Jestem w podróży… jak każdy z nas


Dusza, Felietony DUSZA / wtorek, Wrzesień 25th, 2018

Jak wiecie jestem w podróży. W sensie dosłownym i w przenośni. Bardzo Was przepraszam, że nie udostępniłam żadnego wpisu w niedziele, ale jak to bywa w podróży, raz tego czasu masz aż nadto, a innym razem za mało. Kocham Was wszystkich całym sercem, dlatego tym bardziej mi głupio. Poniżej mały misz masz tego co dzieje się w mojej duszy. Prawda aż bije w oczy 🙂

 

Żyjąc w vanie już ponad dwa miesiące…

… mogę powiedzieć, że są rzeczy, których się nauczyłam od totalnej podstawy. Czasami czuję się jak małe dziecko we mgle, które nagle dostaje latarkę do ręki, jakby widziała coś i czuła po raz pierwszy w życiu. Tak też jest i w mojej podróży. Wydawało mi się, że znam siebie już na tyle, że nie jestem w stanie siebie niczym szczególnym zaskoczyć. No i tym razem upewniłam się, że byłam w błędzie. Każdy dzień, każdy poranek, każda rozmowa i kłótnia pokazuje mi jak w długiej podróży jestem. W podróży, która nie ma początku ani końca.

Zupełnie zmieniłam swoje poranki i podejście do nich. Dałam sobie większą swobodę. Nie zmuszam się do niczego co nie przynosi uśmiechu na twarzy i ukojenia w sercu. Zdałam sobie sprawę, że to nie ma sensu. Cokolwiek robię wbrew sobie na siłę, coś co jest przeciwko mojemu wewnętrznemu ja, nie powoduje niczego innego oprócz mojego smutku i rozczarowania. Ostatnie czego mi i Tobie potrzeba to złych emocji. Każda bowiem powoduje ranienie samego siebie.

Im prędzej pozbędę się złych emocji w stosunku do kogoś lub czegoś tym lepiej nie dla kogoś, a dla mnie samej.

Poranki w podróży, jak możecie się domyślać są bardzo różne i to w nich jest najpiękniejsze. To, że nie wiem jaki tym razem będzie wschód, czy usłyszę szum morza, a może latające wokół ptaki. A może obudzi mnie śmieciara przejeżdżająca o świcie lub krzyk młodych wracających z imprezy. Jak tylko otwieram oczy nie wiem co będzie za oknem, co stanie się za chwilę. Czy wstanę i pójdę pomedytować, czy tym razem zacznę jogą, a może od razu będziemy przygotowywać śniadanie lub pójdziemy na spacer. Rutyna mi nie służy. To pewne. Każdy jest inny, ale ja wiem, że ona zabija moją kreatywność i radość.

Czytaj także: „Jak radzić sobie ze złymi emocjami? cz.3?

Kiedy do mojego życia wkrada się rutyna to od razu przenika ciśnienie

Już teraz to odkryłam i jestem tego świadoma. Jednak, kiedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, z tego, że na coś nakładam wielką presję uważałam, że postępuję najsłuszniej jak to możliwe. Jak widać cały czas jestem w podróży, jak każdy z nas. Uczymy się sytuacjami, błędami, uśmiechami, rozmowami, wycieczkami. Kiedyś może i rutyna na mnie działa, dziś niekoniecznie i lepiej odnajduję się w spontaniczności oraz działaniu tak po prostu.

To, co pasuje do mnie dziś, niekoniecznie pasowało wczoraj i na odwrót. Każdy z nas się zmienia, jesteśmy w ciągłym rozwoju, więc nie oczekujmy od siebie normalności i stałości w różnych dziedzinach naszego życia, bo to niemożliwe. Nie karćmy siebie za nic, a tulmy z miłością w każdej swojej zmianie. Zaakceptujmy wszelkie swoje zaprzeszłości, aby być świadomie w teraźniejszości. Wybaczajmy sobie od razu zanim ktoś inny to zrobi. Wszystko zaczyna się w nas samych i tak pozostanie już zawsze. To, co mogę zrobić dla siebie najlepszego to wsłuchać się w siebie i zrobić coś co powoduje uśmiech na mojej twarzy. Zdecydowanie zawsze zacząć od siebie i od znajdywania rozwiązania w sobie. ZAUFAĆ SOBIE, że mimo nieustannych zmian zmierzam w dobrym kierunku. Gdyby nie zmiana sprzed 10 lat nie byłabym tutaj, gdyby nie rozmowa sprzed miesiąca nie siedziałabym w tym miejscu, gdyby nie wczorajsze śniadanie to nie miałabym tych myśli, które obecnie przepływają przez moją głowę, itd.

Czytaj także: „Pozorna wolność”

Wszystko jest ze wszystkim połączone, wszystko podlega nieustannej zmianie. Co jest stałe? Miłość. Ona zawsze trwała i zawsze we mnie… <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *