Nie poddawaj się, nie jesteś jedyny


Felietony UMYSŁ, Umysł / niedziela, Styczeń 21st, 2018

Ten tekst dedykuję tym, którzy pod wpływem wysokich wymagań osobistych upadają na duchu.

Zdarzyło Ci się kiedyś, że wybierając się do jakiegoś miejsca z pozytywnym nastawieniem i mnóstwem energii, myślałaś/eś, że nic ani nikt nie jest w stanie Cię zaskoczyć i tą energię odebrać? Jednak zanim się zorientowałeś ktoś Cię zdenerwował, coś źle powiedziałeś, nakręciłeś się, niepotrzebnie odburknąłeś i całe nastawienie w mgnieniu oka wyparowało?

Mam to samo…

 

Osobiste doświadczenie

Kiedy wróciłam z rekolekcji u Jezuitów w Kaliszu płonęłam chęcią głoszenia istnienia Jezusa i Boga oraz tego, że są źródłem wszystkiego. Miałam więc w sobie dużo pozytywnej energii, którą chciałam się dzielić. Chciałam dawać jak najlepsze świadectwo wszystkim tym, których spotkam na swojej drodze: rodzina, przyjaciele, bliscy i dalsi znajomi, nieznajomi… aby jak najwięcej osób mogło dotknąć tego co usłyszałam i tego co przenika moje serce.

Modliłam się o to, by Duch Św. nie opuszczał mnie i fala tego dobra przeszła na innych. Abym była narzędziem pokoju, który może pomóc w naprawianiu zakątka świata, w którym żyję. Modliłam się o pokorę i oto, by wszystko co powiem było odebrane w odpowiedni sposób.

Wiem, że to wszystko jest bardzo chwiejne, że takie natchnienia oraz pozytywne nastawienie nie utrzymują się permanentnie, jednak wierzyłam, że dotrę z Duchem (energią) wszędzie, gdzie potrzeba J Zakładałam, że tchnienie pojawi się w najbardziej odpowiednim momencie i zgaśnie również wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba.

 

Jak się domyślacie, nie podołałam w całości. Podzieliłam się tym co miałam na pierwszym etapie, ale nie starczyło dla wszystkich 🙂

Dopadło mnie poczucie winy. Teraz wiem, że całkowicie niesłuszne i, że to nie ze mną jest problem, a z postrzeganiem przeze mnie rzeczywistości. Przecież nie zrobiłam nic złego, więc nie powinnam się „pogrążać”. Zrobiłam co w mojej mocy i to co na daną chwilę mogłam zrobić.

 

Dawanie świadectwa pod wpływem Ducha i pozytywnej energii to łatwe zadanie. Wtedy nie mam lęku, posiadam odwagę, mówię mądrze, nie brakuje mi słów, idę z prądem … poddaje się działaniu i wszystko idzie „zgodnie z planem” 🙂 Nie ma bowiem wysiłku z mojej strony i żadnych zmagań. Z radością w sercu dzielę się tym co trzeba i co czuję. Jednak kiedy Duch ustąpi, kiedy go brakuje, a moje nastawienie zmienia tor, wtedy zaczynają się schody. Co powiedzieć? Jaki ruch wykonać?

To, co mi pomaga w takich momentach to oczywiście spokojna, choć 1 minutowa modlitwa z prośbą o mądrość słowa oraz wyrzeczenie się pychy oraz egoizmu. Toczy się walka między dobrą, a złą energią. Ja swoją modlitwą wspieram pozytywną energię. Dostarczam jej spokoju i przestrzeni do działania: skupienie, ochłonięcie oraz kilka oddechów. Jednak nie zawsze jest ku temu możliwość. Po prostu nie zawsze jest tak jak być powinno i jakbym chciała by było. Wtedy trochę się sypię i nie mogę znaleźć swego miejsca w słowach, dialogach, czynach oraz wykonywanych ruchach. Ale to nic nie szkodzi. Zagubienie jest elementem równowagi.

 

Ewidentnie się pogubiłam – pomyślałam wtedy.

 

Zadałam sobie pytanie: kiedy to się stało? Nie zauważyłam nawet kiedy przestałam prawdziwie czuć i widzieć pod wpływem dobrego Ducha. Myślę, że następnym razem będę bardziej uważna w tym co chcę przekazać i w jaki sposób 🙂

 

Słowa podczas głoszenia wiary mają ogromną moc, jednak z największą siłą działają CZYNY godne miłości. Przyjechać z rekolekcji i nie tylko opowiadać jak było, ale przede wszystkim pokazać swoją postawą, że mam w sobie miłość do drugiego człowieka 🙂

 

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Abyśmy nie poddawali się w świadczeniu o miłości i w rozdawaniu pozytywnej energii. Abyśmy nie dawali się wciągnąć chwilom beznadziejności, a już na pewno poczuciom winy. Czasami tak mamy, że nam nie wychodzi, że po prostu coś się zepsuje, coś źle powiemy, źle zareagujemy i nie jesteśmy z siebie zadowoleni. Dajemy się chwilowym pokusom i przegrywamy ze złą energią. Jednak to nic nie szkodzi! 🙂 🙂 🙂 Mamy tendencję do samo-karcenia i sami zaganiamy się w kozi róg, skąd niewiele jesteśmy w stanie zrobić i dostrzec, a tym bardziej naprawić to, co się zepsuło.

 

To, czego uczą mnie porażki, to na pewno cierpliwości do samej siebie i pokory 🙂 Nie jestem z tego powodu szczęśliwa, ale wiem, że „moc w słabości się doskonali”, więc mogę być tylko CORAZ LEPSZA, a nie coraz gorsza, bo każda kolejna próba przybliża mnie do mojego celu. Bo każda próba jest lepsza niż jej brak.

Nie bądźmy dla siebie zbyt surowi, ale wymagajmy jak najwięcej, aby być coraz lepszym ludźmi dla siebie, dla innych i dla Chrystusa.

 

 

2 Replies to “Nie poddawaj się, nie jesteś jedyny”

  1. Czasami mam wrażenie ,że mówisz za mnie droga Margarito.. tak jakbyś mówiła to co ja pragnę ale nie umiem czasami powiedzieć na głos… widzę , żę modlimy się o to samo.. tak trudno czasem być tym kim by się chciało.. tak bolą ataki od innych i czasem już brakuje sił na zwalczanie zła dobrem.. a jednak nie możemy się poddawać i musimy walczyć i modlić się o obecność Ducha w naszych sercach , naszych czynach .. dziękuje za to ,że jesteś ,za to co robisz a robisz na prawdę wiele .. niech Bóg będzie z Tobą .Pozdrawiam A.

    1. Dziękuję Agnieszko za Twoje wsparcie. Znaczy bardzo wiele. Duchem i miłością zdziałamy bardzo wiele 🙂 Trzymaj się kochana. Życzę Ci wszystkiego najlepszego <3 Dziękuję, że mnie czytasz. Dziękuję za Twoje zaufanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *