Moja recepta na szczęście


Felietony UMYSŁ, Umysł / niedziela, Kwiecień 29th, 2018

Ostatnio na blogu trochę więcej umysłu, a mniej duszy. Dziś ponownie czeka na Was pewien mój osobisty wynalazek „psychologiczny”, który pozwolił mi zrobić kolejny krok na przód w stronę szczęśliwego życia.

Kiedy ostatnio zadałam sobie pytanie: „Jak mogę docenić życie?” Przyszła mi do głowy jedna myśl: Po prostu ŻYĆ… Modlić się, dziękować, być wdzięcznym, być dobrym… to wszystko prawda, ale czy mogę bardziej docenić życie niż korzystając z niego pełną parą? Chyba nie, a więc jak to zrobić?

Jak się by mogło wydawać do szczęśliwego życia w XXI w. wcale nie ma prostej drogi – przynajmniej dla niektórych z nas. Spróbujmy znaleźć pewien „złoty środek” pozwalający nam czerpać z życia jak najwięcej bez względu na to jak wygląda Twoja czy moja codzienność. Chodzi o pewne „zagrywki” psychologiczne, dzięki którym naprawdę możemy skupić się na byciu szczęśliwym. Szukać wyjścia dającego uśmiech, a nie powodującego smutek.

Jako kochane człowieczki mamy tendecję do szukania problemów tam gdzie ich nie ma. Żyć więc w radości, z wdzięcznością dla życia jest coraz większą sztuką.

 

Jak docenić życie?

Po prostu żyć w zgodzie z sobą i swoją naturą. Tym samym ponownie zbliżamy się do punktu wyjścia, czyli do tego o czym zawsze piszę, ponieważ głęboko w to wierzę. Wierzę, że każdy z nas bez wyjątku JEST WYJĄTKOWY. Każdy ma indywidualny i jedyny w swoim rodzaju talent powiązany z pewną misją do wykonania na ziemi. Nie ma niczego bez sensu, nie ma przypadków, wszystko jest po coś. Bierzemy udział w ogromnej machinie życia, która jest pełna niespodzianek. Pełna niezwykłości.

Nauczyć się brać z tej machiny to moje i TWOJE zadanie! 🙂 Do tego właśnie służy nam nasz umysł. On podsyła i definiuje to co warto, a czego nie, co przynosi szczęście, a co nie… dlatego według mnie zasługuje on na naszą szczególną uwagę. Dlatego tak bardzo lubię pracę z umysłem. Każda technika pomaga nam bardziej i lepiej doceniać życie.

 

SELEKCJA INFORMACJI

Świat, podsyłając nam dużo informacji – bardziej i mniej potrzebnych – potęguje w nas potrzebę selekcjowania tego co do nas przychodzi. Jeśli tego nie robimy, w naszej głowie znajduje się coraz więcej zbędnych myśli. Już sami nie wiemy co jest dla nas dobre, a co złe, co jest moją pasją, a co nie, dlaczego jestem zła/y, co sprawia mi największą radość, itd. Selekcja tego co do nas przychodzi jest ogromnym atutem. Wybieram to w co wierzę, to co mi się podoba, analizuję, przyjmuję lub nie. Nie chcę brać wszystkiego do siebie i wszystko pamiętać. Nie mam na to miejsca w mojej głowie, nie mam na to czasu, a więc dokonuję ważnej dla mnie selekcji.

Czy naprawdę chcę zaczynać swój poranek od przeglądania telefonu lub oglądania TV? Może dla mnie będzie lepsza cisza? A może posłucham muzyki? Czy rzeczywiście chcę jeść zdrowe śniadania, czy bo tak mówi cały świat? Czy chcę się spotkać ze znajomymi czy wolę zostać w domu? Wiele innych prostych decyzji buduje to czy każdego dnia jestem szczęśliwa czy też nie. Czy czuję radość i w nią wierzę czy nie.

Jak mam docenić życie? Robić wszystko co w mojej mocy, aby je ukochać każdego dnia. Nie da się jednak tego robić, kiedy jestem smutna i pozbawiona energii. Więc dałam sobie za cel bycie po prostu szczęśliwą na pełen etat. Nie wybiórczo, nie tylko w weekendy, nie kiedy mam ochotę. A być szczęśliwą już zawsze, żeby to życie ukochać.

W każdej mojej czynności: od picia porannej kawy i myciu zębów, po pracę, spotkania z przyjaciółmi, czy kłótni z najbliższymi. Szczęście to zawsze mój wybór. Życie to ocean… raz na górze, raz na dole, ale zawsze mogę być szczęśliwa. Zawsze mogę podjąć decyzję i kierunek, w który chcę zrobić kolejny krok.

Osobiście selekcja informacji jest dla mnie bardzo pomocna. Intuicyjnie ograniczam zbędne dla mnie komunikaty, dzięki czemu mam spokojniejszy umysł i duszę, co w rezultacie pozwala mi być bardziej szczęśliwą. Może dla kogoś to być dziwne… ale przestałam oglądać TV, czy słuchać radia i czytać gazety. Nie czuję się przez to wycofana, czy głupia, a wręcz odwrotnie. Więcej czasu spędzam z ludźmi, więcej rozmawiam, piszę i uśmiecham się. Taką drogę wybrałam dla siebie i czuje się z tym ok. Ty nie musisz tak samo, jeśli tego nie czujesz. Wierzę, że każdy z nas robi to na co ma ochotę w danej chwili i sam organizuje sobie życie. Nikogo nie karcę, nie obrażam i nie oceniam. Piszę to co ja robię, aby być może kogoś zainspirować 🙂

 

ZACHOWANIE RÓWNOWAGI

Oprócz selekcji, równie ważna jest dla mnie RÓWNOWAGA. Aby odczuwać większą radość z tego co oferuje mi życie, we wszystkim co robię staram się zachować balans. Trochę psychologii, trochę nauki języka, trochę ćwiczeń, trochę znajomych, trochę zdrowego jedzonka, trochę niezdrowego jedzonka, trochę lenistwa, trochę muzyki, trochę ciszy, trochę modlitwy i trochę imprezy. Właśnie wtedy jestem bardziej efektywna, bardziej mogę ukochać życie i bardziej cieszę się z każdej chwili spędzonej na ziemi. Ja się cieszę, a więc i Bóg się cieszy. Czego chcieć więcej? Nie smutam, więc On też nie smuta 🙂

Co mi pomaga w zachowaniu równowagi? Na pewno miłość mojej drugiej połówki, która jest największym darem każdego człowieka. Uszanowania miłość to zawsze pełen balans. Druga rzecz to na pewno modlitwa, trzecia to zdrowy rozsądek i na koniec ufność we własne siły.

Miłość, modlitwa, mój umysł i wiara w siebie.

Te cztery rzeczy pozwalają mi trzeźwo myśleć i czerpać z życia tyle ile mogę na daną chwilę najwięcej.

 

CZUJĘ CIŚNIENIE? Mówię STOP!

Czy tylko mi zdarzyło się mieć na coś ciśnienie i nie chcieć odpuścić? Od prostych i prozaicznych spraw życia codziennego, po mniej lub bardziej istotne decyzje, momentami nie chcę odpuścić. Jeśli już na coś się uprę to ciężko mi z tego zrezygnować. Co w rezultacie nie przynosiło pożądanych skutków. Bardzo często ta „energia spiny” nie pozwalała mi cieszyć się z zaplanowanej przeze mnie czynności na 100%, dlatego od całkiem niedawna postanowiłam częściej odpuszczać i nie przywiązywać się do żadnych planów, a tym bardziej rzeczy. Zgadnijcie co? Jestem bardziej szczęśliwa! 🙂 Wiadomo, że na początku proste to nie jest, ale wszystko z czasem, powolutku i bez ciśnienia, a wejdzie w nawyk.

Cokolwiek to jest, po umówiony posiłek czy poranną rutynę… puszczam to i niech się dzieje. Od zaplanowanej podróży po spędzenie wieczoru, puszczam to… od modlitwy po wakacyjne plany, puszczam to. Puszczam wszystko i nie przywiązuję się do niczego. Wtedy odczuwam większą wolność i satysfakcję z każdej kolejnej chwili. Im większe ciśnienie, tym więcej mniej lub bardziej świadomych nerwów, tym mniej radości. Masz na coś duże ciśnienie? Wyjątkowo Ci na czymś zależy? Puść to. Nawet jeśli się nie zdarzy, to zdarzy się coś innego, zapewne bardziej dla Ciebie odpowiedniego 🙂 Zaufaj życiu i puść to. Nie przywiązuj się do żadnych planów. Energia „spiny”, która towarzyszy nam podczas nadmiernego ciśnienia wokół jakiejś czynności, zawsze odbiera zdrowy rozsądek i możliwość dokonywania świadomych wyborów prowadzących do szczęścia 🙂 Dlatego nie ma co się spinać, a lepiej wyluzować.

 

Podsumowując, to co pozwoliło mi czerpać większą radość z mojej codzienności, z każdej chwili, z każdego spotkania i każdej rozmowy to:

Selekcja informacji
Zachowanie równowagi
Wyluzowanie

Może i Tobie pomoże , któryś z tych punktów. Nie będziesz wiedział póki nie spróbujesz 🙂

Buziaki, Margaritka

recepta na szczęście

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *