Dom dla mojej duszy? WŁOCHY!


Dusza, Felietony DUSZA, Podróże / niedziela, Czerwiec 17th, 2018

Wiele chwil w moim życiu chciałabym zatrzymać już na zawsze. Zostać w danych stanach emocjonalnych i poczuciu wolności. Nie myśleć o jutrze, utrudnieniach, pustce i złości… trwać w miłości. Zatrzymać dla siebie to co najpiękniejsze i nigdy nie puszczać. W teorii to dla mnie jasne, że cały wszechświat jest zmienny: ja, Ty, wszelka materia we mnie i w Tobie, nawet komputer, na którym piszę, uczucia, odczucia, miejsca, zachody słońca i morze.

Wiem, że przywiązując się „za bardzo” do czegokolwiek lub kogokolwiek, de facto przywiązuję się do czegoś co przestało istnieć – nawet jeśli dotyczy to człowieka, ponieważ również on podlega nieustannej zmianie. Nie mam na myśli zmiany zachowań czy humoru, ale wewnętrzną materię oraz energię. Nie mogę więc oczekiwać od niego czegoś, czego nie jest mi w stanie dać – on sam jest zmianą samą w sobie. Wszystko co istnieje jest nieustającą zmianą zachodząca non stop we wszechświecie, a drugi człowiek jest jedną z nich.

Tak naprawdę nie przywiązujemy się do danych osób, czy miejsc, ale emocji i odczuć, które oni/one nam dostarczają.

Santa Margharita – włoskie miasteczko 

Z nadmiernym przywiązaniem mam do czynienia odkąd tylko pamiętam: osoby, emocje, miejsca… 🙂 Tym razem ze zdwojoną siłą dopadły mnie podczas jednej z wizyt we Włoszech. Z pozoru zwykłe wakacje okazały się głęboką podróżą do mojej duszy. Spędziłam z nią 10 cudownych dni, które trudno opisać słowami.

Nigdy nie wierzyłam w przypadki, dlatego wiem, że nazwa tej miejscowości to nie przypadek.

Miasteczko mojej imienniczki zdecydownie jest moim miejscem na ziemi. Moja dusza poczuła się jak w domu, ponieważ była w domu.

Santa Margharita to małe miasteczko niedaleko znanego Portofino w regionie Liguria, na północy Włoch. Tą urokliwą nadmorską miejscowość zamieszkuje około 11 tyś. osób. Małe chatki, stare okiennice, nieziemskie widoki, urokliwe sklepiczki, kolorowa roślinność, kręte uliczki i wiele wiele innych … to wszystko Santa Margharita! Z pozoru mała mieścinka ma tak wiele do zaoferowania, że nie sposób ją poznać i poczuć w 10 dni.

Każde miejsce ma swoją określoną energię. Moje Włochy mają to czego mi potrzeba: dobro, radość, wolność, smak, widoki, powiew wiatru, czystą radość i luz. Energia, która tam krąży dosłownie wpływa do moich żył. Mam wrażenie, że krążę razem z tym miejscem, że jestem jego częścią, że ono przepływa przeze mnie, a ja przez niego. Tworzymy jedno. Nic więc dziwnego, że trudno mi się z tym miejscem rozstać…

SPA, czyli regeneracja dla DUSZY

Przebywając tutaj dłużej niż jeden dzień miałam okazję szeroko rozwinąć skrzydła. Poczułam smak wolności i spokój, który nie był mi wcześniej znany. To był czas tylko dla mnie i dla mojej duszy, której należał się wypoczynek. Dawałam jej wszystko na co miała ochotę – wszystko to, co do tej pory było odkładane lub ograniczane: lody bez umiaru, brioche, zakupy, książki, plaża, woda… Wszystko to realizowałam natychmiast – bez odkładania na później 🙂 Spełaniałam jej każdą zachciankę. Byłam i jestem przeszczęśliwa.

Takie SPA dla duszy jest bardzo potrzebne. Czas sam na sam ze sobą pozwala na odnalezienie w sobie miłości, którą można dzielić się z innymi nie oczekując niczego w zamian. Bycie świadomym miłości w sobie nie ogranicza, a wręcz odwrotnie – pozwala dawać bez ograniczeń, tzw. bezinteresowność. Po co brać i oczekiwać od kogoś skoro mam w sobie wystarczająco? 🙂 Życie zatacza krąg, a dobro przyciąga dobro…

Mimo, że SPA to zawsze świetny czas to skrajności nigdy nie są dobre. Po takim SPA niesamowicie dobrze jest wrócić do ukochanych osób i dzielić z nimi radość… (Kocham Cię M.)

Czytaj także: Umysł lubi skrajności

Osoby

W S. Margharicie każda napotykana osoba miała w sobie coś co mnie do niej przyciągało. Jakąś wewnętrzną magię, chęć rozmowy z drugim człowiekiem przy jednoczesnym nie patrzeniu na zegarek. Wchodząc do sklepu, spotyka mnie uśmiech od ucha do ucha, zagadywanie, wymiana dłoni i energii. Idę dalej, natrafiam na kolejny uśmiech i kolejny i kolejny… uśmiechów nie ma końca. Pozytywna wibracja wciąż trwa. Nie przyzwyczajona do aż tak nieziemskich odczuć trwających dłużej niż dzień, zadaję sobie wewnątrz pytanie:

Kiedy to się skończy? Czy można czuć się tak permanentnie? NIESAMOWITE!

Na zdjęciu z ulicznym grajkiem 🙂

Wolność

Mieliście kiedyś takie uczucie, że czuliście się na 100% wolni? Byliście w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze? Nie było w was ani krzty złości i złośliwości, a w zamian za to wypełniała Was sama miłość i dobro? Właśnie wtedy mieliście nierozerwalny kontakt ze swoją duszą, ponieważ zadbaliście o nią. Posłuchaliście jej i poszliście tam gdzie jej dobrze. Czuła błogość, więc i Wy ją czuliście.

Santa Margharita, a w zasadzie wibracje tam panujące wokół ludzi i miejsc, całkowicie pochłonęły moją Margaritkę w środku. Dusza tańczyła breaka 24h! 🙂 Trudno przywyknąć do nieustannego z nią kontaktu i spełniać każdą jej zachciankę. To były niesamowite odczucia, dzięki którym wiem jak postępować z duszą na co dzień… 🙂

Panorama

Co jeszcze ma to miasteczko w sobie? Na pewno przepiękne widoki! Sama nie wiem, czy bardziej czarujące są wczesne poranki, czy zachody słońca. Zarówno jedno jak i drugie zapierają dech… łodzie, jachty, morze, kamieniste plaże, a w oddali horyzont oraz góry całe pokryte zielenią. Nie sposób opisać to słowami. Rankiem słońce przedziera się przez chmury lub całkowicie oświetla drobne uliczki. Gdzieniegdzie można napotkać biegaczy lub lokalsów spacerujących z psami. Roślinność w tym miejscu jest dosłownie wszędzie i to w przeróżnych kolorach. Na dachach, w sklepach, wystawach, fasadach, na plaży, balkonach, czy schodach. W środku miasta można spotkać poustawiane ogromne donice wypełnione po brzegi kwiatami lub trochę mniejsze przyczepione do latarni.

Chyba każdemu znane są 3,4 kondygnacyjne włoskie kamienice. Część z nich otoczonych jest drobnymi lampkami, co o zmroku wygląda czarująco! Czuję się jak w bajce Disneya otoczona małymi świetlikami…

Poznawania tego miejsca nie ma końca. Wchodząc w jedną uliczkę, znajduję kolejną i kolejną. Niesamowite kościółki: mniejsze, większe, starsze, młodsze każdorazowo zachęcają do wejścia. Jeden z najbardziej znanych – Chiesa Parrocchiale San Giacomo – znajdujący się na dość wysokim wzgórzu, zarówno dniem jak i nocą widoczny jest dla każdego przechodnia. Sąsiaduje z Villą Durazzo i jej przepięknymi ogrodami, należącymi do grupy 5 najpiękniejszych w Ligurii (Ligurian Gardens).

Czytaj także: Dlaczego warto być otwartym na świat?

Tym co urzeka mnie w niewielkich mieścinkach – nie tylko włoskich – są miejscowe imprezy okolicznościowe, koncerty czy pokazy. Czuję tam duszę, zaangażowanie mieszkańców, oddanie i bezinteresowność – po prostu spełnianie siebie i swojej pasji przy jednoczesnym dostarczaniu rozrywki innym. W Santa Margaricie miałam okazję doświadczyć koncertu śpiewaków operowych w Villi Durazzo, festy sąsiedniego kościółka oraz pokazu baletu z większym rozmachem w centrum miasta. Wszystkie trzy spowodowały we mnie ogromne wzruszenie. Czułam się cudownie. Kreatywność, artyzm, sztuka, piękno i spokój. Otoczona spokojnym morzem, oświetlonymi górami, cudownymi ludźmi oraz rzeźbami, byłam ogromnie wdzięczna móc czegoś takiego doświadczać. Te widoki i emocje trudno opisać, tam trzeba się wybrać!

Błękitna woda

Plaży jako takiej tam nie ma (oprócz niewielkiej żwirowej powierzchni w centrum miasta), ale jest coś znaczenie lepszego. Od S.Margharity do Portofino prowadzi około 5 km szlak wzdłuż wybrzeża. Właśnie tam o poranku można spotkać najwięcej biegaczy. Spacerując podziwiam wzburzone fale uderzające o skały, przejrzystą wodę oraz nieziemskie spoty do kąpania. Co jakiś czas bowiem zamontowane są schodki, które prowadzą do niewielkiego kawałka kamienistej plaży na dziko. Cudownie jest móc przywitać dzień poranną kąpielą w jednym z takich miejsc… wolność i swoboda! Zdecydowanie polecam 🙂

O Santa Margharicie mogłabym pisać i pisać… poniżej zamieszczam trochę zdjęć, które bardziej Wam przybliżą ideę tego miejsca. A ja tymczasem zatapiam się w rozkoszy wspominając to cudowne miejsce… dom dla mojej duszy.

… i wiele wiele innych… 🙂 🙂 🙂

2 Replies to “Dom dla mojej duszy? WŁOCHY!”

  1. Kochana przecudownie ! Przepiękne miejsce , które stało się moim marzeniem <3 ! Kto wie , może i mnie będzie dane kiedyś tam być .. <3 ściskam Cię i cieszę Twoim szczęściem ,które aż bije promieniście z Twojej pięknej twarzy <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *