Stałam się blondynką!


Ciało, Dusza, Felietony CIAŁO, Felietony DUSZA / niedziela, Luty 3rd, 2019

Kto by pomyślał, że wizyta u fryzjera może wywołać tyle stresu 🙂 Jednocześnie byłam podekscytowana i zdenerwowana. Tak po prostu, z dnia na dzień mam zmienić kolor włosów? TAK! Odliczałam godziny do, z pozoru błahej, zmiany w moim wyglądzie. Chcę to zrobić dla siebie i wiem, że właśnie tego obecnie potrzebuję. Potrzebuję zmiany, która już dawno powinna mieć miejsce. Robię to dla siebie. Odświeżając swój wizerunek zewnętrzny to tak jakbym nabierała odwagi wewnątrz siebie. Podejrzewam, że gdyby przeczytał to ktoś płci męskiej zawyłby w niebogłosy. Skoro włosy zmieniają Twoją osobowość, to chyba coś jest nie tak? Nie zupełnie chłopczyku. Już Ci wszystko wyjaśniam.

Przede wszystkim to co obecnie dzieje się z kobietami to jest jakiś kosmos i wielkie nieporozumienie. Teraz będę stronnicza. Nie jestem facetem, więc za Was Panowie nie będę się wyrażać. Jednak kobiety – to jest coś w czym mogę się swobodnie wypowiedzieć, bo przecież mówię o sobie. Do rzeczy. Kobiety, kobietki, przepiękne i przerażające jednocześnie. Często mówi się, że nikt nas nie rozumie, bo my same siebie nie rozumiemy. Coś w tym jest, ALE… nie powinno to nam w żaden sposób uwłaczać. No bo kto teraz siebie tak naprawdę rozumie? W ogóle kiedykolwiek? No przecież, człowiek z natury jest istotą NIE DO POJĘCIA, więc nie oczekujemy cudów… heloł. Trochę zrozumienia dla niezrozumienia.

Jestem kobietą, ale co tak naprawdę mnie definiuje? Oprócz tego, że mam pochwę, że mam zgrabny tyłek i piersi, co świadczy o tym, że jestem kobietą? Długie włosy, hormony, menopauza, ciąża, szeroki uśmiech, zmienność (o zgrozo) i chęć bycia atrakcyjną, zauważoną, kochaną. Chcesz mnie przytulać? Super. Lubię się przytulać. Chcesz mnie zmieniać? Spadaj. Chcesz mnie kobietę, czy maskotkę, którą będziesz przebierał do woli? Mocne… no cóż, życie jest mocne. No tak, ale o co chodzi z tym co się obecnie z nami dzieje? Zatracamy siebie i to nie z winy mężczyzn (nie zwalajmy winę na nich), ale na własne życzenie. Nie mówimy im o swoich obawach, bo boimy się ich reakcji, ale kim oni są? Bogami? No bez przesady. Potrafią sprawić przyjemność fizyczną i psychiczną, ale nie idealizujemy ich. Są facetami, którzy w dużej mierze myślą o seksie, dążą do zaspokajania swoich potrzeb fizycznych i psychicznych – tak jak i my. No i w rezultacie rozpoczyna się batalia, bo każdy chce się czuć po prostu dobrze.

Boże… jestem blondynką! Przefarbowałam włosy. O shit…

Chcąc, nie chcąc jedni o drugich walczą i zabiegają. Ja chcę być zgrabna, podnieść swój tyłeczek (im więcej squatów tym lepiej), ukształtować swoją sylwetkę i OSOBOWOŚĆ tak, aby się podobać. Czy Ty siebie słyszysz? Czy ty kochana zauważyłaś co napisałaś? UKSZTAŁTOWAĆ?!?!! A co ja z gliny jestem? Ja pier___ Przecież jestem świetną kobietą, która nie potrzebuje zmian. Kochasz mnie lub nie. Odpowiedź jest prosta… ileż można iść na kompromisy. Serdecznie zapraszam wszystkich Panów i Panie, którzy mają ochotę pozmieniać ludzi wokół siebie, na kurs garncarstwa. Tam stworzą Państwo idealne naczynie, któremu będziecie mogli się przyglądać do końca życia.

To jest uporczywe i wciąż niezauważane przez wszystkich (no dobra może nie wszystkich…. Okey. Może tylko przez część… a może przeze mnie???) dążenie do AKCEPTACJI. Można wierzyć w bezwarunkową akceptację ze strony najbliższych? Może po prostu jestem za dużą wojowniczką o niezależność. Mam ogromną potrzebę bycia sobą. Po prostu SOBĄ i nie chcę się zmieniać na żadne zawołanie. Uważam, że jestem naprawdę spoko – ze swoimi wadami i zaletami. Choć czaję, że możesz tego nie czaić i mnie takiej nie lubić. No trudno.

 

MOJE WADY

UUU… Panowie i Panie to jest dopiero niezła jazda. Boże, jak ja uwielbiam pisać tak swobodnie jak to teraz robię. Wielokrotnie zastanawiałam się jakby to było, gdybym pisała do jakiegoś czasopisma lub na stronę www (btw. MOJE MARZENIE<3). To by było ciekawe doświadczenie – pisząc pod dyktando. W pisaniu na blogu jest coś niesamowitego – wolność. Przynajmniej zawsze o nią zabiegam, choć nie ukrywam, że niejednokrotnie walczę z lękiem przed oceną i troszkę cenzuruję swoje przemyślenia, aby nie odstraszyć czytelników. Ale nieźle odbiegam od wymienienia swoich wad, co nie?

Jaa Cię… JESTEM BLONDYNKĄ. Cudowne to uczucie.

No dobra… a więc wady. Przede wszystkim lubię jak się o mnie zabiega, lubię jak się na mnie patrzy, lubię być w centrum… a więc próżność? Chyba tak to się właśnie nazywa. A więc jestem próżna. Lubię być chwalona, słuchać jaka jestem w czymś zajebista. Lubię mieć racje, choć w sumie nie lubię o nią walczyć. Nie lubię „walczyć”. To chyba jednak nie wada. Lubię być o krok przed wszystkimi – jakbym chciała wyprzedzać „ludzkość”, być lepsza od innych… nie do końca to rozumiem. Boję się oceny innych – czasami do przesady. Liczę się ze zdaniem innych i to co o mnie myślą do tego stopnia, że boję się mówić o swoich odczuciach wprost. Zawsze chcę być uważana za dobrą, fajną, miłą i uśmiechniętą. Jak się kłócę to trudno mi odpuścić, nawet jeśli nie mam racji to jestem niecierpliwa bardzo! i chcę rozwiązać problem od razu. Nie umiem oszczędzać… do potęgi. Mam 27 lata i prawie żadnych oszczędności. Strach się przyznać, ale już tyle razy z tym „walczyłam”. Ech… Często, robiąc sobie dużą krzywdę, obwiniam siebie za błędy i zachowania innych. Poczucie winy niejednokrotnie potrafi mocno przygnieść i wtedy ciężko się podnieść. Ten kto mnie zna wie, że płynnie popadam ze skrajności w skrajność. Sama nie wiem jak to się dzieje, ale dzieje. Czasami wychodzą z tego niezłe jaja, a przy okazji szybkie wypalenie. Ale musze się pochwalić, że już dłuższego czasu to zauważyłam i jakoś sobie z tym radzę! Hurraa.. punkt dla mnie. Kolejno, problemy z emocjami oraz lękiem… takie tam, nie wchodząc w szczegóły, bo jeszcze nie potrafię, ale mam plan kiedyś i o tym popisać. Ulegam wpływom innych osób.. niestety. Muszę uważać, aby zawsze wszystko przepuszczać przez swój margaritkowy filtr, bo nagle postanowię jechać na drugi koniec świata i pomagać dzieciom w Afryce – po obejrzeniu jakiegoś dokumentu. Z niewiadomych dla mnie przyczyn mam niskie poczucie własnej wartości… do tej pory to zjawisko w sobie mnie bardzo ciekawi, bo przecież brzydka nie jestem, głupia też nie… no cóż, czas pokaże o co tu chodzi.

 

MOJE ZALETY

Zapewne wad jest więcej i więcej, ale zostawię je na kiedy indziej. Nie chcę sobie za dużo dokopywać za jednym razem. Czas na super ekstra część czyli moje zalety. Tak właśnie teraz czuję się super, no bo stałam się BLONDYNKĄ! Patrząc na siebie w lustrze przez ostatnie 27 lat widziałam ciemną istotkę o ciemnej karnacji i nagle taka zmiana. Czuję się z nią świetnie i świeżo. Polecam każdej, która potrzebuje zmiany w swoim życiu i nie wie od czego zacząć.

Kocham siebie za moje ambicje, ale te nie za duże. Jak już coś postanowię to dubię i dubię, aż wydłubię coś super i będę z siebie dumna. Nie poddaję się łatwo. Jestem odważna. Nie boję się świata. Jestem bardzo pomocna i z chęcią oddaję swój czas innym. Potrafię poświęcić się dla drugiego z dużym uśmiechem na ustach. Umiem przepraszać i przyznawać się do błędu, co jest super oczyszczające i rozluźniające. Doskonały ze mnie mediator, ponieważ z dużą łatwością przychodzi mi rozumienie potrzeb innych (gorzej z samą sobą). Ale to za co cenię siebie szczególnie to wysoka empatia. Naprawdę ciężko jest mi się na kogoś gniewać, bo KAŻDEGO ROZUMIEM… trochę mechanizm obronny (więc może jednak wada?), ale przynajmniej pomaga mi i otoczeniu. Można mi zaufać, bo strasznie nie lubię plotkować. Nigdy nie lubiłam. To co mi powiesz, zabiorę ze sobą do grobu. Postrzegam siebie jako osobę do tańca i do różańca. Generalnie, nie ma nudy. Nawet jeśli idę w pielgrzymce i modlę się przez 2 tygodnie, to również lubię iść na grubą imprezę i puścić hamulce… no dobra będę z Wami szczera. Nie pamiętam, kiedy ostatnio to zrobiłam, ale mam ogromną potrzebę, aby to zrobić – właśnie teraz, już. Wesoła, pełna energii, szukająca prawdy – bo nie lubię żyć w fałszu. Choć to niełatwa droga.

Wydaje mi się, że fajnie wypisać swoje wady i zalety. Patrzeć na siebie z boku i pracować na swoich emocjach. Boże, jestem blondynką. Szczęśliwa z realizacji swojego głębokiego pragnienia. Za często i za długo odkładam moje chęci na bok. ZDECYDOWANIE NIE POLECAM takiego scenariusza. Może kiedyś podzielę się z Wami tym z czym się zmagam, ale obecnie mogę powiedzieć… życie jest naprawdę stanowczo za krótkie na KONTROLĘ I OGRANICZANIE. Chcę zaszaleć, a Ty?

Ciepło pozdrawiam, po raz pierwszy jako blondynka 🙂 (na zdjęciu wyglądam inaczej niż na żywo. Lepiej na żywo! :P)

jestem blondynką

2 Replies to “Stałam się blondynką!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *