NOWOŚĆ Gorsza część mnie?! Spadaj!


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Styczeń 6th, 2019

W mojej głowie duży mętlik, dużo myśli… jak zawsze. Jednak tym razem jest inaczej. Tym razem nie czuję pewności, że idę w dobrym kierunku. Do tej pory miałam ogrom szczęścia czuć zawsze, być zawsze – nawet w tych beznadziejnych momentach mojego życia, czułam sens we wszystkim co robię. Teraz czuję się pusta, jakbym część mnie uszło z powietrzem…

Przestałam czuć iskrę, która każdego dnia pomagała mi wstać z łóżka. Nawet nigdy nie miałam z tym problemu. Raczej trudno mnie w nim zatrzymać. 5:30 dzwoni budzik, 5:31 jestem na nogach. Tęsknie za Margaritą o rozświetlonej cerze, szczerym uśmiechu i iskrze w oku. Mam kryzys. Po co żyję i co jest ze mną nie tak? Później trening, zdrowy koktajl, rowerem do pracy lub praca z domu. za oknem szaro buro, ale mnie to nie przeszkadza, bo w mojej duszy świeci słońce. Jak się okazało i w tych pięknych chwilach był ukryty lęk. Teraz, kiedy dotykam, macam, doświadczam tego co boli, wszystko przestaje mieć sens. Pomaga mi rozmowa, pomaga mi pisanie.

Czytaj także: „Nowe doświadczenie to nowe rozwiązania”

Strasznie nie lubię niczego ukrywać i być piszącą uśmiechniętą hipokrytką, dlatego piszę o tym o czym piszę. Za szczere? za brutalne? PRAWDZIWE 🙂 I to mnie najbardziej cieszy. Każdy kryzys jest po coś, ma coś przynieść, podać na tacy, załatać dziurę w sercu, naprawić szkody. No spoko, niech łata i niech się dzieję. Teraz w to mi trudno uwierzyć, ale wiem, że kiedyś głęboko wierzyłam, że życie ma sens, ma drugie ukryte dla nas wszystkich dno i tego muszę się teraz trzymać.

Nie mówię o religii, o wierze w Jezusa, Boga, Budde i innych świętych. Mówię o wierze w życie, które jest tak bardzo ulotne.

Obecnie wkradł się do mojego serca smutek, który przenika… był bardzo głęboki, wręcz bolał niemiłosiernie. Czy to jest lęk przed przemijaniem? Wszystko przecież minie. Więc po co mi takie życie? Zawsze mówiłam, aby tym życiem się cieszyć, korzystać z każdej sekundy i teraz sama potrzebuję swojego (i nie tylko) wsparcia. Kiedy sama zaczęłam potrzebować pomocy, zauważyłam jak trudno jest mi ją przyjąć. Co innego kiedy prosisz, ale masz inne wyjście, a co innego kiedy jesteś zmuszonym przez los. To było i jest bardzo trudne: być słabym i niepewnym siebie, potrzebować kogoś, bo inaczej klapa. Ja mam przyjąć od kogoś motywacje? A co się stało z moją motywacją? Z tym, że to ja miałam mnóstwo energii do rozdania i nic nie potrzebowałam od nikogo. Gdzie jest ta motywacja? Jaka ja jestem dla siebie surowa… o matko z córką… DOŚĆ. Głupio mi było i jest. WSTYD MI. A przecież jak ktoś przychodził do mnie to czułam się super, że mogę mu pomóc doradzić, a teraz ja słaba, on mocny… ech… ciężko to zaakceptować i przyjąć.

Ciężko przyjąć do siebie fakt, że oprócz pięknej natury człowieczeństwa tkwi w nas demon, który skrywa w sobie złe emocje: złość, zazdrość, chęć poniżenia, brud, syf i fałsz. Ja chciałam być piękna jak aniołek, a okazało się, że dużo we mnie skrytego syfu, który jest częścią mnie, a tak trudno go zaakceptować. Czyli to ode mnie zależy, którą stroną chcę być? W jakim stylu chcę żyć? Pokonać swoje obawy przed samą sobą, że może nie podołam jak wyjdzie ten demon na wierzch? Przecież ja chcę być pięknym i niewinnym aniołkiem, a nie wredną suką. Mimo to wiem, że gdzieś tam we mnie muszę i powinnam zaakceptować tą złą siebie. Nie wykluczać jej z istnienia, bo prędzej czy później zamanifestuje się ona i będzie wielkie benc. Trudno się przyznać do swoich słabości i widzieć w nich sens. Wstawać po każdym upadku i widzieć w tym sens. NO BO PO CO TO WSZYSTKO? Zawsze wierzyłam, że życie jest po to, aby się rozwijać, doświadczać przeróżnych rzeczy i poprzez nie doświadczać coraz większej radości i spokoju. Teraz kiedy ciężko mi to poskładać w jedną całość ja nadal chcę w to wierzyć.

Czytaj także: „Po co nam religia?”

Chyba czas zmierzyć się, ale tak naprawdę ze swoimi słabościami. Nie bać się ich, nie bać się swoich myśli, słyszeć je – nawet te najgorsze i nie dać się im zawładnąć, ponieważ to są tylko myśli. Chyba nadszedł czas, aby tak naprawdę zaakceptować siebie, w całości… nie tylko tą piękną, miłą i dobrą, ale wredną i niedobrą, zdenerwowaną. To też jestem ja… <3 Kocham, chociaż już nie wiem co i kogo, po co.

gorsza część mnie?! spadaj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *