Dlaczego przestałam być religijna?


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Grudzień 30th, 2018

Strasznie dużo we mnie sprzeczności. Z jednej strony moja droga do samej siebie rozpoczęła się przez Kościół, z którym natomiast czuję, że mam coraz mniej wspólnego.

Co chwilę się budzę i zadaję sobie pytanie czy aby na pewno nie chcę być już religijna? Tak straszliwie się boję nie być, że popadłam w swego rodzaju obsesję, a może i uzależnienie? Stojąc w kolejce do psychoterapeuty zobaczyłam na ścianie pewien cytat, który uświadomił mi, że od środka niszczyło mnie przywiązanie do idei. Przyjęłam wszystko co mi dał Kościół nie zadając żadnych, ale to ŻADNYCH pytań. Wiem, że dla niektórych z Was może to być niejasne, ale uwierzcie, że lęk przed reakcją Boga i tym co będzie się z Tobą działo po śmierci lub chociażby następnego dnia, nie należy do przyjemnych. Każdego dnia budzę się i zastanawiam jaka jest właściwa droga, którą chciałabym kroczyć.

RELIGIA VS JEZUS

Przede wszystkim warto rozróżnić co to takiego religia i czy rzeczywiście hasła głoszone przez Kościół i jego czyny byłyby obecnie propagowane przez Jezusa? Kiedy czytałam książkę „Oczami Jezusa” jedyne co rzuciło mi się w oczy, to nie kara, złość i lęk, a MIŁOŚĆ DO BLIŹNIEGO I WYBACZENIE. Ile w nas wybaczenia? Za jakimi naukami mam iść skoro w Kościele słyszę tyle lęku i gróźb?! Jezus to człowiek o ogromnym zrozumieniu i empatii. Był dla nas przekaźnikiem, ale podobnych przekaźników obecnie mamy całą masę. Chociażby Mattie Stepanek (link). Z tego co wiemy, Jezus pomagał, nie krzyczał, nie rozkazywał, ale upominał, wskazywał, doradzał… i podobno nie był chrześcijaninem. On był niezwykłym człowiekiem, szczególnie oświeconym…

DLACZEGO PRZESTAŁAM BYĆ RELIGIJNA?

Kiedy zaczęłam zauważać więcej miłości poza Kościołem niż wewnątrz. To był chyba pierwszy argument, który otworzył mi oczy. Oczywiście nie chodzi mi oto, że Jezus nie jest miłością, bo jest, ale przestałam traktować wszystko to, co komunikuje Kościół jako bezwarunkowe i bezsprzeczne. Wiadomo, że trudno jest porównywać księdza do Jezusa, ale mimo to obserwujemy i bierzemy przykład. Obserwowałam swoich bliskich chodzących do kościoła i tych nie chodzących, osoby głęboko religijne i tych religijnych od święta, tych ślepych i tych świadomie szukających… tak wiele widziałam sprzeczności, że przestało mi się to wszystko zgadzać. Osoby co niedziele chodzące do kościoła mają w sobie więcej złości i nienawiści niż Ci teoretycznie dalecy? Zmuszanie najbliższych do modlitwy? W imię czego? Boga? Bóg zmuszał??!! Ale kiedy?! Muszę się jeszcze sporo nauczyć…ech

Kiedy zaczęłam bać się Boga. Osobiście mnóstwo czytałam katolickich artykułów i słuchałam wywiadów. Wiele jest w sieci tekstów przesiąkniętych strachem i lękiem, które czytają ludzie w całej Polsce, m.in. świeżo upieczony katolik, czyli JA. Z wielkim zaciekawieniem czytałam jeden po drugim, słuchałam, czytałam i znowu słuchałam, czegoś dla mnie zupełnie nowego. (MOJE ŚWIADECTWO link) Nie widziałam innej drogi niż ta, którą właśnie obrałam. Zachłysnęłam się Bogiem i całą tą religijnością, że bokiem mi to wyszło… z całym szacunkiem do osób praktykujących, bo sama do nich należę, ja tylko PRAGNĘ W TYM WSZYSTKIM BYĆ AUTENTYCZNA. Powracając do strachu, nie we wszystkich, ale w dużej ilości źródeł internetowych jest nieprawda, albo prawda głoszona z lękiem i chyba nie jeden taki tekst musiał mi wpaść w ręce. Do tego doszła moja osobista i prywatna interpretacja i kłopoty gwarantowane… zaczęłam dosłownie bać się Boga i jego reakcji na moje czyny. Bałam i boję się nadal, że mnie ukarze, że coś się stanie, a jak już coś przykrego mi się zdarza to obwiniam siebie, że coś złego zrobiłam… echh. TO JEST BŁĄD. Najgorsze co może być to straszyć ludzi Bogiem, ale skoro w kościele śpiewamy: „Błogosławiony ten, kto boi się Pana…” JAK TU ŻYĆ?!?!

Kiedy zaczęłam oceniać innych. Ja dobra, bo się modlę i chodzę na eucharystie, ale inni to już pogubieni. Taka myśl przyświecała mi w głowie dopóty nie zauważyłam, że to ja jestem bardziej pogubiona niż oni. Bóg, Jezus, życie obdarował mnie kilkoma na prawdę wyjątkowymi przeżyciami duchowymi, których nigdy nie zapomnę, ale czy to wszystko jest tylko RELIGIJNE? A może po prostu duchowe… jak mogę myśleć dobrej osobie, która nie chodzi do kościoła, że jest zła? Albo na odwrót… Ale nie jednokrotnie słyszymy, aby modlić się za grzeszników, którzy do tego kościoła nie chodzą, ale kto daje nam prawo do oceny, że oni są w błędzie? Zasiadają do modlitwy słucham siebie i nie wierzę… echh… modlę się o innych sugerując, że ja wiem lepiej od nich co jest dla nich dobre. Modlę się o ich nawrócenie, ale co to znaczy? Ktoś jest chory to modlę się o zdrowie, ktoś ma kłopoty to modlę się o rozwiązanie jego spraw, ale żeby od razu skazywać go na grzesznika?

Kiedy przestałam być szczęśliwa. Nie będę ukrywać, że gdzieś zatraciłam tego ducha. Kiedy zobaczyłam kościół nie tylko taki świetlisty, że jest cała masa życia poza nim i to całkiem ok, to zauważyłam innych cudownych ludzi, którzy są wolni i radośni, żyją w miłości i tworzą niesamowite rodziny. A ja? Tak kurczliwie trzymałam się własnych idei, że powoli zatracałam w sobie prawdziwą iskrę miłości daną mi właśnie przez Boga… a Jezus, czy Budda patrzy i czeka aż się z tego snu obudzę, w grobie się przewracają 😛

Teraz ogarnięta lękiem próbuje się z nim zmierzyć, aby odrodzić się na nowo. Aby moi bliscy byli ze mną naprawdę szczęśliwi, a Jezus, czyli MIŁOŚĆ była między nami już zawsze.

AMEN.

dlaczego przestałam być religijna

11 Replies to “Dlaczego przestałam być religijna?”

  1. Marga! Jezus jest Bogiem, a nie tylko oświeconym człowiekiem… Poza tym, Kościół jest grzeszny bo jest odbiciem tych co go tworzą, czyli nas – grzeszników 😉

    1. Tak kochanie. Też tak uważam… W nim był Bóg. Może nie do końca się ze wszystkim wypowiadam tak, aby to było zrozumiałe, ale piszę to co mi w duszy krzyczy… to co piszę jest odbiciem tego co obecnie WIEM I CZUJĘ, ale nie wiem jeszcze wiele. Kościół stał się strasznie zamkniętą społecznością, do której należę, bo lubię chodzić do kościoła, ale na nim świat się nie kończy, a kiedyś tak myślałam. Długa ma droga.

  2. Margaritko, ku pocieszeniu – wiele osób poszukujących zmierza się z takimi samymi problemami… Cieszmy się, że nasza religia w rzeczywistości jest u podstaw nie zbiorem zakazów i nakazów, ale WIARĄ w ŻYJĄCEGO BOGA, Który jest Miłością. To ludzie wierzący (praktykujący czy też niepraktykujący) tworzą kościół, czyli wspólnotę ludzi. Im bardziej będziemy pragnęli Boga i otwierali się na Jego łaski, tym łatwiej będzie nam zrozumieć ten świat… A każdy z nas jest tak różny od siebie, te same informacje interpretujemy na wiele sposobów, a nawet te same słowa jesteśmy w stanie inaczej zrozumieć w zależności od czasu, miejsca, przeżyć. Nie skreślajmy osób, które „chodzą do Kościoła, a źle czynią” , bo może oni jeszcze w sercu niedojrzali, a też może być jak w dowcipie: „-Janek, jak Ty się zachowujesz? Chodzisz do Kościoła?
    – Chodzę.
    – To chodzisz i tak źle robisz?
    – Ja się nawet boję pomyśleć jakim jeszcze bym był, gdybym do Kościoła nie chodził.”
    Z serdecznymi uściskami 😙

    1. Nie skreślam, nie skreślam nikogo. To tylko moje wewnętrzne rozterki i myśli. Uważam, że każdy ma prawo do wszystkiego i to jaki ktoś jest to jego sprawa, ale to wszystko wpływa na to jak ja postrzegam świat i jak ten świat wpływa na mnie. To czy ktoś zachowuje się tak a nie inaczej mimo wszystko oddziałuje na moje postrzeganie religii. Ja wierze w PODSTAWY o których napisałaś, ale mam duzo watpliwosci i bede o nich glosno mowic, bo to wlasnie pomaga mi je rozwiac. Ps. Z dowcipem zgadzam sie w 100% 🙂

  3. Jakże miło mi to czytać 🙂 Jakże ja się cieszę, że zaczęłaś dostrzegać tą wielką różnicę, która wydaje się być tak maleńka, że mało kto ją dostrzega. Religijność i Bóg to jak diabeł i anioł. Religijność nie ma nic wspólnego z wiarą, z bliźnim, z Bogiem, głoszeniem Jezusa (Jezus BYŁ Bogiem – Słowo „Bóg” i „był” mają się jak dzień do nocy). Czuję, że teraz dopiero miałybyśmy sobie wiele do powiedzenia. A z czasem zobaczysz jak bardzo panowie w czarnych sukienkach zasłaniają Ci Boga, jak bardzo są Ci oni nie potrzebni do tego żeby kochać, żeby wierzyć Bogu, żeby się go nie bać tylko ufać i czerpać szczęście garściami 🙂 Nie bądź religijna – zaufaj Bogu!

    1. Jakże miło mi to słyszeć 🙂 myślę, że wiele z tego co napisałam wymaga wyjaśnienia i dopowiedzenia, ale tak… ja zawsze wierzyłam w Boga i jego przesłanie. Ale któż z nas wie co nim jest? 🤔🤔 rozumiem, że piszac Jezus BYŁ Bogiem masz na myśli ze wciaz JEST?

  4. Każdy kto wierzy, pragnie uwierzyć ma takie wątpliwości, bo taka jest nasza natura, niedoskonała i wątpiąca, tego się na tym świecie nie pozbędziemy z tym musimy żyć. Błądzimy, wszyscy, nawet święci błądzili, wierzący błądzą tak samo jak Ci których ta łaska nie dotknęła, a może nawet jeszcze bardziej, bo szatan chcę aby Ci udający Bogu się od niego odwrócili. Im bardziej wychodziłam w świat wiary, ale tym razem bardziej autentycznej niż kiedyś w latach szkolnych tym bardziej czułam, że coś zagraża mi drogę, negatywne myśli o sobie o innych, wartościowanie ludzi, zwątpienie w świętość, dziwne uczucie ruminacji, które nie do końca ode mnie pochodzą. Jako, że skończyłam terapie u psychologa, dość długą, czułam, że mam pewne rozeznanie w swoich uczuciach, skąd one przychodzą, co mają mi uświadomić, a tu nagle w głowie rzeczy, których nijak nie mogę odrzucić,całkiem natarczywe i bardzo przykre. Poszłam wtedy do kościoła i ofiarowałam to wszystko w modlitwie Bogu. To co przeżyłam po wyjściu z kościoła, było najbardziej niezwykłą rzeczą jaką przydazyla mi się w całym dotychczasowym życiu. Moją wiara jeszcze bardziej się od tamtego momentu umocniła. A gdy zaczęłam odmawiać nowennę pompejanską, zaczęły się kolejne problemy, niechęć do modlitwy, lęk, zwątpienie, ale wtedy już wiedziałam co z tym zrobić, gdzie się udać i o co prosić. Ta wytrwałość przynosi owoce, zrozumiałam też, że nie jestem raz na zawsze w wierzę, ale wybieram ją codziennie lub nie. Modlitwa o wiarę i wytrwanie w niej to wspaniała rzecz. A co do tego, że może się wydawać, że lepiej wiesz, co lepsze dla innych kiedy się myślisz za nich. Nie wiesz i ja nie wiem i kapłani też nie wiedzą, co jest najlepsze dla danego człowieka, to z pewnością wie tylko Bóg, kiedy się modlisz za kogoś nie jest to wyraz ,że wiesz lepiej, ale jeden z piekniejszych wyrazów Twojej miłości i troski o bliźniego, bo modlisz się do Boga który jest miłością dla nas nie do pojęcia tutaj i prosisz, żeby wziął go w opiekę.
    Trochę się rozpisałam, przesyłam mnóstwo uśmiechów, pomodle się za Ciebie dzisiaj. Odwagi! 🙂

    1. Hej Marta 🙂 dziękuje za fajny komentarz, widać, że prosto z serduszka. Wiem, że Bóg, Jezus… jest w stanie odebrać ode mnie wszelkie złe myśli – w to nigdy nie wątpiłam – ale może chce, abym znalazła miłość i siłę w sobie, bo w końcu „we mnie jest Królestwo Boże” , a nie cały czas opierała się na czymś lub na kimś. Chyba nie chciałby abym się bała lub była uzależniona… chyba wolałby, abym w wolności wybrała. Rozumiem, że psycholog nie pomógł Tobie? Pzdr. 🙂

  5. Ależ oczywiście, że pomógł! Nie wyobrażam sobie mojego postępu bez tego, chorowałam na depresję i oprócz farmakoterapii psychoterapia była częścią leczenie, bardzo potrzebną 🙂 Ja też swego czasu prosiłam Boga, w formie krótkich przemyśleń, wtedy nawet nie myślałam, że on rzeczywiście jest i tego słucha, że jak mam się nawrócić to nie w chorobie, bo nigdy nie będę do końca wiedzieć czy to prawdziwe nawrócenie czy zwykły mechanizm obronny, tylko już tak na spokojnie. I rzeczywiście nie nawrociłam się wtedy kiedy było najgorzej, a już w okresie pełnej remisji. Dopiero niedawno sobie o tym przypomniałam 🙂 z perspektywy czasu widzę, że moja ścieżka do Boga prowadziła jakoś tak bardzo naokoło, ale widocznie tak musiało być, żebym zrozumiała i doświadczyła pewnych rzeczy. Życzę Tobie owocnych poszukiwań i doświadczeń na Twojej drodze!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *