Modlitwa o poranku


Dusza, Felietony DUSZA, Modlitwy / niedziela, Grudzień 31st, 2017

Mam wrażenie, że gdyby każdy z nas wiedział jak ogromną siłę ma modlitwa modliłby się całymi dniami. Za każdym razem kiedy słyszę bądź czytam o tej niewidzialnej dla nas ludzi sile, przechodzą mnie dreszcze.

 

Gdyby każdy z nas wiedział jak wiele możemy zdziałać modląc się, nie marnowałby czasu na inne środki. Gdyby każdy z nas wiedział, że modlitwa naprawdę może zmienić wszystko, nie próbowałby niczego innego. Gdyby każdy z nas wiedział, że modlitwa może naprawić wszelkie relacje rodzinne, modliłby się. Gdybyśmy wiedzieli, że siła modlitwy może zabrać stres, uzależnienie, niezdrowe podejście do życia, wszyscy modlilibyśmy się regularnie.

 

Codzienna modlitwa jest niesamowitym narzędziem i sposobem na życie. Jedyne co mogę zrobić to dzielić się z Wami swoimi osobistymi doświadczeniami i to właśnie robię.

 

Ostatnio przeczytałam w jednym z felietonów Reginy Brett, że z modlitwą i nami ludźmi jest tak jak z bankomatem i pieniędzmi. Jeśli dokonujesz wpłaty do bankomatu regularnie, później w razie potrzeby masz z czego korzystać. Idziesz i wypłacasz jeśli akurat potrzebujesz gotówki. Tak samo jest z modlitwą J Jeśli regularnie modlisz się, to znaczy dbasz w zdrowy sposób o swoją relację z Bogiem, tym samym zawsze wtedy kiedy tego potrzebujesz On przynosi Ci spokój i eliminuje stres.

 

Powiem Wam, że osobiście Pan Bóg uświadomił mi wielokrotnie jak bardzo ważna w życiu człowieka jest modlitwa, jako czas spędzony z Bogiem. Szczególnie uwielbiam z Nim moje poranki. Wokół cisza, spokój, ja, twórczość, modlitwa i tchnienia. Tak to u mnie wygląda… poranek jest dla mnie momentem, w którym zbieram siły i nastrajam się na cały dzień. Słucham tego co ma mi do powiedzenia moja dusza – Bóg. Słucham swoich pragnień i zadaje sobie pytanie: „Na co mam ochotę? Co dziś mam zrobić? Co mam zrobić dla Ciebie?”. Zazwyczaj zaczynam od książki. W zależności od ilości dostępnego czasu, czytam jeden rozdział lub więcej. Tematyka książki jest bardzo zmienna. To, za co się sięgam zależy od nastroju oraz wewnętrznego tchnienia… łapię za to, co czuję w danym momencie.

 

Zazwyczaj potem (ale tak jak powiedziałam jest to bardzo ruchome ; ) biorę się za modlitwę. I tutaj zauważyłam, że najlepiej kiedy nie mam żadnego ograniczenia czasowego. To znaczy, że nie ma nic co mnie krępuje i nie muszę mieć na uwadze limit czasowy. Najlepiej, ale oczywiście są wyjątki. Wielokrotnie podejmuje nieudane próby, pojawia się ogrom utrudnień i rozproszeń, ale wciąż się staram…

 

Zrozumiałam również, że modlitwa to nie tylko pełna wolność słowa, ale wolność szeroko pojęta – przynajmniej  w moim przypadku. Dla mnie bardzo ważne jest, aby mieć świadomość wolności w czasie. Może to głupio brzmi, ale tak jest. Jeśli czuję się skrępowana czasowo, automatycznie duch mojej modlitwy jest biedniejszy w słowa i o wiele trudniej jest mi się skupić. Dlatego każdorazowo staram się mieć jak najwięcej tej nieograniczonej przestrzeni. Wolę wstać zdecydowanie wcześniej, aby zebrać się w spokoju i bez żadnej presji w tej chwili, która daje mi siłę na cały dzień.

 

Dzięki modlitwie uśmiecham się i potrafię (a raczej staram się) kochać i szanować drugiego człowieka bez względu na wszystko. Mam wrażenie, że sama nie dałabym rady z niczym, nie udźwignęłabym należycie żadnego ciężaru i słowo „należycie” jest w tym wypadku kluczowe. „Byle jak” owszem, pewnie dałabym rade, ale niekoniecznie byłoby to z dobrej woli, z uśmiechem na twarzy, czy miłością w sercu. Myślę, że dzięki modlitwie naprawdę mogę i każdy z nas może, osiągnąć szczyty swoich możliwości i zrobić to, co wydaje się nie do zrobienia.

 

Kiedy zastanawiam się „jak to działa” wyobrażam sobie pewne zjawisko. Z mojej wyobraźni wyłania się następujący obraz… z każdej modlitwy, czyli z ciała danej osoby, płynie w powietrzu jakby kolorowy pas tęczy unosząc się nad powierzchnią ziemi. Ten kolorowy pas dociera bezpośrednio do konkretnej osoby bądź miejsca, którego tyczy się modlitwa. To jest moja wizja energii i siły modlitwy. Wizja świata, który jest cały okrążony takimi pasami, różnobarwnymi falami, które przenikają siebie wzajemnie, ale zawsze docierając tam gdzie powinny. Tak oto wszyscy tworzymy wpływającą na siebie całość.

 

Głęboko wierzę, że każda moja modlitwa, która jest wypełniona miłością do drugiego człowieka, pokorą i oddaniem, działa i to bez wątpienia. Nie oczekuję rezultatów „na już”, ale prowadzi mnie wiara, że każde moje słowo dotarło tam gdzie powinno i nie mam o co się bać. Modląc się za chorego nie liczę na jego cudowne uzdrowienie, no chyba, że Bóg tak zarządzi J. Wierzę jednak, a raczej WIEM TO, że słowa, które wypowiadam przyniosą mu otuchę w momencie kiedy tego najbardziej potrzebuje. Na przykład w momencie smutku, pojawi się jakieś światełko w jego umyśle: fajna książka, osoba do pomocy, lepszy posiłek, słońce za oknem, itp., dzięki któremu On się uśmiechnie lub poczuje odrobinę nadziei. Nie uważam jednak by to była moja zasługa. To jest współpraca. Współpraca z większym naciskiem na pracę i moc Boga oraz Jego TCHNIENIE WE MNIE, abym się pomodliła i za kogo.

 

To jest mój osobisty obraz modlitwy, która w moim wypadku ma najlepszy „rezultat” o poranku. Przed każdą ważną rozmową, czy to z chłopakiem, rodzicem, czy przełożonym, modlę się i uspokajam. Proszę o mój odpowiedni dobór słów, aby rozmówca zrozumiał to, co mam na myśli i aby nie poczuł się w żaden sposób urażony. Byśmy doszli do porozumienia i odnosili się do siebie z szacunkiem. Mam również świadomość, że gdyby nie te modlitwy, moje dialogi przebiegałyby zupełnie inaczej. Nie mam takiej siły, aby „pokonać” w sobie co ludzkie, czyli ulotne i słabe. Nie potrafię sama z siebie przezwyciężyć egoizmu czy smutku. Wtedy proszę o pomoc z góry, która wielokrotnie spływa jak deszcz z nieba. Czuję jakby coś bardzo przyjemnego wypełniało mnie od środka i pomagało mi przejść przez wszelkie trudności i moją codzienność z dobrem w sercu. Mam na myśli: uśmiech do przechodniego lub ekspedientki w sklepie, przytulenie czy podanie ręki, wizytę u dziadków, czy pomoc mamie. Ta siła pomaga mi podjąć decyzję oraz podpowiada CO I JAK ROBIĆ, aby ten dzień był spełniony i pełen radości mimo szarości świata.

 

I na zakończenie, jestem przekonana, że modlitwa buduje moją osobowość i to jaka jestem na co dzień 🙂

Przesyłam uśmiech, Margaritka

 

PS. Jeśli masz jakieś pytania odnośnie modlitwy: jak zacząć, jak ja się modlę lub cokolwiek innego. Napisz do mnie organmyslenia@gmail.com 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *