Makijaż, rajstopy i szpilki, czyli nie ma ideałów


Felietony UMYSŁ, Umysł / niedziela, Kwiecień 23rd, 2017

Wiem,że dzisiejsze Święto Bożego Miłosierdzia zobowiązuje do poważnych treści o wielkiej i nieskończonej miłości Boga. Ja jednak chciałabym zaskoczyć Was czymś zupełnie innym – treścią „na luzie”, pół żartem pół serio. Skoro wszędzie będzie o miłosierdziu, niech zakróluje ono w Waszych sercach, ale w między czasie zapraszam do tekstu, który pozwala nie traktować życia tak bardzo na poważnie.

Kiedyś nie potrafiłam zaakceptować faktu, że nie jestem w stanie dać z siebie 150%. Dotyczyło to każdego powierzonego mi zadania i nie miało znaczenia, czy dotyczy życia zawodowego czy prywatnego. Będę z Wami szczera i przyznam, że nadal mam z tym problem. Z trudem przychodzi mi odmówienie wykonania jakiegoś polecenia lub oddania czegoś nie do końca sprawdzonego czy nie zrobionego z pełną perfekcją. Nie wychodziło to z mojego lenistwa, a z nadmiaru zadań jakie na siebie brałam. Trudno było mi się przyznać przed samą sobą, a tym bardziej przed innymi, że nie jestem w stanie wszystkiego pogodzić. Czułam, że jeśli ktoś spotka się z moją odmową to Go zawiodę. Czułam, że jeśli będę przeciętna to zawiodłam. Automatycznie uruchamiał się we mnie wstyd i robiłam wszystko by jemu zapobiec. Teraz jestem świadoma, że popełniłam niejeden błąd z takim właśnie podejściem. Nie tak dawno temu doszłam do wniosku, że gra jest nie warta świeczki.

 

Ten felieton jest swego rodzaju oświadczeniem i manifestacją, ponieważ pragnę wszystkim zakomunikować, że nie jestem idealna i popełniam mnóstwo błędów w różnych dziedzinach mojego życia 🙂

 

Co więcej, pragnę śmiać się ze swoich porażek i niedociągnięć. Z błędów ortograficznych i złamanego korka. Z gafy popełnionej w eleganckiej restauracji i gorszej oceny z egzaminu. Z tego, że nie wiem wszystkiego, a czasami nawet podstawowego. Z brudnej koszuli i niskich zarobków. Nie zrobionego pedicure i bałaganu w szafie. Z fałdki na brzuchu i nierównych brwi. Nieoryginalnych rzeczy w garderobie i przesolonej zupy. Z nierówno położonych sztuccy i rozmazanego makijażu.  Z niedoskonałości duszy i ciała.  Braku znajomości historii i literatury. Lenistwa i słabości do lodów. Braku skupienia podczas modlitwy i zasypiania podczas kazania.

 

Chcę zdjąć z siebie ciężar bycia perfekcjonistką. Chcę być wolna od wszelkich oczekiwań i wrzucić na luz. Śmiać się wniebogłosy i nie myśleć o tym co kto pomyśli. Pisać bez żadnych hamulców i lęków. Być sobą wtedy kiedy nie wypada i krzyczeć kiedy wszyscy milczą. Nie ukrywać swoich słabości, a reprezentować je z dumą. Być sobą bez względu na to w jakim jestem towarzystwie. Teraz wiem, że perfekcjonizm to tak naprawdę pycha i wiara w to, że możesz być idealny, a przecież nie możesz. Nikt nie może i to jest super.

 

Rajstopy, modlitwa, szpilki i samoopalacz

Całkiem niedawno podczas dość długiej modlitwy, czyli teoretycznie momentu, w którym powinnam być szczególnie skupiona, zaczęłam myśleć o … rajstopach;) i za żadne skarby nie chciały mi one wyjść z głowy. Dlaczego akurat rajstopy? Nie mam pojęcia. Innym razem, kiedy ubrałam się na ważne wyjście, chcąc wyglądać perfekcyjnie założyłam wysokie buty. Kiedy byłam już w drodze, nagle poszedł mi korek. Elegancka paniusia za daleko nie uszła. Parę lat temu chodziłam na solarium i smarowałam się samoopalaczem. Teraz, kiedy zbliża się zima, już nie jestem taka opalona i dobrze mi z tym. Kolejno, pamiętam jak bałam się pokazać bez makijażu. Każde, nawet najdrobniejsze wyjście wiązało się z przygotowaniami, a kiedy na różnego rodzaju wyjazdach nie było ku temu możliwości, czułam wstyd. Teraz jestem bardziej naturalna i nie muszę poprawiać makijażu co 30 minut. Czuję się wolna nawet w swoich niedoskonałościach.

 

Lenistwo i brak energii

Kolejne oświadczenie związane jest z wiarą. Mam wrażenie, że duża grupa osób uważa, że nie posiadam zwykłych, jak każdy człowiek, słabości z nią związanych. Mimo, że Bóg to mój priorytet, czasami ogarnia mnie niechęć pójścia do Kościoła i czyste lenistwo. Przecież też mam do tego prawo, a czuje jakbym cały czas musiała udowadniać, że tak nie jest. Uwaga. Jest. Co innego, że zdaję sobie sprawę, co powinnam robić, a czego lepiej unikać, jakie myśli w mojej głowie podsyła dobry, a jakie zły duszek. To rozróżnienie pozwala mi odpowiednio postępować, niezależnie od moich chwiejnych emocji. Kolejną rzeczą jest moja nowa praca. To miejsce, gdzie nie rozumiem wszystkiego i każdego dnia motywuje się, by siedzieć 9h przed komputerem. Czasami wychodzi mi to lepiej, czasami gorzej. Kolejno, bywa, że jestem smutna tak po prostu, bez większych powodów. Nie mam przyklejonego uśmiechu od ucha do ucha każdego dnia i zapasu energii by rozdawać wszystkim wokół. Czasami się wyczerpuję.

 

Te wszystkie powyższe, mniej lub bardziej absurdalne oświadczenia, są faktami, które budują moją osobę. Jeśli po tych treściach straciłam w Twoich oczach to nic na to nie poradzę. Taka jestem, a lepiej prędzej, niż później zdać sobie z tego sprawę. Inną kwestią jest omówienie sposobu, który pomaga mi radzić sobie z owymi słabościami. Bo przecież ich istnienie nie znaczy, że mamy im się poddawać i pozwalać im ewoluować, do czego mają największą tendencję, a my razem z nimi.

 

Cudownie jest spojrzeć na siebie

Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie muszę być wszędzie, gdzie mnie zapraszają, że nie muszę iść do pracy jako pierwsza i wychodzić, jako ostatnia, że mam prawo się nie uśmiechnąć, kiedy w środku płonę, zobaczyłam w końcu siebie, a nie innych. Ten stres, który niepotrzebnie na siebie sama nakładałam sprawiał, że powoli traciłam przyjemność z wykonywanych zadań. Ja nic nie muszę robić, JA MOGĘ CHCIEĆ BYĆ LEPSZA. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie, a nie, żeby komuś coś udowodnić. Akceptuję, z większą lub mniejszą pokorą swoje błędy. Z niektórych się śmieje, po innych płaczę, ale zawsze staję na nogi i przepraszam. Przede mną jeszcze dużo pracy, ale czuję, że pierwszy poważny krok wykonany… przyznałam się przed Wami.

 

Działasz, czy tylko czytasz?

Ja swoje zrobiłam, a co z Tobą? Za każdym razem powtarzam, że treści, które publikuję oprócz tego, że służą mi, mają również posłużyć Tobie. Jeśli czujesz, że masz problem w byciu sobą i zakładasz różne maski w zależności od towarzystwa, skończ z tym. Zastanów się kim tak naprawdę jesteś i postaraj się małymi kroczkami zmienić swoje postępowanie. Uwierz w siebie i swój charakter. Nie bój się odezwać, przyjmuj konstruktywną krytykę i naucz śmiać się z niedociągnięć i niedoskonałości. Przyznaj się najpierw przed samym sobą, a później pośród Twoich bliskich, że nie jesteś idealny i nie musisz być. Każdy popełniony błąd to kolejna lekcja. Nawet kiedy bardzo boli lub zwłaszcza kiedy boli uczy nas, jak postąpić lepiej i dokładniej przy następnej podobnej okazji. Nie ma nic złego w tym, że nie wiemy wszystkiego. Wrzućmy na luz 🙂

m.


fot. Robert Doisneau

 

8 Replies to “Makijaż, rajstopy i szpilki, czyli nie ma ideałów”

  1. ” Kolejno, bywa, że jestem smutna tak po prostu, bez większych powodów. Nie mam przyklejonego uśmiechu od ucha do ucha każdego dnia i zapasu energii by rozdawać wszystkim wokół. Czasami się wyczerpuję.” Mam dokładnie tak samo. Właśnie dzisiaj moja bateria powoli się wyczerpuje, czas się podładować, wyłączyć myślenie. Mam w głowie taką wizję, że powinnam być lepsza, idealna, w każdej płaszczyźnie życia. A najgorsze jest to, jak pojawiają się u mnie wyrzuty sumienia, że może powinnam bardziej się starać…
    Więcej luzu. Dla nas wszystkich. Chyba zacznę się o to modlić ;))

    1. Marchewka 🙂 Więcej luzu zdecydowanie. Rób to co możesz i jak możesz najlepiej w danej chwili. Te chwile od siebie się różnią, a więc Twoje „moce” również: czasami możesz więcej, a czasami mniej. Nie bierz na siebie za dużo, abyś mogła ze wszystkiego czerpać przyjemność i inspiracje. Nawet jeśli czegoś nie zrobisz – świat się nie zawali, a Ty z uśmiechem możesz przejść przez dzień.
      Pozdrawiam 🙂

  2. Bycie perfekcjonistką, idealną w każdym calu – znam to aż za dobrze. ”Wzorowa uczennica”, oczko w głowie rodziców, młoda kobieta z wieloma sukcesami. ”Chcę zdjąć z siebie ciężar bycia perfekcjonistką. Chcę być wolna od wszelkich oczekiwań i wrzucić na luz.” – Twoje słowa biorę na tapetę moich najbliższych rozważań. ..choć wiem, że przede mną sporo pracy, bo presja środowiska, świadomość wchodzenia w dorosłe życie są coraz większe. A może to ja sama wymagam od siebie tak baaaardzo dużo?
    Lubię czytać Twoje felietony, bo potrafię się z nimi utożsamić. Sama przeżywam podobne rozterki, rozmyślam o Bogu, o Miłości.
    Polecam Ci przy okazji książkę Anthony’iego de Mello pt. ”Wezwanie do miłości”. Na zachętę, nawiązując to tego felietonu zacytują kawałek: ”Ludzie dorośli, którzy zachowali swoją niewinność, podobnie jak dzieci poddają się impulsom natury czy przeznaczenia, nie myśląc o tym, by stać się kimś znaczącym albo by robić na kimś wrażenie. (…) W chwili gdy zdecydowałeś się być podobny do kogoś innego, niezależnie od tego, jak byłby on wielki czy święty, zdradziłeś samego siebie.”
    Pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję za Twój komentarz 🙂 To, że wymagamy od siebie to dobrze, ale wszystko musi być w granicach rozsądku. Należy wykorzystywać talenty dane nam od Boga, ale nie można zatracić w tym swojej osobowości. Dlatego dobrze jest wrzucić na luz i do niczego się za bardzo nie przywiązywać – robić to co możesz w danej chwili najlepiej.
      Bardzo mi miło, że czytasz moje treści i odbierasz je osobiście. Takto właśnie działa i to jest najpiękniejsze. Co do Mello – dawno już o nim myślałam, a teraz już na pewno kupię Jego książkę. Dziękuje i pozdrawiam 🙂

  3. Cześć Marga, aż wstyd się przyznać, że mogłam w pierwszej kolejności, po pierwszym przeczytanym Twoim felietonie tak płytko ocenić i pomyśleć sobie „Jeeeny ta dziewczyna zwariowała, jest inną osoba niż ta, którą pare lat temu zobaczłam/poznałam” . Przyczytałam pierwszy z ciekawości, drugi później kolejne i tak zeszło mi aż trzy ostatnie godziny. Każdy ma jakąś swoją drogę w życiu, Ty odnalazłaś swoją i fajnie. Miło czyta się to o czym opowiadasz ludziom jesteś dobrym czlowiekiem, który może pociągnąc inne osoby w lepszą stronę. Tak trzymaj kieruj się swoją drogą i pisz żeby ludzie wiedzieli bo wychodzi Ci to bez zarzutu. Pozdrawiam znajoma ze starych lat

    1. Cześć!!! 🙂 bardzo bardzo mi miło na Twój komentarz. Cieszę się, że w jakimś stopniu otworzyłaś się na mnie i zostałaś na dłużej. Zmieniłam się i tego nie ukrywam heh 😉😉 Tak jak piszesz, moim celem jest „zmuszać” innych do myślenia… w nienarzucający się sposób. Wszystkiego dobrego dla Ciebie i jeszcze raz dziękuję za Twój komentarz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *