Tęsknota za Bogiem


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Lipiec 30th, 2017

Tęskni się za czymś niewidzialnym, niemożliwym do zbadania i dotknięcia. Tęskni się za tym czego się ani nie widziało ani nie słyszało. Tęskni się za poczuciem, uczuciem, pewnością i świadomością. Tęskni się za miłością i spełnieniem. Za tym, co było, ale już nie ma. Tęskni się za dobrą myślą i uczynkiem. Za śpiewem ptaków i szumem morza. To wszystko jest. Widzę, ale nie czuję. Bez Boga najpiękniejsze krajobrazy wydają się mniej piękne, najlepsza osobowość mniej atrakcyjna, a idealne życie to nieidealne życie. Bez Boga wszystko wydaje się takie płytkie, mało znaczące i pozbawione tego głębokiego piękna.

Nie chcę żyć bez Boga.

Kiedy już raz poczułam Boga, nie mogę i nie chcę się od Niego uwolnić. Brakuje mi Go. Jest wszędzie, ale nie zawsze we mnie. Kiedy przez chwilę oddalam się od Niego od razu chcę wracać, ale nie zawsze wiem jak. Czasami jest trudniej, innym razem łatwiej. Z każdą taką sytuacją, jak tylko wracam, czuję Go coraz bardziej i mocniej. Chyba już zawsze tak będzie. Raz bliżej, raz dalej. Za każdym razem pragnę się podnosić, błądzić, poszukiwać, pytać, czytać, znajdywać i znowu błądzić. Czy nie na tym polega życie?

Kiedy już raz poczułam Boga, wiem co to znaczy. Wtedy, to co jest pozbawione Jego wpływu i bycia, ma mniejsze znaczenie. Jest mniej magiczne, przejmujące, piękne. Bóg jest Stworzycielem wszystkiego i wszystkich, ale nie wszyscy pozwalamy na Jego działanie. W rezultacie świat staje się mniej magiczny, a On tym samym mniej dostępny. Oddalamy się od siebie. Kiedy popełniam błąd, kiedy nie postepuję tak jak czuje, że powinnam, źle mówię lub czynię, czuję jak On ucieka mi między palcami i nie potrafię Go złapać. Trudno opisać uczucie, które mi wtedy towarzyszy. Nie chcę tego, ale czy nie na tym polega życie? Popełniamy błędy i je naprawiamy.

Ja wiem, że On czeka za każdym razem, jak na chwilę gdzieś odchodzę. Czuję i to, ale mimo wszystko zdarza się błądzić. Tak jak wspomniałam… najlepsze są powroty. To tak jakby zobaczyć się z bliską Ci osobą po dłuższej rozłące. To tak, jakby pojechać na wakacje i wrócić do domu. To uczucie, kiedy już prawie Go widzisz, czujesz… ale to jeszcze nie to. Szukasz dalej i się nie poddajesz.

 

Wracam różnymi sposobami.

– Samotność

– Modlitwa

Cuda natury

– Muzyka i sztuka

– Literatura

 

Samotność to coś co mi bardzo pomaga. W chwilach „oddalenia” i „wielkich powrotów” każdą wolną chwilę wykorzystuję na czas sam na sam z Bogiem. Nie w trakcie wykonywania jakiejś czynności, nawet nie pomagając komuś, czy spędzając czas, nie sprzątając, a uważnie słuchając. Bóg jest wszędzie, ale nie zawsze Go dobrze słyszę. Teraz już wiem, że mogę to zrobić w swojej samotności. On wtedy jest bardziej wyraźny, dostępny… słyszalny, prawie, że namacalny.  Wtedy nie szukam atrakcji i towarzystwa, wtedy poszukuję spokoju by odnaleźć siebie w tym co robię, myślę i mówię.

 

Modlitwa, kolokwialnie rzecz ujmując, jest „w pakiecie” z samotnością. Czasami trudno jest do niej zasiąść. Nagle pojawia się mnóstwo obowiązków, na pozór „ważniejszych” rzeczy i osób. I to nic, że zdajemy sobie sprawę z potrzeby modlitwy, jak i tak do niej nie zasiadamy. Modlitwa to mój czas z Bogiem, który rozumiem tylko ja i nikt nie jest w stanie mi tego odebrać. Tylko ja zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje wewnątrz mnie. To moment, kiedy chcę zrozumieć co On do mnie mówi. To chwila, w której walczę o skupienie i rozpoczynam szukanie. Czasami to tylko pare słów, czasami długa cisza i wzrok wlepiony w ścianę, czytanie Pisma Świętego czy nic nie robienie. Bardzo często, jak nie zazwyczaj to różaniec i medytacja, odpływanie gdzieś myślami, blisko Niego. Wiem jedno, modlitwa to pierwsze co przychdozi mi do głowy kiedy myślę o wielkich powrotach.

 

Cuda natury to cuda Boga. Podziwiając więc to co piękne na tym świecie, podziwiam Jego. Kiedy tęsknie wybieram się do miejsca, gdzie na własne oczy mogę zobaczyć Jego dzieło. Poczuć je całą sobą, skupić się, odpływać dosłownie i w przenośni, chodzić po górach, pływać w morzu czy iść na spacer do lasu. Natura pomaga mi wrócić w Jego ramiona.

Mam nadzieję, że nigdy nie wyjdę z podziwu stworzonych cudów: nieba, ptaków, ryb, jezior, wodospadów, potoków, deszczu, zachodu słońca, słoni, wybrzeży, szczytów, śniegu, drzew, owoców, pór roku, świata podwodnego, meduz, delfinów, oceanów, szumu morza… to wszystko On.

Kiedy pragnę więc wielkich powrotów zachwycam się naturą, zachwycam się Nim.

 

Muzyka. Bóg mówi do mnie przez muzykę. To niesamowite. Pamiętam dokładnie moment, w którym to odkryłam i jaka to była piosenka. Jechałam wtedy samochodem z rodzicami, kiedy usłyszałam w radiu „Tennessee” Hans’a Zimmer’a. Jest to przepiękny utwór klasyczny z filmu „Pearl Harbour”. Od tamtej pory ta melodia ma dla mnie szczególne znaczenie. Wtedy po raz pierwszy przeszedł mnie dreszcz, ale do dziś nie mogę i nie chcę się od niej uwlonić. Kojarzy mi się z pięknymi momentami w moim życiu. Kojarzy mi się z miłością, dobrem i ciepłem.

Jak tylko pragnę powrotów słucham właśnie tej piosenki, słucham mnóstwo muzyki klasycznej i płynę w tym. Staram się nie myśleć, nie analizować… jem śniadanie i słucham Go jak do mnie mówi właśnie przez tą melodię. Jadę rowerem, a łzy same cisną się do oczu, bo On do mnie mówi.

Kiedy tęsknie, słucham muzyki klasycznej. Polecam… może u Ciebie też zadziała.

 

Sztuka, ale nie tylko religijna. Rzecz w tym, że nie chodzi tylko o podziwianie obrazów ukazujących mękę Chrystusa, scenyz Jego życia, czy Maryi. On mówi do mnie przez talenty. To było dla mnie równie dużym zaskoczeniem jak muzyka klasyczna. Podczas jednego z moich powrotów, zorientowałam się, że mam ogromną ochotę wybrać się sama do muzeum i podziwiać to piękno na ścianach. On mówił przez obrazy, postaci i przez to, co działo się wokół nich. To było i jest niesamowite. Również polecam…. może i Ty poczujesz Jego bardziej niż zwykle.

 

Literatura i wszelkie słowo pisane zarówno w większych, jak i mniejszych formatach. Czasami wystarczy jedno zdanie i jestem rozwalona na łopatki. Czasami przeczytam pół książki i nadal nic. Słowo pisane ma w sobie niezwykłą moc, którą trudno opisać. To samo, czytane wielokrotnie znaczy co innego, dociera w inny sposób i rozumiane jest inaczej. Czasami w trakcie wielkich powrotów i dużej tęsknoty, nie jestem w stanie nic pojąć, nie mam w sobie emocji i trudno jest mi się skupić. To co kiedyś przyprawiało mnie o dreszcze, teraz nie ma większego znaczenia. To, co kiedyś otwierało mi oczy teraz je zamyka. Czuje się jakby to wszystko było za cieńko-przezroczystą szybą. Widzę, ale nie czuję, nie słyszę, nie rozumiem, ale wierze, że jest. Mam to pewność. Tak jest właśnie z tą tęsknotą.

 

Czasami jest tak głęboka, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tęsknimy za Bogiem. Czegoś nam brakuje do spełnienia i szczęścia, ale nie wiemy czego. Poszukujemy, zmieniamy, kłócimy się, walczymy ze sobą i między sobą. To czego Ci brakuje to Bóg. Bo Bóg to miłość. Dosłownie i w przenośni. To czego potrzebujesz to magii miłości, którą jest właśnie Bóg.

Niektórzy mówią, że Bóg to nie kiełbasa, którą trzeba czuć 🙂 Wybaczcie mi, ale ja uwielbiam czuć Boga w sobie i do niego wracać. To uczucie jest NIE DO OPISANIA: piękno, miłość, pewność, spokój, radość. Dlaczego mam tego nie pragnąć i do tego nie dążyć?

Myślę, że to jest nasz cel… ciągle poszukiwać i się nie poddawać 🙂

m.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *