Twoja słabość może być Twoją zaletą


Felietony UMYSŁ, Umysł / poniedziałek, Kwiecień 9th, 2018

Zacznę krótką historyjką, która posłuży nam jako wprowadzenie do powyższego tematu. Bez względu na to w co wierzysz przeczytaj proszę 🙂

W pewnym jezuickim zgromadzeniu jeden z braci był niepełnosprawny. Nie poruszał swoim ciałem, a jedynie głową. Mimo swoich fizycznych ograniczeń wszystkie swoje obowiązki wypełniał z dużą sumiennością. Oprócz wychodzenia naprzeciw stawianym jemu zadaniom, pałał do ludzi ogromem miłości. Nie zdziwił mnie fakt, że prawie każdego dnia towarzyszył mu uśmiech od ucha do ucha, którym zarażał dosłownie każdego. Dużo osób patrzyło na niego z politowaniem i współczuło mu jego kalectwa, jednak nie on. On „przepracował” już w sobie swój stan zdrowia i zaakceptował życie, takim jakim jest. Ba! On je ukochał 🙂

Tak jak wspomniałam, od niego biła prawdziwa miłość. Wszyscy go za to podziwiali i chcieli być tacy jak On. Pragnęli mieć w sobie tyle czułości i miłosierdzia dla drugiego człowieka, ile on miał dla nich. Był dla nich nauczycielem, mentorem i przewodnikiem. Każdego dnia stawał się w ich oczach idolem i wzorem do naśladowania. Pewnego dnia jeden ze współbraci powiedział do niego:

– Bracie, tak bardzo Ci współczuję Twojego kalectwa. Przyjmij moje współczucie… jestem z Tobą Bracie.

Na co on odpowiedział:

– Nie masz po co mnie żałować. Jestem tu potrzebny, taki jaki jestem.

Jestem tu potrzebny taki jaki jestem… to zdanie utkwiło mi najbardziej w pamięci. Ta historia uświadomiła mi jedno. Jego ogromna, jakby się miało wydawać słabość stała się dla innych ogromnym szczęściem i błogosławieństwem. Dzięki jego chorobie uświadomili sobie swoje braki w miłości. Mogli NAUCZYĆ SIĘ od „mistrza” jak naprawdę okazywać miłość. Gdyby NIE JEGO OSOBA duża część z jego współbraci nie byłaby w stanie nigdy osiągnąć tylu łask oraz odnaleźć w sobie całej gamy zalet.

Ile osób dzięki niemu zostało „uzdrowionych”? Niezliczona ilość.

Jego stan był na tyle błogosławieństwem, na ile on na to pozwolił. Jego postawa jednoznacznie mówiła o nim samym, jak o drogowskazie dla innych postawionych na jego drodze. Gdyby zamknął się w sobie, gdyby pozwolił sobie na smutek, jego choroba nic by nie wniosła. Jednak on dostrzegł w swoim życiu tę prawdę: Moja słabość może być światłem dla innych, dlaczego mam więc im to odbierać?

 

Czas na Ciebie

Jak często w życiu czujemy się przygnieceni tym co się u nas dzieje. Proste czynności wydają się trudniejsze, uśmiech niemożliwy do wykrzesania. Wiem, że to trudne i nie chce byście poczuli, że bagatelizuje jakiekolwiek życiowe problemy, które Was dotykają. Pamiętajmy, że zawsze możemy wykorzystać sytuację, w której się znajdujemy, do polepszenia życia sobie oraz swojego otoczenia – tak jak zrobił to nasz bohater.

Nic nam po tym, że zamkniemy się w czterech kątach i będziemy ubolewać nad swoim losem. Nie ja jedna i nie Ty jedyny masz problemy. Cały świat ma problemy. Każda historia ma podwójne dno i jakiś cel. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a już na pewno nie bez przyczyny znalazłam się w trudnej dla mnie sytuacji.

Kiedy zbliża się jakiś „osobisty kataklizm” lub jeśli już w nim wylądowałam, pytam siebie:

No i co dalej? Co ja mam tu do odkrycia?

Mimo osobistych porażek, skierować wzrok na drugiego człowieka, a nie na siebie. Być może obecna nasza sytuacja, nasza postawa i osobowość, pomogą komuś wyjść z jego dołka. To niesamowity eliksir, aby odbić się od dna. Zawsze można spojrzeć na swój problem z zupełnie innej perspektywy – zmienić percepcję postrzegania – i już wtedy nic nie wydaje się takie straszne. Bo jeśli nadmiernie skupiamy się na sobie i na trudnej sytuacji życiowej, prędzej, czy później zatracamy ostrość widzenia. Dobrym zatem sposobem jest spojrzeć na to w następujący sposób:

Znalazłam się w beznadziejnej sytuacji i grunt sypie mi się pod nogami. Jednak nie ja jestem teraz ważna, a drugi człowiek. Co z tej sytuacji mogę dla niego wyciągnąć?

Na początku brzmi to trochę irracjonalnie, ale wcale takie nie jest. Umysł podpowiada wymówki, ale każdorazowo próbuję na to patrzeć właśnie w ten sposób. Nie ważne, czy to moja słabość jako cecha charakteru, czy jakaś ogólna sytuacja w życiu, w której się znalazłam. Nie ma to najmniejszego znaczenia. Najważniejsze jest to, abym zdawała sobie sprawę ze swojej słabości, ponieważ tylko w ten sposób zdołam ją wykorzystać, jako swoją moc.

 

Twoja energia

Inną jeszcze sprawą jest, „przeznaczenie” energii, którą mam w sobie podczas zmagań ze słabością. Przeznaczenie, czyli nie marnowanie posiadanej energii, a ukierunkowanie jej na jakiś konkretny cel. Tym razem przychodzi mi do głowy historia z pewnego obozu koncentracyjnego…

Ogrom okrucieństwa na oczach wszystkich się tam znajdujących, głód, cierpienie, choroby, ubóstwo. Kiedy złapano okupantów, a uwięzieni tam ludzie mogli wyjść na wolność, ktoś powiedział:

 „Niech owoc tego cierpienia będzie im przebaczeniem”

Jego cierpienie i jego słabość, jako beznadziejna sytuacja życiowa, w której się ta osoba znalazła, posłużyła jako błogosławieństwo i nie poszła na marne. Ta osoba, która zapewne miała ogromne serce, przepełnione miłością, wykorzystała swoją sytuację i zamieniła rolę. Jej słabość stała się jej mocą.

Ja nie mówię i wcale nie myślę, że to cierpienie było potrzebne, że słabości są potrzebne, bo nie mam pojęcia jak nasz świat funkcjonuje, jednak to w co wierzę, to niemarnowanie swoich słabości 🙂 

Podsumowując, jeśli już się w takiej czy innej sytuacji znajdujemy to zapytać siebie: Jakie tu jest błogosławieństwo dla drugiego człowieka? Nic bowiem nie dzieje się bez przyczyny i nie bez przyczyny znalazłeś się w danej sytuacji. Wykorzystaj to i pomóż drugiemu. Znajdź swoją wartość i ocknij się. Niech Twoja słabość stanie się Twoją mocną stroną i jedną z największych zalet.

Kocham Cię…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *