Wyścig szczurów


Felietony UMYSŁ, Umysł / niedziela, Maj 7th, 2017

Do tego felietonu zainspirowała mnie włoska kultura życia codziennego. Nie chcę przeprowadzać konkursu i licytować się, który styl życia jest lepszy, ale zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz, obecną tak naprawdę we wszystkich narodach, państwach, miastach i wsiach. O co chodzi? O coś o czym dyskutujemy coraz częściej, bo coraz częściej nam to dokucza. Stajemy się bardziej świadomi tego problemu zarówno w skali ogólnospołecznej, jak i osobistej, a mimo wszystko do realnego działania w praktyce daleka nam droga. Wielkie propagandy, milionowe reklamy społeczne i co z tego … z mojego punktu widzenia nic to nie zmienia. O co chodzi? O brak umiejętności budowania relacji. Skąd to się bierze? Z braku czasu. Jak sobie z tym radzić? Znaleźć czas i pokonać strach.

Dzień pracy przeciętnego Włocha w Mediolanie wygląda mniej więcej tak: 8.00 rano wychodzę z domu do pracy, a o 20.00 wracam do domu. Spędzam dwie-trzy godziny z rodziną na przyjemnościach i dzień powoli dobiega końca.  Taki cykl powtarza się systematycznie pięć razy w tygodniu, z wyjątkiem weekendów, które przeważnie są czasem rodzinnym. Mam wrażenie, że ktoś tu odwrócił kolejność. Czy nasze życie polega na pracy? Czy praca jest dla nas, czy my dla pracy? Czym tak naprawdę jest dla nas ta praca, skoro nasi najbliżsi zostają PRZEZ NIĄ odsunięci na drugi plan? Co jest aż tak ważnego, że to co NAJWAŻNIEJSZE przestaje nim być?  Nie mam na myśli skrajnej biedoty, gdzie rodziny ledwo wiążą koniec z końcem, a każdy grosz jest na wagę złota. Mówię tutaj o pewnej granicy, który niech każdy indywidualnie sobie wyznaczy.

Jakim cudem tato ma nawiązać kontakt z córką, spędzając z nią godzinę dziennie. Jakim cudem mama ma zbudować zaufanie ze swoim synem poświęcając mu 2 godziny w przelocie. Jak można zbudować jakąkolwiek relację na całe życie, bez tematów tabu, nie poświęcając dla niej  odpowiedniej ilości godzin? Nie stawiając jej na pierwszym miejscu?

Każdy relacja wymaga ogromu pracy, który chcąc, nie chcąc wiąże się z czasem. Musimy go poświęcić, jeśli nam na kimś zależy. Nie ma tutaj drogi na skróty, którą tak często w dzisiejszych czasach wybieramy: ściągamy na sprawdzianach, rozwodzimy się, przekupujemy … tego obejść się nie da i należy swojej rodzinie poświęcić tyle czasu ile tego potrzebują. W pewnym momencie prawie każdy, kto jest głową rodziny stoi przed wyborem: czy przyjąć awans, czy odrzucić. Zastanów się, czy Twojej żonie, mamie, dziewczynie, babci, TOBIE są potrzebne kolejne przedmioty, kolejne wakacje, czy może warto powiedzieć sobie STOP i zwolnić. Zmienić bieg dla swojej rodziny. Kiedyś oglądałam film „Pokój zmagań”, w którym główna bohaterka powiedziała do swojego męża: „Wolę mieć mężczyznę, który szuka Boga, niż dom pełen przedmiotów”. Utożsamiam się z tym zdaniem w 100%. Może Twoi najbliżsi też tak myślą i bardziej niż kolejnych zer na koncie potrzebują Twojej uwagi i CZASU. Pomyśl o tym, kiedy przyjmiesz kolejne zlecenie, umówisz się ze znajomymi zamiast zostać z mamą, włączysz film w pokoju zamiast obejrzeć go z tatą… małymi kroczkami do celu. Do dobrej zmiany.

W swoim życiu miałam pewien bardzo intensywny okres. Nie potrafiłam się zatrzymać. Żyłam (tak wtedy mi się wydawało) na 150%, a chciałam jeszcze więcej. Przed pracą siłownia, śniadanie, praca, siłownia, nauka języka, znajomi, kino, sprzątanie, obiad, siłownia, znajomi, impreza, nauka, itd. Żyłam dla siebie, ale nie było w tym mnie. Robiłam wszystko dla siebie, ale tak naprawdę nie miałam czasu właśnie dla siebie. Nie miałam chwili by pomyśleć. Myślałam, że byłam szczęśliwa i spełniona. Czego chcieć więcej. To było jeszcze przed poznaniem Boga, więc wszystko miało zupełnie inny sens. Mimo, że zawsze starałam się znaleźć czas dla rodziny i przyjaciół, nie byłam tam całą sobą, ponieważ nie miałam czasu siebie „zbudować”. Rodzice cały czas powtarzali: „ZWOLNIJ, bo tak się nie da na dłuższą metę”. Mieli racje. Nie da się. W końcu musisz się zatrzymać. Czasami jest to upadek z 50tego piętra i trochę boli, ale warto zderzyć się z rzeczywistością, aby prawdziwe ŻYĆ. Kiedy po tak napiętym harmonogramie, nagle zostajesz sam na sam ze swoimi myślami, boisz się. Myślisz: „I co teraz? Co mam ze sobą zrobić?”. W momencie czujemy się bardzo osamotnieni, więc łapiemy się kolejnych obowiązków, aby przestać myśleć. Teraz wiem, że taki wyścig nie wróży nic dobrego. Bo kiedy tracimy z oczu priorytety, w końcu zatracamy siebie, co w rezultacie prędzej, czy później prowadzi do niemałej katastrofy …

Przez ostatnie dwa lata nie dawała mi spokoju jedna myśl… co będę robić w życiu? Jaka ma być moja praca? Nie mogłam się od tego uwolnić, a nie chciałam się tak po prostu poddać. Do pewnego momentu. To była niedziela. Msza w naszej intencji. W ławce siedziałam tylko ja, moja druga połówka i jakiś starszy Pan z brodą i dużym plecakiem. Po zakończeniu eucharystii podszedł do nas z zapytaniem czy może z nami porozmawiać. Nie było w tym nic dziwnego, bo taka właśnie jest kultura włoskiej mszy. Ludzie zostają, rozmawiają, nie uciekają od razu po błogosławieństwie. Oczywiście stanęliśmy i zaczęliśmy żywo dyskutować. Okazało się, że ten Pan idzie właśnie szlakiem Santiago De Compostela. Jest to szlak św. Jakuba, który prowadzi do miejscowości w Hiszpanii. Fascynujące jest to, że ludzie idą czasami miesiącami, w zależności od miejsca zamieszkania, bo pierwszy krok jaki masz wykonać w tym pielgrzymowaniu to krok za próg twojego domu. I ten Pan  wyglądał jak prawdziwy pielgrzym. Plecak, broda, nie do końca świeży, ale szczęśliwy. Kiedy zadał mi pytanie co robię w życiu… poczułam zakłopotanie i powiedziałam, że cały czas szukam swojej pasji. A wiecie co on mi powiedział? „Nie bój się, najważniejsze już znalazłaś.”. Te słowa utkwiły mi w pamięci. Czułam w tym momencie, że to miłość, a nic innego nie jest ważne. Że moja druga połówka, która stała wtedy koło mnie to mój najważniejszy cel. Miłość Boga to najważniejszy cel. Nic innego. Reszta to tylko dodatek 🙂 Starszy Pan tak szybko jak się zjawił, tak samo szybko zniknął … ale jego słowa pozostaną mi w pamięci na długo.

Nie skupiajmy się na wyścigu, na pędzie, na byciu najlepszym. Skupmy się na naszych bliskich i budujmy RELACJE. Poświęcajmy czas właśnie na to. Zastanów się, czy to co właśnie robisz jest warte czasu spędzonego z Twoją siostrą, mamą, dziadkiem? Czy lepiej jak coś odłożysz na później lub nawet zrezygnujesz? Przecież świat się nie zawali. Zadzwoń, przytul, uśmiechnij się, wstań wcześniej i zaserwuj rodzicom śniadanie. Zrezygnuj z czegoś, na rzecz czegoś NAJWAŻNIEJSZEGO. Na rzecz swojego ducha i ducha swojej rodziny.

Wszystkiego dobrego i powodzenia.
Twoja M.

5 Replies to “Wyścig szczurów”

  1. To dziwne, wydawałoby się, że Włosi mają raczej zdrowe podejście do pracy, obiegowa opinia jest po prostu taka, że się obijają 😉 Może w tym 12h dniu pracy była 3h siesta i 10 przerw na kawę? A w trakcie takiej przerwy można przecież porozmawiać z przyjaciółmi z pracy więc może nie jest tak źle z tymi włochami w Mediolanie?

    1. No i tu jest właśnie ten problem. Że oni wolą poświęcić 2h na luch w pracy + 10 przerw na kawę i krótka pogawedke. Ja zdecydowanie wolę wrócić do domu o 15/16 i zjeść ten obiad z rodziną..a późnej kawę.

    2. Nie uważam, by z Włochami było źle, a inaczej niż u nas. Patrząc na całość, nie rozumiem ich podejścia do pracy, rodziny i przyjaciół, ponieważ uważam, że rodzina to największy skarb i powinna być zawsze na pierwszym miejscu. Włochów uwielbiam, ale nie chciałabym mieć męża w domu tylko w weekend 🙂 Wszystkiego dobrego Janusz, pozdrawiam 🙂

  2. Wszystko co napisałaś, jest wyjęte z moich ust. Wcześniej tłumaczyła mi mama jakie wartości człowiek ma w życiu, dzisiaj ja staram sie przekazać to moim znajomym. Idzie mi bardzo opornie, bo 90% z nich nastawione jest na KARIERĘ i to dla nich jest priorytetem. Dziwią sie dlaczego zrezygnowałam z pracy i wole jeździć do ukochanej osoby z ktora żyje na duża odległość, dlaczego wracam w każdy weekend do mojej mamy, dlaczego gdy dzwoni rzucam wszystko i wychodzę odebrać telefon, przecież moge oddzwonić. Dlaczego wole jechać do mojej ukochanej chrześniaczki i spędzić z nia wieczór. Zawsze wybiorę rodzine, bo nie ma nic piękniejszego od słów 5letniej dziewczynki „ciociu jestes moja najlepsza przyjaciółka” lub „kocham cie córeczko”. Wiele osob nie potrafi docenić wartości jaka jest rodzina i miłość, ale gdy juz docenia bedzie żyć sie im lepiej.

    1. Karolinka:) bardzo bardzo bardzo Ci dziękuję za taki komentarz. Czuje to samo co Ty. Mogę rzucić wszystko dla bliskich mi osób. Proszę nie poddawaj się we wskazywaniu drogi Twoim znajomym. Bądź silna w tym w co wierzysz 🙂 bo wiesz, że możesz im pomóc. Wszystkiego dobrego dla Ciebie, dużo wytrwałości i cierpliwości. Pozdrawiam M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *