Po co realizować marzenia?


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Czerwiec 10th, 2018

Każdego roku większość z nas buduje listę życzeń, która ma przybliżyć nas do radości. Pragniemy zrealizować swoje marzenia, otworzyć się na świat i pozostać w tym stanie najdłużej jak to możliwe. Chcemy realizować siebie, zdobywać kolejne certyfikaty, otworzyć firmę, założyć rodzinę, rozpocząć podróż życia, czy zacząć pisać bloga. To są nasze marzenia. Ale co one tak naprawdę oznaczają? Czym są dla nas nasze marzenia? Czy dotyczą naszej codzienności? Czy są tylko dalekosiężnymi planami na następne kilka lat?

Czy powinniśmy wierzyć w nasze marzenia?

Ostatnio często słyszę: „Zejdź na ziemię. Życie to nie bajka”. Wtedy zadaję sobie pytanie: „Ale po co?” Czy życie nie służy nam do życia? Czy dar jaki posiadamy: narodziny, oddychanie, chodzenie, oglądanie, czucie nie służy do realizacji siebie i swoich celów? Czy to wszystko co otrzymaliśmy jako bezcenny podarunek nie powinno zostać wykorzystane do górnolotnych celów? Dlaczego tak bardzo pragniemy twardo stąpać po ziemi, kiedy tymczasem tracimy z oczu to co najpiękniejsze: ludzi, miejsca, uczucia…

Dla mnie życie to podarunek, którego nie chcę zmarnować. Pragnę przeznaczyć swój czas na realizację marzeń i na to co choć troszkę może przybliżyć mnie do spełnienia siebie, a nie do uganiania się za „prawdziwym życiem”.

Ja WYBIERAM właśnie taką drogę życia 😉 Wybieram siebie wśród natury, wody i drzew. Wybieram siebie leżącą na plaży lub bujającą się na hamaku z książką w ręce. Wybieram stworzenie rodziny z moją jedyną miłością i bieganie z nimi po piasku. Budowanie zamków, poranną jogę z pięknym widokiem oraz świeże owoce na śniadanie. Świadomie rezygnuję ze stresu, złej energii i pośpiechu. Wybieram cudownych ludzi i miejsca. Wybieram uśmiech, krótkie shorty i okulary przeciwsłoneczne 😉

Czytaj także: „DZIAŁAJ!”

Marzenie w Mediolanie

Po miesiącu nieobecności w Mediolanie, w którym mieszkałam niecałe dwa lata, miałam ostatnio okazję pobyć tam 2 dni. Przejazdem z jednego miejsca do drugiego znalazłam się ponownie w mojej oazie. Nieraz spotkałam się z opinią Milano jako brzydkiego miasta w porównaniu do innych większych włoskich miejscowości. Jednak dla mnie to coś więcej niż miasto. Tam jest część mojej duszy, tam wydarzyło się więcej niż w jakimkolwiek innym miejscu na ziemi 🙂

Swój pierwszy dzień w Mediolanie pamiętam jakby to było wczoraj. Byłam załamana. Mimo wewnętrznej radości z przeprowadzki do słonecznej Itali, było we mnie wiele obaw. Spodziewałam się lepszych warunków miekszkalnych, większego poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Coś było nie tak… zajęło mi około 2/3 miesięcy, aby przywyknąć do tego miejsca i poczuć się bardziej jak w domu.

Teraz kiedy odwiedziłam Mediolan czułam ogromne wzruszenie. Z ręką na sercu przyznaję, że kiedy po miesiącu nieobecności wysiadłam na dworcu centralnym nie mogłam opanować łez. Moje serce należy do Itali. Dlaczego o tym piszę i co to ma wspólnego z realizacją marzeń? To co czułam nie było przypadkowe. Na tym właśnie polegają marzenia, to właśnie czuje się podczas ich realizacji. To, czego doświadczyłam w Mediolanie uświadomiło mi jak zachowuje się i doświadcza człowiek spełniony. Przede wszystkim takie emocje jak złość, zazdrość czy złośliwość ograniczona jest do minimum. Towarzyszył mi spokój i pełne poczucie bezpieczeństwa. Mimo wielu pytań bez odpowiedzi, mimo wielu wątpliwości, mimo przyszłości bez wyjaśnień, czułam spokój. Wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.

Moja dusza była szczęśliwa jak nigdy. Ludzie, których spotykałam byli uśmiechnięci i pomocni. Od każdego czułam pozytywną energię. Całe miasto wypełnione było energią wolności i kreacji.

Twórczość emanowała z każdego… moda, architektura i sztuka dawały o sobie znaki w najgłębszych zakamarkach i najbrzydszych kawiarniach.

Kawa przy barze z plastikowymi krzesłami, drewniany wystrój i obrusy od parady tworzyły ten włoski klimat. Uśmiechy na każdym kroku, „Buona giornata” (miłego dnia) mówione szczerze od wszystkich napotykanych ludzi, wpływało zawsze głęboko do mojego serca. Czułam radość i wolność płynącą od tych ludzi 🙂 Tego właśnie mi brakowało.

Realizacja marzeń nie gwarantuje drogi bez upadków, ale poczucie wewnętrznego spełnienia każdego dnia.

Daje coś czego nie można otrzymać w żaden inny sposób, mieszkając w najlepszym apartamencie w Warszawie (chyba, że jest to TWOJE PRAWDZIWE marzenie 😉 ) … daje ZAWSZE kochające serce. Nie to gdzie i czym wypełniasz swoją codzienność jest ważne, ale jakie towarzyszą przy tym emocje. Jeśli wyraźnie czujesz się szczęśliwy w swojej pracy: jesteś dobry, pomocny i uśmiechnięty to świetnie dla Ciebie. Jeśli jesteś drażliwy, niespokojny i postresowany to może czas na zmianę? Dla własnego dobra i dobra Twoich najbliższych? Jeśli zaczynam spełniać siebie i realizować swoje najgłębsze pragnienia to wszystko inne stopniowo i powoli układa się po mojej stronie. Ja nie idę w przeciwnym kierunku do życia, a wręcz odwrotnie. W KOŃCU JESTEM PO ODPOWIEDNIEJ STRONIE RZEKI 🙂

Czytaj także: „Podróże, van camper, bella Italia, czyli WOLNOŚĆ”

Trafiam w odpowiednia miejsca, poznaję odpowiednich ludzi, nie spóźniam się na autobus, znajduję pracę i mnóstwo dobroci… tak jak ja w Mediolanie. To są dla mnie znaki mówiące „IDZIESZ W ODPOWIEDNIM KIERUNKU, BO REALIZUJESZ SIEBIE” 🙂 Wiadomo, że czasami jest pod górkę, ale tylko czasami… nawet wtedy towarzyszy energia, która pozwala to wszystko przezwyciężyć 🙂

Nie ma co się zastanawiać, tylko DZIAŁAĆ… czas miniony już nie wróci, a życie dzieje się TERAZ. Nie za rok, nie kiedy dostaniesz awans, czy skończysz studia… JAKI KROK MOŻESZ PODJĄĆ JUŻ TERAZ? CO PRZYBLIŻY CIĘ DO TWOJEGO MARZENIA? CO NIM JEST? CO SKRYWA SIĘ W TWOIM SERCU?

Buziaczki, Margaritka

REALIZACJA MARZEN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *