzie. Wcześniej zdawałam sobie z tego sprawę, ale nie tak, nie w ten sposób. Tata jest wszędzie, więc zupełnie NIE MAMY O CO SIĘ BAĆ. On stworzył te piękne góry, widoki, morze, powietrze. Jest energią i miłością. Jest tlenem. On tam był i jest teraz obok Ciebie. Przenika CAŁE TWOJE ŻYCIE i każdą chwilę. On jest każdą rozmową, gestem, łzą i uśmiechem.

Nie masz o co się bać, bo tata jest z Tobą, czy tego chcesz, czy nie.

Dziękuję, że jesteś.

Osobiście czuję, że Bóg jest moim tatą i jest w moim tacie. Mam w sobie również poczucie, że jest wszędzie i wszystko przenika, dlatego z tego miejsca chciałabym Mu podziękować…

Dziękuję, że dałeś mi tatę,

Dziękuję za każdą odbytą z nim rozmowę,

Dziękuję, że czuwasz nad nami,

Dziękuję, że jesteś z nami w tej relacji córka – ojciec,

Dziękuję, że nigdy w nas nie wątpisz,

Dziękuję za jego miłość i dobroć,

Dziękuję za jego opiekę i troskę,

Dziękuję za Twoją miłość w tej relacji,

Dziękuję za jego cierpliwość i wyrozumiałość,

Dziękuję, że mnie wychował (nadal to robi;),

Dziękuje za jego odwagę i determinację,

Dziękuje, że się nim opiekujesz,

Dziękuję, że był, jest i będzie.

Ostatnio przeczytałam gdzieś słowa: „Każdy facet może zostać ojcem, ale tylko prawdziwy mężczyzna zostanie tatą.” i muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Na miano taty trzeba sobie zasłużyć. Nie można po prostu być. W żadnej relacji nie można pozwolić sobie na wegetację. Jeśli tak jest, skazujemy się na jej powolny zanik. REALCJA CÓRKA – TATA, TATA – CÓRKA buduje przyszłość, dlatego musi być żywa. Tak samo żywa, jak relacja z Bogiem. Należy chuchać i dmuchać, aby nic nam nie umknęło.


Dziękuję Tato.

Twoja wdzięczna córunia


fot. Garry Winograd

2 Replies to “Jedno ciało, a dwóch ojców ”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *