NOWOŚĆ Stawianie granic


Ciało, Dusza, Felietony DUSZA, Felietony UMYSŁ / środa, Kwiecień 17th, 2019

Stawianie własnych granic to jak stawianie zamku z piasku. Raz jest ogromna ściana, a raz niski mur. Wszystko zależy od tego kogo te granice dotyczą, do kogo są kierowane nasze słowa lub czyny oraz od powagi sytuacji.

Wyznaczanie własnych granic nie zawsze musi się wszystkimpodobać. Pisałam o czymś podobnym w ostatnim felietonie pt: „Bycie egoistą”. (Oczywiście wszystko o czym piszę ma na celu wyznaczanie ZDROWYCH GRANIC i budowanie ZDROWYCH FUNDAMENTÓW) Nie zawsze i nie od razu Rzym zbudowali, więc to stawianie idzie powoli. Czasami trzeba się cofnąć, przeprosić, popełniać błędy, zaryzykować, poprosić o przeprosiny czy szacunek. Stawianie własnych granic w różnych relacjach to stawianie wokół siebie bezbarwnej otoczki. Nie mam na myśli odgradzanie się od ludzi, którzy Ci SZKODZĄ – bo z takimi nie chcę mieć do czynienia w ogóle, ale umieć wypowiedzieć swoje zdanie, kiedy wszyscy inni myślą inaczej. To jest właśnie ten zdrowy mur, który pozwala mi lepiej funkcjonować.

Powtarzam sobie i Wam, że nie mam na myśli odgradzania się do ludzi, których tak bardzo kocham. Chodzi o budowanie zdrowych relacji. Chodzi o szanowanie własnych wartości. Nie popadanie w skrajności.

Pilnowanie swojej aury oraz energii, którą mamy jedyną i niepowtarzalną. Świat tak jest skonstruowany, że raczej każdy w jakimś stopniu jest egoistą i chce dla siebie jak najlepiej. Czasami dajemy za dużo, czasami staramy się za dużo, za dużo pragniemy, za dużo chodzimy i skaczemy… robimy za dużo, aby kogoś zadowolić, a potem dziwimy się, dlaczego jesteśmy zmęczeni. Jesteśmy zmęczeni, bo robimy za dużo. Czasami organizm mówi stop, czasami organizm mówi zwolnij, spójrz za siebie, rozejrzyj się… robisz za dużo. Stawianie granic to sprawdzanie czy to jest dla mnie ok. Stawianie granic to medytacja i wgląd w siebie. To konsultacja z przyjaciółką i rozmowa z rodzicem. To moja rozmowa z terapeutą. To patrzenie na siebie z uważnością. Na początku to trochę zachodu – szczególnie jeśli ktoś z natury nie umie mówić nie. Jednak z czasem zdrowa mowa wchodzi w krew. Czasami mówienie nie kojarzy się ze strachem… „przecież nie mogę odmówić, bo …”. Zawsze możemy odmówić, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że już czas najwyższy powiedzieć NIE. Tak daleko zabrnęliśmy w nasze TAK – na różnych płaszczyznach naszego życia – że nie widzimy nadmiernego przytakiwania i lęku.

Czytaj także: „Jezus.”

Wszystkie teksty, które piszę nie są nauką dla moich czytelników, a nauką dla mnie i wylaniem moich osobistych emocji. To mi pomaga układać myśli, które nieustannie krążą w mojej głowie. Nie dosyć, że kobieta to jeszcze wrażliwa artystka. Sami więc rozumiecie, że te treści muszą mieć swoje ujście.

Ten felieton również ma na celu układanie moich myśli, a nie pouczanie kogokolwiek. Nawet jeśli to tak brzmi. Serio. Ja chcę układać siebie, a nie naprawiać Was.

Ja się uczę stawiać granice. Ja się uczę żyć w balansie, żyć zdrowo i ta nauka będzie trwała do końca życia. Naiwny ten, kto myśli inaczej. Uczymy się całe życie, a życia nie można kontrolować i zaplanować. Życie krąży tak jak mu się podoba i jak mu najwygodniej, aby cały wszechświat był w możliwym balansie. Jesteśmy jednostką, która ma wpływ na otaczający ją świat, ale NIE MOŻNA WSZYSTKIEGO I WSZYSTKICH KONTROLOWAĆ. Mogę stawiać własne granice, ale nie mogę być pewna i z góry zakładać, że te granice są trwałe i na zawsze. Nic nie jest trwałe, bo świat  to energia, która nieustannie krąży, absurdalne więc byłoby myślenie, że granice wyjątkowo są stałe. Nie są. Dlatego napisałam na początku, że ten proces jest jak budowanie zamku z piasku, a wszystko zależy od tego jak zawieje wiatr. Bezsensu jest więc nadmiernie się pocić. I to jest właśnie puenta: aby się za bardzo nie spocić podczas swojego życia na ziemi. 

 

m.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *