Z głową w chmurach, czyli pielgrzymka


Dusza, Felietony DUSZA / niedziela, Sierpień 27th, 2017

Mam wrażenie, że owoce tegorocznej pielgrzymki do Częstochowy będą kiełkować we mnie przez cały kolejny rok. Nie mogą mi wyjść z głowy huczne śpiewy i niezwykłe emocje. Idąc do sklepu nucę „Nie mądrość świata tego”, a do Pani w sklepie chcę powiedzieć „siostro” 🙂 Cały czas jedną nogą na szlaku, ale już w domu.

Nie będę Was oszukiwać, że łatwo jest wrócić do rzeczywistości, bo nie jest. Łączenie dwóch „światów”, czyli przeżyć związanych z pielgrzymką i codzienności, to dla mnie nie łatwe zadanie. Kocham wyzwania i tu nie jest inaczej. W każdej sytuacji staram się znaleźć głębszy sens. Nie bez przyczyny więc, uczę się pogodzić swoje głębokie przeżycia emocjonalne i duchowe z pracą, rodziną, miłością oraz znajomymi, czyli z życiem na co dzień wśród ludzi, a nie z głową w chmurach. Pragnę tak żyć z Bogiem, by nie dać się zwariować.

 

Nie ma wymagań, ale jest luksus

Mimo pięknej codzienności, na którą nie śmiem narzekać, najchętniej jednak pozostałabym w trybie tzw. pielgrzymkowym, zapraszając do niego stopniowo i powoli swoich najbliższych. Czuje się tam cudownie. Płynę w radości i szczęściu nawet jak się denerwuje. Kiedy jestem na trasie myślę inaczej i działam inaczej. Tryb pielgrzymkowy obniża wszelkie wymagania i roszczenia do zera. Mimo wczesnych pobudek, wysiłku fizycznego i twardej podłogi nie myślałam o powrocie, a o kolejnych wyzwaniach na trasie, którym mogę sprostać. Kiedy rozpoczynał się drugi dzień pielgrzymowania rozpaczałam, że to już prawie koniec. To, co z pozoru wydawało się „trudne” w ogóle mi nie przeszkadzało. Nie było przeszkód, problemów, czy konfliktów. Były sytuacje do rozwiązania, które w normalnym życiu mogłyby stanowić kłopot. Jednak na pielgrzymce, jak to na pielgrzymce… jest inaczej. Wszystko jest inne: śniadanie, paprykarz, ludzie, pobudka, prysznic, ciężki plecak, woda, zmęczenie.

Wszystko jest inne i smakuje inaczej. Zmienia się podejście do życia. Wystarczy się na to otworzyć, a nie stawać w opozycji i z góry zakładać, że będzie trudno.

Kiedy zamiast prysznica była umywalka, nie myślałam o tym by narzekać, a wręcz odwrotnie – czułam się cudownie i nic mi nie przeszkadzało. Byłam szczęśliwa, że mogę się umyć. Innym razem, był prysznic, ale bez ciepłej wody. Mówiąc, że woda była jak lód, nie przesadzam. Myślałam, że zamrozi mi mózg, a mimo to miałam ogromny uśmiech na twarzy i mnóstwo energii. Dla niektórych to normalne, dla innych szokujące. Dla mnie to coś innego niż mam na co dzień.

 

Dlaczego pielgrzymka obniża standardy?

Bo kiedy zmierzasz w odpowiednim kierunku, a obok Ciebie idzie Jezus, to zawsze będzie wyjątkowo i to, co z pozoru wydaje się trudem, staje się luksusem.

 

Pielgrzymka jako SPA

Myślę, że wszystkie osoby idące w pielgrzymce mogą z ręką na sercu powiedzieć, że życie pielgrzymkowe to inne życie. Od jednej z nich usłyszałam, że pielgrzymka jest dla niej jak SPA. Przyznam, że byłam w szoku. Pielgrzymka jak SPA? Można by pomyśleć, że to lekka przesada, a jednak nie. Dalej ta osoba wyjaśniła mi, że pielgrzymka dla niej to SPA, ale dla duszy, a nie ciała. „Ja tu wypoczywam” – usłyszałam. Nawet jeśli wydaje się inaczej, bo jest ciężko, to znaczy, że dusza jest na dobrej drodze w poszukiwaniu swojego miejsca. Zostawia swoje problemy lub dźwiga je na barkach, aby je rozwiązać. Idzie z nimi lub one za nią, a Ty zapominasz co Cię czeka i co zostawiłaś/eś w domu. Idziesz przed siebie, pokonując kolejne kroki w między czasie szukając dla siebie jak najlepszego miejsca na szlaku. Nie sztuką jest przejść z punktu A do B.

 

Najważniejsze dla mnie jest, by między tymi dwoma punktami na mapie poznać siebie bardziej, rozwinąć swoje skrzydła i nauczyć się latać w miłości.

 

Początek – w poszukiwaniu za złotym środkiem

Rozpoczynając chód myślałam tylko o tym, aby dobrze wykorzystać ten czas. Nie chciałam przeoczyć żadnej okazji na rozwój duchowy, lepsze poznanie siebie i kogoś idącego obok. Ludzie są tutaj najbardziej wyjątkowi i to oni powodują, że jest to niezwykły czas. Każde spotkanie może odcisnąć na mnie piętno do końca życia, a opowieści, które zapamiętam i będę przekazywać dalej, kiełkują jeszcze długo po pielgrzymce zarówno we mnie, jak i w moim otoczeniu. Ja i Ty jesteśmy światłem, które zanosimy do innych. Nic więc dziwnego, że tak bardzo nie chciałam przeoczyć żadnej okazji do tego co Bóg mi oferuje na trasie 🙂

Chcąc skupić się na tym co najważniejsze przyznam, że pierwszy dzień był trochę chaotyczny. Byłam bardzo szczęśliwa, że końcu rozpoczyna się pielgrzymka, ale wciąż szukałam swojego miejsca w szeregu. Nie wiedziałam gdzie iść: czy z przodu, czy z tyłu, a może w środku? Gdzie będzie lepiej, gdzie bardziej się skupię, ile czasu poświęcić na rozmowę, a ile na osobistą kontemplację? Chciałam wszystko wypośrodkować i robić tak, bym niczego nie żałowała. To wszystko i wiele innych spowodowało, że pierwszy dzień był jak wprowadzenie.

Poszukiwałam złotego środka na odpowiednie przeżycie jednego z najważniejszych dla mnie wydarzeń w ciągu całego roku, a więc presja była spora 🙂

 

Przede wszystkim bardzo modliłam się, by szczególnie w tym czasie nie oceniać innych. Jak trudno się od tego powstrzymać wie każdy z nas. Pragnęłam (i pragnę do tej pory) wyzwolić się całkowicie od oceny innych osób. Każdy idzie jak chce, w odpowiednim nastroju, stosunku do innych i skupieniu. Nie mam ŻADNEGO PRAWA, by nawet w myślach wysnuwać o nich jakieś wnioski. Walczyłam z tym całą pielgrzymkę i wiecie co? Warto było!!! 🙂

Pragnęłam skupić się na sobie i na swojej trasie, a nie na trasie koleżanki, czy kolegi. Chciałam, by moje serce zbliżyło się do Jezusa. Chciałam być bardziej pokorna, dobra i pełna miłości w stosunku do drugiego człowieka, bez względu na to jaki jest.

 

To były moje cele: skupienie, brak oceny i miłość.

 

Jestem TU!

Kolejne dni minęły nawet nie wiem kiedy. Każdy dzień przynosił coś lub kogoś nowego. W końcu znalazłam swoje miejsce na przodzie pielgrzymki. Tam czułam się najlepiej, choć czasami lądowałam na samym końcu. Na przodzie jednak była dla mnie inna energia. Każdemu radziłam i radzę: im bardziej Ci się nie chce iść i masz moment kryzysowy, depnij do przodu. Wtedy będzie moc 🙂

To co najbardziej pamiętam z przedniej „frakcji” to Panią Helenkę oraz Oazę. Pani Helenka ma ponad 80 lat i chodzi na pielgrzymki od niepamiętnych lat. To bardzo drobniutka kobieta o mocy mięśniaka. Jest szanowana i znana przez wszystkich: młodych i starych, duchowych i nie duchowych. Na swoim koncie ma około 300stu nocnych pielgrzymek do Lichenia i kilkadziesiąt do Częstochowy. To dla mnie Superwoman pielgrzymki. Zawsze w drugim rzędzie, w swoich trampeczkach. Nie pozostaje mi nic innego tylko modlić się o taką wiarę i siłę jaką ma Pani Helenka.

Z przodu również króluje Oaza, czyli wspólnota zajmująca się osobami niepełnosprawnymi. Jeśli czytaliście moje świadectwo (http://www.organmyslenia.pl/moje-swiadectwo/) lub felieton (NIE)pełnosprawni (http://www.organmyslenia.pl/niepelnosprawni/) to już wiecie, że mam do nich ogromną słabość. Z tego co pamiętam było 6 osób na wózkach inwalidzkich z kilkunastoma opiekunami. To młodzi ludzie z ogromem energii. Dostali od Boga dużą łaskę i chwała im, że wykorzystują ją, a nie chowają się po kątach. Prowadząc wózki zabawiają swoich podopiecznych i wszystkich wokół: śpiewają, opowiadają śmieszne historie, tańczą, pokazują. Jednym słowem dzieje się!

 

Mimo tego wszystkiego właśnie tam znalazłam swój spokój. Na początku trudno było o skupienie i ciszę: dużo ludzi, ciągłe śpiewy, hałas… potrzebowałam ciszy do modlitwy, a nie mogłam jej znaleźć. Motałam się. Z czasem jednak to przód okazał się moim złotym środkiem, moją oazą (o ironio!). Mimo hałasu, potrafiłam się tam skupić. Miałam także okazje poznać osoby niepełnosprawne i spędzić z nimi trochę czasu. Jestem za to szczególnie wdzięczna, ponieważ uwielbiam z nimi przebywać.

 

Muzyka

Z tego miejsca chciałabym również wspomnieć ekipę muzyczną, która odwaliła kawał dobrej roboty. Pokonać tyle kilometrów z gitarą, ciągle śpiewając i dopingując innych to godne podziwu, nawet dla młodych osób. Stworzyli niesamowitą atmosferę zarówno na trasie, jak i na postojach.

Szczególnie w pamięć zapadł mi jeden moment. W mieście, w którym zatrzymaliśmy się na nocleg, została zorganizowana wieczorna adoracja. Wszystkie chętne osoby mogły udać się do Kościółka na 21.00 i wziąć udział w śpiewach oraz modlitwach. Było cudownie. Przyciemnione światło, gitara, spontaniczne modlitwy, wzruszenie, dreszcze… niejedna osoba płakała. Dziękowaliśmy i prosiliśmy. Niektórzy na głos, inni w sercu. Ja prosiłam o wyzbycie się wszelkiego lęku i strachu w moim sercu. Chcę być wolna jak ptak. Było pięknie. Oby jak najwięcej osób mogło doświadczyć właśnie takich momentów z Jezusem.

Muzycznym dziękuję za dostarczenie niezapomnianych wrażeń, za dodawanie energii na trasie wtedy kiedy inni niedomagali. Dziękuję za każde słowo przez mikrofon i każdą nutę. Dziękuję za waszą energię. Niech Pan Bóg Was prowadzi 😉 Amen? AMEN!

 


 

Przeżyłam piękny czas z mniej lub bardziej obcymi ludźmi. Byli również bliscy, którzy stali się jeszcze bliżsi oraz bliscy, którzy stali się dalsi. Cały czas dziękuję i bardzo się cieszę, że tu na ziemi mamy możliwość przeżywania takich nieziemskich emocji jakich dostarcza pielgrzymka. Przykro mi, że potrafimy przejść obok tego obojętnie, że możemy z tego zrezygnować mniej lub bardziej świadomie. Gdyby każdy choć raz mógł poczuć, przeżyć, dotknąć tych emocji to nie chciałby wracać do rzeczywistości. I tak właśnie jest ze mną. Trudno po takich niezwykłych chwilach usiąść za biurkiem i wrócić do pracy. Trudno znaleźć i odnaleźć siebie, kiedy tak naprawdę chcesz być blisko Boga i tego co przeżyłeś/aś. Ja tak mam… chcę powrotu tego czego doświadczyłam, ale wiem, że największą sztuką jest połączenie tych „dwóch światów”, o których pisałam na początku. Wszystko ma sens 🙂

O szczególnych dla mnie wydarzeniach na pielgrzymce będę pisać w kolejnych felietonach, inaczej ten miałby kilkanaście stron. Wszystkie spisane i zapamiętane. Moment dojścia – niesamowity (zapraszam do filmiku, który nakręciłam od razu po wejściu do Częstochowy http://www.organmyslenia.pl/pozytywna-energia-za-darmo-video/ ), wszelkie postoje – niesamowite, ludzie na trasie – niesamowici, osoby, u których nocowałam – niesamowici, jedzenie – pyszne, szkoły noclegowe – wyjątkowe. Chciałabym przekazać jak największej liczbie osób, to co mogę najlepszego, abyśmy wszyscy razem reprezentowali miłość 🙂 Amen? AMEN!

 

Zapraszam Was do pielgrzymki. To super czas.

m.

 

One Reply to “Z głową w chmurach, czyli pielgrzymka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *