SAMOTNOŚĆ – kiedy staje się problemem?


Felietony UMYSŁ, Umysł / niedziela, Lipiec 9th, 2017

Ostatnio dużo rozmyślałam nad spędzaniem czasu z samym sobą. Bez zbędnych dodatków i ozdobień. Bez rozproszeń. Bez telewizora i internetu. Bez telefonu w kieszeni i osoby towarzyszącej. Nawet bez słuchawek w uchu, czy książki w ręku. Tylko ja i moja przestrzeń. Tylko ja i mój umysł.

Stereotypowo przez dużą grupę ludzi chęć pobycia samemu kojarzy się ze smutkiem, problemem i brakiem przyjaciół. Człowiek, który nie integruje się z całością uważany jest za tego „innego”. Cokolwiek to znaczy. Mogę poświadczyć, będąc osobą bardzo otwartą, że kiedy pragnę pobyć sama uważa się, że mam problem. Owszem czasami tak jest, ale przecież nie zawsze, a nawet rzadko 🙂 W swoim życiu pragnę pracować z ludźmi i się nimi otaczać, ale mimo wszystko uwielbiam samotność.

Ludzie są spoko

Paradoksalnie zacznijmy od NIEsamotności, czyli od ludzi. Przede wszystkim lubienie samotności nie wyklucza lubienia ludzi. Każdy z nas miewa słabsze okresy, kiedy sam nie jest w stanie podnieść się z łóżka. Wtedy wkracza drugi człowiek, jako „energia wspomagająca”. Każdy człowiek to energia, której naturą jest mnożenie, dzielenie i rozdawanie jej innym. Więc, kiedy masz zmartwienie, z którym nie jesteś w stanie sobie sam poradzić, nie ma co się na siłę bronić i należałoby przyjąć pomoc drugiego człowieka, czyli innej energii. Nie ma w tym żadnego wstydu. Nawet jeśli jesteś zwolennikiem samotności i chcesz radzić sobie ze wszystkim w pojedynkę, pozwól sobie pomóc. Zaproś na chwilę do swojej samotności drugiego człowieka z czystymi intencjami, ponieważ odpychanie go na dłuższą metę jest destrukcyjne.

Ludzie są spoko, bo mają w sobie tą energię, której Ty nie masz. Każdy jest inną istotą, więc dysponuje innymi wibracjami. To właśnie na spotkaniach ludzie dają mi ogrom energii, która się we mnie mnoży i którą następnie mogę rozdawać. Ludzie mają niesamowitą moc naprawiania świata, mnie i Ciebie. Zachęcam samotników do przyjęcia pomocy z zewnątrz. To nie jest oznaką słabości, to chęć życia. Kiedy nie możesz sobie poradzić z jakimś problemem, spróbuj otworzyć się na kogoś kto podaruje Ci coś od siebie, czyli miłość.

Samotność, jako radość

Doszłam do wniosku, że tak samo jak lubię ludzi, tak samo lubię siebie. Uważam, że jestem dla siebie fajnym towarzyszem w różnych sytuacjach w moim życiu. Idąc tym tropem, tak samo jak lubię spędzać czas z innymi, taką samą przyjemność sprawia mi bycie samemu i nie piszę tego na wyrost. Ja na prawdę lubię siebie i czas ze sobą.

Wiele osób zastanawia się kiedy samotność zaczyna być problemem, a nie świadomą decyzją. Zapewne nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ale myślę, że jednym z warunków czerpania z samotności, tego co najlepsze jest lubienie siebie. Kiedy podejmujesz przemyślaną decyzję o spędzeniu danego dnia, wieczoru, czy nawet tygodni w samotności, jednocześnie mając do siebie mnóstwo zastrzeżeń, to chyba coś jest nie tak. Oczywiście co innego, jeśli jest to swego rodzaju terapia, mająca na celu uzdrowienie Twojej duszy. Taką opcję wykluczam.

Pomyślmy logicznie, przecież nie chciałbyś iść na spacer z kimś, kogo średnio lubisz lub Cię denerwuje, więc z jakiej racji chcesz spędzić czas z samym sobą skoro nie do końca siebie akceptujesz? Warto poszukać na to pytanie odpowiedzi, przed następnym samotnym wieczorem. Czy ta decyzja podejmowana jest ze strachu przed innymi, czy przed samym sobą? Czy może z miłości do siebie i ogromnej chęci poukładania swoich myśli? A może z lenistwa?

 

Kiedy mówię, że potrafię i LUBIĘ chodzić sama do kina myślą, że coś jest nie tak.
Kiedy mówię, że idę sama usiąść w kawiarni na kawie i czerpię z tego przyjemność, nie zawsze odbierane jest to pozywtynie.
Kiedy chcę zjeść w samotności, jestem dziwna.
Kiedy mam ochotę na spacer, to znaczy, że mam problem, który muszę przemyśleć.

 

Dlaczego z góry zakładamy taki scenariusz? Czy nie mamy prawa pobyć sami ze sobą? Żaden przyjaciel, czy narzeczony nie jest w stanie poznać nas tak bardzo, jak my sami siebie. Bardzo dobrze zrobi nam regularne układanie swoich myśli, czyli szanowanie samego siebie.

Kiedy czuję, że coś jest nie tak, ale nie potrafię zlokalizować przyczyny, wtedy wiem, że najlepsze co mogę zrobić to znaleźć czas tylko i wyłącznie dla siebie. Wtedy samotność przynosi mi radość. Jeśli ja nie jestem w stanie odnaleźć powodu swojego smutku, niezadowolenia, czy nostalgii to nikt inny za mnie tego nie zrobi. Na tym etapie chcę pobyć sama, a dopiero później prosić o ewentualną pomoc lub dawać znaki, że jej potrzebuję. Oczywiście jest to tylko przykład, który przybiera różne barwy zachowań. Kiedy nadchodzi moment POCZUCIA NIE BYCIA SOBĄ, nie bycia w tym miejscu, w którym powinnam, wtedy bardzo często ratunkiem jest czas sam ze sobą, jeśli nie jest nim drugi człowiek. Mam tu na myśli sytuacje, kiedy rzeczywiście chcę tej samotności z miłości, a nie ze strachu. To rozróżnienie jest podstawą samotności, niosącej radość, czyli źródła lepszego komfortu psychicznego.

A więc skoro wybieramy świadomie samotność, licząc, że ona przyniesie nam ukojenie to znaczy, że „odsuwamy” od siebie drugiego człowieka niosącego nam pomoc. Nie zapominajmy, aby w trosce o samych siebie, nie ranić „energii” obok. Przecież nie taki jest cel samotności. Ma ona zwiastować dobro, a nie odwrotnie. Warto w takiej sytuacji wytłumaczyć nasze emocje osobie chętnej do pomocy, aby uniknąć poczucia odrzucenia którejkolwiek ze stron. I z drugieh strony, to, że ktoś wybiera samotność zamiast Ciebie nie musi zwiastować czegoś złego. Daj drugiej osobie wolność, aby świadomie dokonała wyboru powrotu w Twoje ramiona. Pamiętaj jednak, aby mimo wszystko dawać „samotnikowi” świadomość, że jesteś obok. Zwarty i gotowy do działania, aby go wspomóc. Nie chcesz przecież, aby osoba, na której Ci zależy miała poczucie proszenia o Twoją atencję, co zmienia świadomą samotność w przymus i nie działa już jak lekarstwo. Nie zostawiaj swojego „samotnika” i nie odchodź za daleko, bo on tego nie chce. Bądź, ale pozwól jemu być przez chwilę w samotności.

Podsumowując, wszystko co robimy nie popadając ze skrajności w skrajność jest jak najbardziej ok dla naszego ciała i umysłu. Spędzanie czasu z ludźmi jest naturalną formą egzystencji, podobnie jak świadoma samotność. Dla jednych granica pomiędzy normalnością, a przesadą jest bardziej wyraźna, dla niektórych mniej, dlatego dobrze, że mamy siebie nawzajem i możemy wskazywać sobie drogę. Myślę, że nie ma powodu,aby ranić siebie na przymus i odbierać sobie radości płynącej zarówno ze spotkania z drugim człowiekiem, jak i z czasu w pojedynkę. Kluczem do sukcesu jest poznanie swojego umysłu na tyle, aby móc świadomie dokonywać wyboru między samotnością niosącą radość, a ludźmi, którzy są spoko.

One Reply to “SAMOTNOŚĆ – kiedy staje się problemem?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *