O co chodzi z tą Wielkanocą?


Dusza / niedziela, Kwiecień 9th, 2017

Jeszcze rok temu nie wiedziałam co tak naprawdę znaczą Święta Wielkanocne. Nie miałam świadomości jak powinnam je obchodzić, aby wynieść z tego okresu coś więcej niż niedzielną imprezę ze znajomymi, święconkę i czas spędzony z rodziną. Zawsze słyszałam, że Wielkanoc to większy powód do świętowania niż Boże Narodzenie, ale nie za bardzo mogłam to pojąć. Przecież gdyby Chrystus się nie narodził to nie byłoby zmartwychwstania – myślałam. Dlaczego więc ten czas jest aż tak bardzo wyjątkowy? Dlaczego tak dużo się dzieje w Kościele? Po co to wszystko?  Co oznaczają te wszystkie obrzędy? I czy warto wziąć w nich udział? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście. Bo tak jak kiedyś mi to zostało wytłumaczone, tak i ja chcę teraz pomóc Wam.

Zacznijmy od tego, że powszechnie używa się dość poważnego nazewnictwa (jak to już u nas w Kościele bywa;), które niejednego może odstraszyć. Mowa o Triuduum Paschalnym. Trwa trzy noce, rozpoczynając się w Wielki Czwartek wieczorem, kończąc w niedzielne popołudnie. Czas, który jest niczym innym, jak skupieniem i próbą przeżycia swojej codzienności trochę w inny sposób. Porzuceniem rutyny na rzecz czegoś znacznie ważniejszego, a raczej najważniejszego. Nie bez przyczyny uważa się ten okres za najbardziej wyjątkowy w całym roku. Świętujemy wielką zmianę, jaką jest pokonanie zła przez Jezusa. Powinniśmy przez cały ten czas stroić się i krzyczeć w niebo głosy: „Jezus zwyciężył”. Nie czekać do niedzieli zmartwychwstania, aby założyć ładną sukienkę czy elegancki garnitur, ale już teraz poczuć ducha zwycięstwa dobra nad złem i przede wszystkim nie smucić się na przymus. Osobiście nie potrafię zrozumieć dlaczego czwartek i piątek nie są dniami wolnymi od pracy. Jak wierzący mają skupić się na odpowiednim przeżywaniu tych dni, kiedy są zaganiani do pracy? Jak w czasie, kiedy 2000 lat temu miała miejsca okrutna męka Jezusa, mają siedzieć przed komputerami? Może kiedyś doczekamy się momentu, w którym owe Triduum będzie dniami wolnymi od pracy, a wszyscy będziemy mogli na spokojnie przeżyć ten czas. Byłoby cudownie.

Chciałabym dotknąć tego święta w sposób odrobinę historyczny, bo mam wrażenie, że część z nas w natłoku spraw związanych z Wielkanocą: porządki, zakupy, gotowanie, zapomina co tak naprawdę działo się w owym okresie. Spójrzmy na ten czas jak na wspomnienie sprzed 2000 lat. Co roku świętujemy swoje urodziny, mimo, że urodziliśmy się 20, 30, 40 lat temu. Tak samo jest ze Zmartwychwstaniem. Miało miejsce 2000 lat temu, a my nadal o tym pamiętamy i chcemy celebrować. Wielki Czwartek to nic innego jak modlitwa Jezusa w Ogrójcu. To czas wielkiego zmagania się z pokusami tego świata i intensywnej rozmowy z Bogiem. Właśnie w ten dzień Jezus został pojmany i uwięziony. Właśnie w ten dzień na Ostatniej Wieczerzy ustanowił eucharystię, która po dziś dzień ma miejsce prawie w każdym miejscu na świecie. To w ten dzień stał się On dla nas kapłanem i kazał miłować siebie nawzajem. Jak widać działo się tyle, że trudno tego nie świętować prawda? A gdzie jak nie w Kościele, skoro właśnie tam ten czas jest obchodzony w sposób bardzo uroczysty. Podczas czwartkowej wieczornej Mszy Świętej, kiedy czytana jest Ewangelia o umywaniu nóg przez Jezusa uczniom, winniśmy sami sobie zadać pytanie: „Panie Jezu, a Ty z czego mnie oczyścisz, co możesz we mnie naprawić?”. Warto pamiętać, że Wielkanoc jest szczególnym czasem kiedy możemy dokonać ogromnej zmiany wewnętrznej. Tu wszystko zaczyna się na nowo, zostawiamy wszelkie grzechy i niedoskonałości, aby urodzić się na nowo. Nie ważne co zrobiłeś, jak długo nie przyjmowałeś Komunii lub w ogóle nie wierzyłeś w Boga. To jest czas na zmianę.

Kiedy kończy się wieczorna Msza Święta Wielkiego Czwartku (inaczej nazywana Mszą Wieczerzy Pańskiej) zanosi się Komunię Świętą do ciemnicy, aby towarzyszyć Jezusowi w Jego modlitwie w Ogrójcu. Mi osobiście podoba się zwyczaj sprzed kilkudziesięciu lat, podczas którego do północy w domach, w Kościołach odbywało się świętowanie, jako symbolika Ostatniej Wieczerzy. Wszyscy siadali do wspólnego biesiadowania, aż wybiła 24.00 kiedy to pojmano Jezusa. Wtedy dopiero szło się do kaplicy, aby Go wesprzeć w więzieniu i tej ciężkiej nocy. Ja właśnie tak chciałabym do tego podejść. Wiem, że to tylko symbolika, ale mnie chwyciła za serce. Marzę o takiej wspólnej biesiadzie ze wszystkimi bliskimi jak już założę swoją rodzinę.

Wielki Piątek to dzień ukrzyżowania Jezusa, ale nie tylko. Do momentu śmierci, czyli do godziny 15.00 Jezus był katowany, więziony i sądzony.  I tu stawiam sobie pytanie: jak w tym czasie mam siedzieć w pracy? Chcę rozważać tę tajemnicę i okazać tym swój szacunek. Nie chodzi oto, że praca nie jest ważna. Wręcz przeciwnie. Należy jednak pamiętać, że najważniejszy jest Bóg i szczególnie w tym czasie powinniśmy okazać mu swój szacunek, ofiarując mu czas i uwagę. Czy to aż tak dużo w świetle tego co On dla nas zrobił?

Podczas wieczornej liturgii wielkopiątkowej zachęcam do odnalezienia w sobie poczucia bezradności. Co to znaczy? My jako ludzie nie jesteśmy w stanie pojąć, tego, co się wydarzyło. Jak śmierć Jezusa może zbawić świat? Przecież to brzmi jak absurd. Nie skupiajmy się więc na dokładnym zrozumieniu, a na naszej bezradności w tym kierunku. Starajmy się skupić na samym krzyżu i zwycięstwie Jezusa nad złem. Mamy wiwatować, bo On staje się Królem, a nie smucić na przymus. Po co się smucić skoro już wiemy, że On zmartwychwstanie? Jeśli odczuwasz potrzebę smutku i właśnie w ten sposób oddajesz Jemu szacunek, to jest jak najbardziej w porządku, ale niech Ci to nie przysłoni prawdziwego celu tej liturgii, czyli mianowania Jezusa Królem, bo właśnie wygrał walkę ze złem. To jest najważniejsze.

Drugim bardzo ważnym aspektem w trakcie mszy piątkowej jest odsłonięcie krzyża. Dlaczego Go w ogóle zasłaniamy? Jest to tradycja zapoczątkowana dawno temu, kiedy to krzyż był najbardziej ozdobnym elementem w Kościele. Z biegiem czasu wiele się zmieniło i jest ogrom akcentów, które przyćmiewają swoim blaskiem to co najważniejsze, czyli Jezusa na krzyżu. Co mnie osobiście najbardziej zaskoczyło, to fakt, że dawniej wizerunek Jezusa na krzyżu był zupełnie inny. Stąd też to Jego ostentacyjne odsłanianie. Bardzo często spotykało się Jezusa wyprostowanego, jako że zmartwychwstały, w pięknych szatach, ale co najlepsze … uśmiechniętego. W tym charakterze wszystko nabiera innego wydźwięku. Kiedy nagle odsłaniamy krzyż, widzimy radosnego Jezusa, który mówi do nas „Uśmiechnij się, bo zwyciężyłem”.  Mimo widocznych różnic tradycja pozostała po dziś dzień. Dla mnie to niesamowite i na pewno w najbliższy piątek postaram się spojrzeć na Jezusa właśnie w ten sposób. Kolejny raz tradycja wygrywa z głęboko zakorzenionymi stereotypami.
Nie można pominąć tego dnia rzeczy najważniejszej, czyli przyjęcia Komunii Świętej, jako tego ciała Jezusa, który został ukrzyżowany. Odmowa to powiedzenie „nie” przed przyjęciem Jezusa, to wielka pomyłka. On dziś staje się Królem, a Ty nie chcesz przyjąć Jego Królestwa? Warto nad tym pomyśleć i odpowiednio wcześniej zrobić rachunek sumienia i przystąpić do spowiedzi. To jedyny taki czas w roku, kiedy ciało Jezusa ma jeszcze większą moc i chce nas przemieniać. Dlaczego z tego nie skorzystać?

Wielka Sobota to tak naprawdę nic nie robienie. W ciągu dna powinniśmy odpoczywać tak jak Jezus w grobie, czekając na swoje zmartwychwstanie. A że Polacy to naród, który nie potrafi się nudzić, wymyśliliśmy sobie święconkę. Idziemy do Kościółka, aby poświęcić pokarm na uroczyste niedzielne śniadanie. W porównaniu do innych wspomnianych obrzędów, w tym nie ma nic szczególnie sakralnego. Jest to zwykła tradycja, która ma umilić nam czas. Do najbardziej popularnych smakołyków przypisana jest odpowiednia symbolika, a cały pokarm ukryty pod białą serwetką to zwiastowanie wygranej walki ze złem. Warto również wiedzieć, że baranek z czerwoną chorągwią to symbol Jezusa zwyciężającego, a jajka to znak odrodzenia i wielkiego początku.

Cały dzień jednak jest wielkim oczekiwaniem na wieczór, kiedy Jezus dokonuje cudu i powstaje z martwych. Tego dnia w Kościele odbywa się charakterystyczny obrzęd, który szczególnie przypadł mi do gustu. Przed rozpoczęciem mszy, przed Kościołem rozpala się ognisko, jako symbol światła, który rozświeca ciemność. Dobro zwycięża zło. Światło wchodzi w ciemność, tak jak my wchodzimy do ciemnego Kościoła ze światłem z ogniska. Niesamowita symbolika. I dalej już w Kościele, od tego płomyka zapala się kolejne światła i kolejne. Nastaje jasność. Jezus zwyciężył. Warto wtedy pomyśleć o swoich indywidualnych ciemnościach, które Bóg może we mnie rozświetlić. Jest to kolejna szansa na wewnętrzną zmianę. Nie będę ukrywać i owijać w bawełnę, ale jest to najdłuższa msza święta jaka może istnieć. Trwa około 3 godzin, głównie ze względu na ilość czytań, ale warto. Słuchamy o początkach założenia świata, poprzez najważniejsze wydarzenia ludzkości, aż po zmartwychwstanie Jezusa, kiedy to wszystko się zmienia i  powstaje nowa rzeczywistość. Powstajemy nowi My i zostajemy poświęceni na znak nowego początku i naszego chrztu. Warto podczas tej Mszy Świętej modlić się słowami: „Rozbudź mnie Panie”. To jest nasz główny cel. Pan Bóg podczas chrztu, którego doświadczyliśmy jako niemowlęcia jakby „włożył” w nas swoje pomysły i geniusze, a my musimy je w sobie rozbudzić i odnaleźć, a ten moment jest na to idealny. Wielka Sobota kończy się świętowaniem i procesją, jako znak radości na zmartwychwstanie.

Niedziela Wielkanocna to nic innego jak kontynuacja wielkiej radości i dużej festy.Tak naprawdę rozpoczyna się już w sobotę po zachodzie słońca i trwa cały następny dzień. Rozpoczynamy uroczystą mszą rezurekcyjną z wielkim biciem dzwonów i petardami, jako symbol budzenia świata do życia. Symbol budzenia nas do życia. Symbol Jezusa Zmartwychwstałego. Po tej porannej uroczystości – zapewne bardzo głodni;) – zasiadamy do stołu i spożywamy pokarm ze święconki. Wszyscy składamy sobie życzenia i radujemy się wspólnie na największy cud jaki miał miejsce w historii ludzkości. Cud, w którym bierzemy czynny udział, jako nowo narodzeni synowie i córki Pana Boga. Ten czas to rodzina, dom, miłość i dobro. Dzień następny to tzw. lany poniedziałek. Tutaj również z biegiem czasu tradycja uległa zmianie i z symbolu wody, jako oczyszczenia zrobiło się wielkie lanie wodą wszystkich i wszystkiego bez większego znaczenia. Dlaczego aż tak bardzo pragniemy zmieniać to co dobre? Może warto poinformować swoich najbliższych, co tak naprawdę symbolizuje woda tego dnia i podejść do tego w bardziej wartościowy sposób? Nie rezygnować z zabawy ;), ale zdawać sobie sprawę z tego, w czym bierzemy czynny udział. Żyć świadomie, a nie udawać.

Podsumowując, Triduum Paschalne to nic innego jak pobudzenie nas do wiary. To wielkie OBUDZENIE, które ma zachęcić nas do zmiany. To wyjątkowy czas, podczas którego możemy bardziej niż kiedykolwiek skupić swoją uwagę na Jezusie. Starajmy się nie myśleć o stereotypach i próbie zrozumienia tego całego bałaganu obrządkowego. Wiesz co jest najlepsze? Myślenie o Jezusie, jak o zwycięzcy w najważniejszej walce na świecie.

Wiem, że tekst powstał bardzo długi, choć i tak nie jest to wszystko, co warto na ten temat wiedzieć i co chciałabym Wam przekazać. Mimo to mam nadzieję, że choć część z Was coś wartościowego z tych treści wyniesie i spróbuje wdrążyć w zbliżające się święta. Proszę Was, nie zmarnujmy tych Świąt i skupmy się na tym co najważniejsze.

Wasza M.

Kochani jeśli się Wam spodobało to przesyłajcie dalej, aby jak najwięcej ludzi dowiedziało się co znaczy przeżyć Święta Wielkanocne i poczuło je w sercu.

PS. Niektóre treści zawarte w tym tekście są inspirowane konferencjami OP Adama Szustaka pt: „Triduum„.

2 Replies to “O co chodzi z tą Wielkanocą?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *