Etap przejściowy? Nie istnieje! :)


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Lipiec 1st, 2018

Ostatnio mam trochę więcej wolnego czasu. Nie pracuje na etacie, nie mam dzieci i większych zobowiązań. Brzmi błogo? Błogo! 🙂 Odeszłam z pracy, bo na poważnie traktuję swoje marzenia. Pragnę za nimi gonić, rozwijać swoją pasję, napisać książkę, inspirować ludzi i studiować psychologię. Zastanawiam się jednak czy ten czas naprawdę mi się należy i czy wypada gonić za marzeniami?

Koniec z wątpliwościami

Mimo, że odejście z poprzedniej pracy było świadomą i przemyślaną decyzją, pojawia się szereg wątpliwości, które „nie pozwalają” korzystać z obecnego czasu. Poddajemy wątpliwościom chwilę obecną, jednocześnie dając przyzwolenie na jej przemijalność. Nie myślimy o tym co tu i teraz, nie chcemy wykorzystywać czasu obecnego, bo zamartwiamy się przyszłym. I tak właśnie jest u mnie teraz. Podjęłam przemyślaną decyzję o zostawieniu pracy w agencji reklamowej na rzecz robienia tego co mi w duszy gra. Na tym etapie rozwoju duchowego rutyna mi nie sprzyjała. Zakończyłam pewien cudowny etap swojego życia z niesamowitymi ludźmi, bo wszechświat nakłaniał mnie do zrobienia kolejnego kroku na przód.

Zapytałam siebie i Boga o to: „Czy to już ten czas?” Odpowiedź była jasna i wyraźna. Nie mogłam jej zignorować.

Czytaj także: „Miłość, piękno i wolność, czyli CZŁOWIEK:)”

Dlaczego odeszłam z pracy?

Siedziałam przy biurku, klikając w komputer rozmyślałam nad ostateczną decyzją: rzucić pracę czy jeszcze zostać. Chciałam mieć pewność, że postępuję słusznie, że nie zbaczam ze swojej ścieżki, że płynę z prądem rzeki mojego życia. Wtedy, kiedy już wewnątrz stwierdziłam, że podejmuję ryzyko i odchodzę… przyszła pewność. Obok mnie znajdował się otwarty balkon. Cudowne słońce waliło po oczach, zamyśliłam się ze swoimi pytaniami o niepewną przyszłość. Patrząc na słońce i błękitne niebo tuż za oknem – przemówił On – Bóg.

Przeszedł mnie dreszcz… pojawiły się myśli: Dobrze robisz, zaufaj... pojawiło się ciepło w moim ciele, bardzo przyjemne uczucie, spokój.

Wiedziałam, że to odpowiedni i jedyny kierunek mego życia. Wiedziałam, że czas odejść i rozpocząć nowy rozdział mojego życia. Życia z większą wiedzą, kolejnymi etapami rozwoju duchowego, nowymi doświadczeniami i ludźmi. Poszłam w to.

Co dalej?

Nie wiem. To zdarzenie było pół roku temu. Cały czas staram się słuchać głosu swego serca, zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Wiem, że wszystko co się dzieje nie dzieje się bez przyczyny. Każde zdarzenie, każdy człowiek, sytuacja, prosta rozmowa, czas w danym mieście, nawet wizyta na siłowni – to wszystko ma znaczenie i dzieje się jako część całości. Choćbyś chciał – nie wyłamiesz się z ciągle wirującego wszechświata.

Z całego serca pragnę zaakceptować obecny etap mojego życia. Traktuję go jako „przejściowy”, choć w głębi duszy wiem, że taki nie jest. Nie ma czegoś takiego jak „etapy przejściowe”. Nie istnieją. To my nazywamy tak okres między jednym konkretnym i ważnym dla nas wydarzeniem, a drugim. A co z tym czasem pomiędzy? Przeczekany, przepatrzony, przeleżony, przemyślany? 🙂 Po co? ZAWSZE COŚ SIĘ DZIEJE I WSZYSTKO JEST TAK SAMO WAŻNE. Według życia każda chwila jest ważna, nie tylko ta, której nadałeś taki tytuł, bo dostałeś awans, czy masz obronę magisterską. Każda chwila warta jest życia i emocji.

Etap przejściowy to okres, który sami sobie wymyślamy, a przecież cały ten czas i życie idzie do przodu. Wiem, że etapy przejściowe nie są dla mnie – nie lubię na coś wyczekiwać. Lubię każdy czas w jakiś sposób wykorzystać na swoją korzyść i nie czekać na lepszą pogodę, na wyjazd, na imprezę, wycieczkę, książkę, lepsze ciuchy czy samochód. Biorę to co mam i działam!

Co robić, by przestać nieustannie czekać?

Kiedy przebywam nawet miesiąc w jakimś miejscu staram się, aby to miejsce nawet na tak krótki okres stało się moim przytulnym domkiem, do którego z chęcią będę wracać. Nie jest ważne czy będę tam miesiąc, czy dwa. To jest mój obecny czas, który się zadziewa i ja nie chcę czekać. To nie jest mój etap przejściowy 🙂

Tak więc, będąc w moim rodzinnym mieście niedługi czas zadbałam i dbam oto, by czuć się tutaj jak najlepiej. Pragnę siebie rozpieszczać na wszelkie sposoby, aby moja dusza była radosna każdego dnia i otaczała się (jak to miało miejsce do tej pory) kolorami, ulubionymi fotografiami, obrazami i pozytywnymi afirmacjami.

Nadal nie włączam telewizora, z którego płynie duużo negatywnej energii, jestem spokojniejsza bez niego. Zauważyłam, że staję się bardziej pozytywnie nastawiona do życia, kiedy dostarczam do umysłu więcej dobrych informacji, niż złych. Logiczne, prawda? Dlaczego więc nagminnie wybieramy złe wiadomości? Dlaczego to właśnie one nas najbardziej intrygują i o nich najchętniej rozmawiamy?

Ale powracając do tematu mojej, nazwijmy to, „oazy” – mój pokój przeszedł naprawdę dużą metamorfozę! Zakupiłam kolorowe świeczki, poszewki na poduszki, żółte lampki, przyczepiłam na ścianach pozytywne słowa i sentencje. Od chłopaka otrzymałam przecudowną tablicę z naszymi marzeniami (poniżej zdjęcie). Postawiłam ją w widocznym miejscu – niech marzenia będą cały czas tuż obok mnie. Jak tylko się budzę mam ją przed oczami. Dobry start dnia, co nie? 🙂

tablica

Czytaj także: „Ważna wiadomość”

Oaza to nie koniec! To dopiero początek zmian na chwilę obecną. Biorę sprawy w swoje ręce, ale co najważniejsze … bez ciśnienia. To nad tym muszę i chcę popracować dla własnego dobra. Nic co z nadmierną presją nie jest dobre. Dlatego najbardziej w tym wszystkim chciałabym pozostać trochę leniwa… działać, ale bez presji.

ZDROWA LENIWOŚĆ + MARZENIA = SUKCES!!! <3

Skoro zdecydowałam się we wszystkich sferach swego życia pójść za głosem serca to powinnam zdecydowanie unikać stresu i presji działania. Pragnę popłynąć, iść z prądem, otwierać się na wszystkich ludzi i miejsca, w których się znajduję. Jestem niezadowolona z tego gdzie jestem? Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby być gdzie indziej, jednak wiem, że nie znajduję się tu i teraz bez przyczyny. Pytam więc: Po co tu jestem? Co mogę tu zrobić? Co mogę odkryć? Kogo poznać i z kim porozmawiać?

Pozostaję otwarta… staram się. Pozostaję otwarta… spokojna, stay lazy, explore, discover, odkrywam każdego dnia. Każda chwila ma bowiem ogromne znaczenie, jest wyjątkowa… czuję się ważna, bo jestem ważna. To miasteczko ma mi coś do zaoferowania, jestem tutaj i to ma ogromny sens. Największy z możliwych. 

Tego Wam życzę: korzystania z obecnego czasu i miejsca. Niech towarzyszy nam jedynie energia miłości.

Margaritka

etap przejściowy nie istnieje

 

2 Replies to “Etap przejściowy? Nie istnieje! :)”

  1. Pięknie! Tak bardzo zgadzam się z tym, co piszesz. Sama jestem teraz na takim etapie, kiedy z jednego etapu podróży będę jechała w następny i zamiast traktować obecne miejsce jako poczekalnię, także i z niego postanowiłam uczynić pełnowartościowy i w pełni ważny czas. Tak jak Ty, głęboko wierzę w to, że życie jest tak samo ważne w każdej minucie. Więc tym felietonem trafiłaś u mnie w punkt. Pozdrawiam i ściskam z drogi! We Francji też się Ciebie dobrze czyta 🙂

    1. Dziękuje Luizka ❤️❤️ zyc tu i teraz to ogromna sztuka ale warta praktyki. Wtedy jest dooopiero suuuper szczescie 😊 buziaki dla Ciebir

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *