Spowiedź – iść, czy nie iść?


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Wrzesień 3rd, 2017

Oto jest pytanie.

Odkąd tylko pamiętam słyszałam, i słyszę do tej pory, negatywne wypowiedzi odnośnie spowiedzi. Czasami bardziej lub mniej bezpodstawne, ale zawsze gdzieś się przeplatają między tym co dobre i co złe. Nie ważne czy jestem w gronie osób wierzących, czy niewierzących. Nie ważne gdzie jestem, a zawsze znajdzie się ktoś, kto na ten sakrament będzie narzekał, czy w niego nie dowierzał.

Usprawiedliwienia są różne, tak jak osoby, których dotyczą. Niektórzy się boją, inni mówią, że to nie dla nich, że to bzdura i kłamstwo. Są osoby, które mają podstawy, aby spowiedzi unikać, więc uciekają jak tylko pojawi się ten temat. Sporo wymówek i wewnętrznego lęku.

Duża część „narzekaczy” 🙂 nie potrafi przekonać się do tego sakramentu z jednego prostego powodu. Wyznanie na głos czegokolwiek wstydliwego, bez względu na to, czy jest to osoba bliska, czy obca, nie należy do najłatwiejszych. Wątpliwości są tym większe, kiedy osoba przed którą miałbym wyznać co złego zrobiłem jest pedofilem, czy złodziejem. W czym miałoby  mi to pomóc?

Niestety nie tylko narzekamy, ale (co wydaje się gorsze) NIEDOWIERZAMY, że spowiedź może cokolwiek w naszym życiu zmienić. Nie wierzymy w jej moc, w nasze oczyszczenie ze złego, w niezwykłą siłę księdza i szczerość tego sakramentu. Nie mamy w sobie przekonania, nie wspominając już o pewności, że osobą przed którą wyznaję swoje złe uczynki, zaniedbania, myśli, emocje, jest Jezus, który uważnie słucha i pomaga nam łatwiej przejść przez życie. Klękając niedowierzamy lub w ogóle nie klękamy, bo w tę pomoc nie wierzymy.

Myślę, że sami doskonale znacie jeden z najbardziej popularnych tekstów na świecie:

„Ja mogę porozmawiać z Bogiem w domu i nie muszę iść do jakiegoś Księdza,

żeby wyznać mu swoje grzechy.” 

Czy jest na to odpowiedź? Jak z tym dyskutować i czy w ogóle to robić? Zapraszam Was do przeczytania krótkiej historii, która przytrafiła mi się podczas spowiedzi.

Czytaj także: Jak radzić sobie ze złymi emocjami? cz.1

Odeszło, to co złe.

Podczas pielgrzymki spowiedź ma trochę innych charakter. To tutaj pierwszy raz doświadczyłam normalnej rozmowy z księdzem, widząc jego twarz, idąc obok niego między jednym postojem, a drugim. Na ostatniej pielgrzymce nie planowałam skorzystać z tego sakramentu, ponieważ spowiadałam się tuż przed wyjściem. Nie czułam więc takiej potrzeby. Jednak pod sam koniec pojawiła się w mojej głowie myśl, że jednak „coś” złego się we mnie przez ten czas narodziło. Chodziło o emocje.

 

Nie było łatwo tego określić. Były to emocje względem pewnej osoby, które przybierały ciemnych kolorów, zamiast jasnych.  Z dnia na dzień wydawało mi się, że się ich pozbywam, ale one wewnątrz tak naprawdę przybierały na sile. Przy każdej nadarzającej się okazji bardzo się starałam pokonywać zdenerwowanie, złośliwość i złość względem tej osoby. Dla jasności, ona mi nic złego nie zrobiła. Będę z Wami szczera. Jest cudowna, ale mimo to tak po ludzku „działała mi na nerwy” i nie wiedziałam dlaczego. Zły działał pełną parą, chcąc odwrócić moją uwagę od celu pielgrzymki, czyli mojej relacji z Bogiem, Jezusem. Chcę kochać każdego, nawet najgorszego więc zupełnie tego nie rozumiałam i NIE CHCIAŁAM. Nie czułam się sobą i chciałam się tego wyzbyć, by móc tą osobę pokochać. Jezus kocha każdego, ja też tego pragnę.

Z dnia na dzień było coraz lepiej i naprawdę nie czułam, by jakakolwiek spowiedź była mi potrzebna. Czułam się bardzo dobrze. Czułam, że wygrałam.

Nie wiem dlaczego, ale bardzo przypadkowo trafiłam na koniec pielgrzymki, gdzie szli księża i spowiadali. To był ostatni dzień naszej wędrówki. Wykorzystując tą sytuacje zdecydowałam się jednak na spowiedź i wyznanie tych złych emocji. „Na pewno mi nie zaszkodzi” – myślałam.

W trakcie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Mówiłam w ten sam sposób, w jaki opisałam powyżej. Natomiast w momencie rozgrzeszenia poczułam coś niesamowitego. Ksiądz odprawiał swoją część, a ja w skupieniu modliłam się o pozbycie tych złych emocji, z których siły nie zdawałam sobie do końca sprawy. Pragnęłam pokochać człowieka, który działał mi na nerwy. I wtedy poczułam jakby ktoś od góry zabierał ode mnie to wszystko. Jakby te emocje ulatywały ze mnie, jak powietrze z napompowanego balonu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z ogromu jaki niosłam na plecach. Nie byłam świadoma ile te złe emocje mnie kosztowały dopóki się ich nie pozbyłam. Poczułam ogromną ulgę, a myślałam, że w takowej żyję. Ksiądz rozgrzeszając mnie, zabrał jaką część złej mnie. Pomógł mi i to bardzo.

 


 

I kiedy tak myślę o tym zdarzeniu już nigdy nie chcę choć na sekundę zwątpić w sakrament spowiedzi. Nie wiem dlaczego akurat księża mają taką „moc”. Nie wiem jak to się dzieje, że wyznajemy co złe i nam lżej. Nie wiem dlaczego spowiedź mi pomaga. Nie wiem jak to działa. Wiem, że w jakiś tajemniczy sposób księża dostali od Boga coś czego my nie mamy i czego nie da się opisać słowami. Mają w swoich rękach i sercach czego nie mam ja, czy Ty, a tym bardziej nie ma tego w Twoim pokoju. COŚ Pan Bóg im podarował i prosi, by wykorzystywali to w dobrej wierze.

Trzymajmy kciuki, aby zarówno oni, jak i my nigdy w to nie zwątpili.

Amen?! AMEN ! ! ! 🙂

m.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *