Wymarzona miłość? UCIEKAM!


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Czerwiec 3rd, 2018

Nasz umysł jest naprawdę niedościgniony. Nie ma innego takiego tworu na ziemi, który jest bardziej fascynujący, zakryty, nieoczywisty i tajemniczy. Sami siebie – za pomocą nieposkromionego umysłu – oddalamy od największych prawd naszego życia, aby żyło nam się łatwiej. Bojąc się zranienia, opuszczenia i cierpienia, chowamy to co głębokie bardzo daleko na dnie. Chowamy, aby czasem te prawdy nie wyszły na światło dzienne i nie zdemaskowały naszych prawdziwych uczuć. Uciekając, pod wpływem czasu i różnorakich emocji zapominamy od czego tak naprawdę zaczął się wyścig. Czego ja się boję? Co ja czuję? Kim ja jestem? Czy to mi się podoba? Czy ja kocham?

Uciekamy nieświadomie od tego co przyniosłoby nam prawdziwe szczęście z obawy. W rezultacie „wybierając” najgorsze z rozwiązań… jakie? Życie w nieprawdziwe.

Kochać tak mocno, że uciekać…?

Jeden z takich mechanizmów obronnych ma niejednokrotnie zastosowanie w miłości. Na tyle kogoś kochać, aby od niego uciekać? Przecież to chore i nielogiczne. Każdy człowiek potrzebuje miłości bez względu na to jaką jest osobowością, gdzie się wychował i jakiego jest wyznania. Zawsze wszyscy podążamy mniej lub bardziej świadomie śladami miłości. Na ślepo i bez żadnych wskazówek ucząc się na własnych błędach przybliżamy się do niej mniej lub bardziej udolnie. Więc tym bardziej nielogiczna wydaje się ucieczka od miłości. Żeby usilnie od niej uciekać z obawy przed zranieniem i cierpieniem?

Czytaj także: „Szczere relacje”

Jak to się robi?

Po ludzku i w dużym skrócie to wygląda tak… a przynajmniej tak było w moim wypadku. „Wkłada się” w odpowiednią część mózgu pewne „kody zachowań”, które programują nasz mózg. To ta część – nieświadoma, odpowiedzialna jest za spontaniczne reakcje i nawyki. Więc co robimy? Podświadomość uzupełniamy treściami oddalającymi nas od ukochanej osoby: niedobry, brzydki, to źle i tamto… budujemy w sobie pewne nawyki zachowań, które mają na celu nie dopuszczenie do siebie ogromu miłości od drugiego człowieka. No bo jak przyjmiemy ten ogromny dar i zostaniemy oszukani, nasze serce rozpadnie się na kawałki. Aby tego uniknąć sami sobie wgrywamy pewne historie na tyle, że w końcu zaczynamy być przekonani o naszej racji. Z dnia na dzień nabierają one na sile. W każdej sytuacji znajdujemy coś co potwierdza naszą tezę. Jak chcesz coś zobaczyć to zawsze to ujrzysz co nie? Jeśli jesteś pesymistą to nie zobaczysz ogromu dobrych rzeczy Cię otaczających. Zobaczysz to co chcesz zobaczyć i  tak samo jest w przypadku miłości.

Te ściemy powodują załamanie się obrazu. W rzeczywistości to jest nasza miłość, z którą nie potrafimy się zmierzyć.

Ukochana osoba jest tuż obok, a nam nieustannie coś nie odpowiada. Ale czy nie jest ok we mnie czy w nim? Zmierzyć się z miłością oznacza ujrzeć gołym okiem, bez żadnych ogródek swoje wszelkie słabości. Zobaczyć siebie gołego od wszelkich innych uczuć i emocji. Spojrzeć prawdzie prosto w oczy i powiedzieć: wybieram miłość mimo lęku. To jest odwaga, aby w początkowym etapie ujrzeć swoje uzależnienie i nieokiełznanie, ujrzeć swoje prawdziwe emocje. Nie te ukryte za telefonem, filmem czy książką. ŻYĆ AUTENTYCZNIE i zaakceptować miłość, aby żyć w balansie. Miłość w równowadze oznacza umysł w równowadze, co natomiast prowadzi do czystej miłości pełnej zdrowej fascynacji. Jednak, aby dotrzeć do tego etapu należy zmierzyć się z potęgą tego uczucia. Nie chować, nie uciekać, poświęcać się z miłości, ale dbać w tym wszystkim o siebie…

Czytaj także: „Jak zamieniam zły humor w dobry?”

Ty też jesteś ważny/a

Kiedy już spojrzy się w oczy miłości, dopiero wtedy można nauczyć się pływać w jej oceanie. Miłość do drugiego człowieka wymaga ogólnego balansu. Nie tylko zapatrzenia w jedną stronę – stronę swego partnera czy partnerki – ale rozglądania na boki. Tak samo jak ważny jest ON czy ONA, tak samo ważne są moje potrzeby i moja dusza. Związek ma przynosić mi radość, a nie wieczne poświęcanie się.

Kochać kogoś to znaczy kochać też siebie. Tak wygląda czysta miłość. Nie oczekuje dowartościowania od drugiej strony, ponieważ sama w sobie jest pełna.

Wie kiedy powiedzieć nie, umie odmawiać, bo szanuje swoje ciało i umysł, tak samo mocno jak szanuje swojego partnera. Tu nie ma kogoś kto jest bardziej ważny. Kochając siebie jesteśmy w stanie prawdziwie i czysto pokochać drugiego, nie uzależniając się od niego w niezdrowy sposób. Zawsze będzie przywiązanie, emocje i nieokiełznane uczucia, ale z możliwością powrotu do balansu. To jest właśnie to. Dawanie sobie wzajemnie wolności w działaniu, w mówieniu i w podejmowaniu wszelkich decyzji. Nie bycie egoistką. Wszystko w pełnej równowadze z pewnymi odchyleniami.

Otwieram się na miłość, na jej potęgę i proszę o więcej. Więcej czułości i zrozumienia – abym potrafiła to dostrzegać i czerpać z życia pełnymi garściami.

Z miłością do wszystkich i samej siebie, Margaritka

2 Replies to “Wymarzona miłość? UCIEKAM!”

  1. Myślę ,że nie chodzi tylko o ludzi. Potrafimy też odpychać nasze pasje i powołanie z obawy przed tym ,że będzie nas to wiele kosztowało. Dziękuję Ci ,że głosisz takie wartości jak prawda , miłość i dobro. Zawsze kiedy czuję się źle Twoje teksty podnoszą mnie na duchu <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *